Bolesławiecki PiS po spotkaniu z prezesem

Bolesławiecki PiS po spotkaniu z prezesem
fot. PiS Sekretarz lokalnej partii mówi o odmowie przyjęcia Kaczyńskiego w Teatrze Starym i o rozwodzie lokalnego PiS z Piotrem Romanem.
istotne.pl polityka, pis, jarosław kaczyński

O spotkaniu z prezesem Prawa i Sprawiedliwości w Bolesławcu mówi Waldemar Krysztofiak, sekretarz PiS w Bolesławcu, należący do partii od jej powstania.

Grażyna Hanaf: – Jak członkowie PiS przeżywają spotkanie z prezesem i ilu jest członków partii w Bolesławcu?

Waldemar Krysztofiak: – Jest nas niecała dwudziestka. Ale na spotkanie przyszły tłumy, może nawet około tysiąca osób. To dla nas wyjątkowe wydarzenie i sukces, że Jarosław Kaczyński odwiedził Bolesławiec. Miał bowiem do wyboru większy Lubin czy Polkowice.

Jak przekonaliście prezesa, by przyjechał do Bolesławca?

Może to z tego powodu, że zaproponowaliśmy mu najatrakcyjniejsze miejsce. Dużą, nowoczesną salę w centrum miasta. Odpowiadał mu też termin i godzina spotkania.

To prawda, że chcieliście zorganizować spotkanie w Teatrze Starym?

Tak. Był dla nas atrakcyjny, bo wyremontowany dzięki dotacji z Unii Europejskiej. Nie ponieślibyśmy kosztów wynajmu sali. Zarząd Powiatu jednak nam odmówił.

Odmówili przyjęcia Kaczyńskiego w Teatrze Starym?

Z Janem Russem zwracaliśmy się do Zarządu Powiatu, ale Zarząd zdecydował, że w Teatrze Starym nie mogą się odbywać spotkania o charakterze politycznym.

A nie chodzi o to, że Platforma Obywatelska, która rządzi powiatem, nie chciała wpuścić Kaczyńskiego do Teatru? Przecież podczas otwarcia obiektu było tam mnóstwo polityków z PO, którzy swobodnie przemawiali.

Proszę mi wierzyć, nie wiem tego.

Przed spotkaniem z Kaczyńskim Adam Lipiński, prawa ręka prezesa, dość ostro was skrytykował...

Nie uważam, że to była połajanka struktur powiatowych PiS, ale zwrócenie uwagi na to, że społeczeństwo, ludzie, którzy popierają opozycję, nie mogą tylko kibicować. Muszą się w to zaangażować. Samymi uchwałami nie da się niczego poprowadzić, trzeba do tego ludzi. Adam Lipiński wspomniał jeszcze o niesnaskach, ale ja się nie wypowiadam na ten temat. Zawsze komuś coś się nie spodoba…

A może chodzi o to, że odszedł od was Piotr Roman?

Nie. Kiedy powstawał komitet PiS, a partia powstała na gruzach AWS, dołączały do niej grupki obozu prawicowego. I na początku lat 2000 dołączył też Kazimierz Ujazdowski. Członkiem jego ugrupowania był Piotr Roman. Roman zadeklarował jasno, że lojalnie występuje ze swoim szefem z PiS.

Ale gdybyście mieli taką osobę w szeregach partii, to mielibyście chyba więcej siły i członków?

Tak. Wiadomo, jakie są możliwości nauczyciela wychowania fizycznego, a jakie kogoś, kto ma nienormowany czas pracy i jest na takim wysokim stanowisku. Ale w tej chwili Piotr Roman wpisuje się w działania ruchu prawicowego, który pośrednio wspiera PiS. Pod egidą prezydenta jest Klub Gazety Polskiej, który organizuje spotkania m.in. z Janem Pospieszalskim i prezentuje nurt myślenia prawicowego.

Czyli bolesławieckie PiS wzięło z Piotrem Romanem taki rozwód za porozumieniem stron i zostaliście dalej przyjaciółmi?

Wydaje mi się, że w ramach szeroko pojętego obozu prawicowego chyba jest miejsce na coś takiego. Dodam, że samorządy przeżywają teraz ogromne kłopoty, bo państwo nie wywiązuje się ze swoich prerogatyw. Państwo obiecuje, uchwala, a koszty przerzuca na samorządy. Może warto przejrzeć programy partii i poprzeć te, które większy nacisk kładą na odpowiedzialność państwa? W mieście na przykład subwencja oświatowa wynosi 20 milionów, a prawdziwe wydatki to 25 milionów.

Na poziomie powiatu weszła ustawa o opiece zastępczej. Na samorząd spadło zadanie, którego koszt wynosi 200 tysięcy złotych, które trzeba w budżecie powiatu znaleźć.

Ale czy członkowie PO, rządzący powiatem, nie powinni naciskać na kolegów z góry, by im nie robili takich numerów?

O to należy spytać starostę. Na jednej z komisji zapytałem się, czy zrobiono cokolwiek, by przywrócić posterunek policji w gminie Gromadka. To skandal, że duża gmina nie ma posterunku. Starosta odpowiedział, że możemy zapomnieć o staraniach, bo on wrócił ze spotkania z przedstawicielem rządu, który zapowiedział jedynie likwidację dalszych posterunków.

A jak pan to ocenia, jako opozycja – powiatowi członkowie platformy nie starają się, nie protestują?

Wydaje się, że starosta się stara, protestuje i walczy o sprawy samorządowe. Natomiast czy jest to robione z odpowiednią mocą, czy jest to pozorowane i czy można to skuteczniej zrobić, tego nie wiem.

A jak pan ocenia wystąpienie prezesa w Bolesławcu. Nie było nudne? Prezes, moim zdaniem, był mało waleczny, mało radykalny.

Być może jest pani pod wpływem mediów głównego nurtu, które wyrywają słowa Jarosława Kaczyńskiego z kontekstu i potem przyklejają do tego własne interpretacje. Ja słucham wystąpień prezesa od lat i on zawsze jest taki sam. Stara się pokazać bolączki i drogi wyjścia. I tak zrobił w Bolesławcu.

Jakie plusy po spotkaniu?

Zebraliśmy maile i telefony osób wspierających prawicę. Będziemy się z nimi kontaktować. Chcemy zrobić seanse „kina niechcianego”, chcemy prezentować filmy niepuszczane przez telewizję. IPN ma pion edukacyjny, chcemy nawiązać z nim współpracę.

Co chce pan powiedzieć tym, co popierają PiS?

By przełamali barierę bierności. Aby polepszyć swój los i samemu wpłynąć na bieg wydarzeń, trzeba uświadomić sobie, że aktywność obywatelska jest dla dobra Polski.

(informacja: Grażyna Hanaf)