Komisja o wypadku: lecący mieli szczęście, że nie spłonęli

Komisja o wypadku: lecący mieli szczęście, że nie spłonęli
fot. Marcin Zabawa Znaczny wyciek paliwa spowodował oblanie pilota i tylko szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, iż nie doszło do śmiertelnego w skutkach pożaru – czytamy w dokumencie Komisji.
istotne.pl wypadek, helikopter, komisja

Na początku lipca – za portalem TVN24.pl – donosiliśmy, że pilot, którego śmigłowiec runął w maju na pole między Tomaszowem Bolesławieckim a Kruszynem, nie miał licencji na latanie maszyną i że sprawą zajmuje się Prokuratura Rejonowa w Bolesławcu i komisja badania wypadków lotniczych.

Jest uchwała Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Według Komisji, najbardziej prawdopodobną przyczyną zdarzenia było przerwanie ciągu wirnika głównego poprzez przypadkowe skręcenie przez pilota dźwigni gazu, na co wpływ miały takie czynniki jak: brak prawidłowego przeszkolenia na śmigłowcach (przez osobę nie posiadającą jakichkolwiek uprawnień lotniczych w tym instruktorskich); bardzo mały nalot pilota na śmigłowcach; brak doświadczenia pilota w lądowaniu autorotacyjnym na śmigłowcu; znaczna nierówność gruntu w miejscu przyziemienia.

W dokumencie czytamy również:

Według relacji pilota lot był wykonywany na wysokości 500 stóp nad terenem z prędkością przelotową 50 kts. Następnie pilot skierował śmigłowiec na południowy zachód miejscowości Twardocice, gdzie znajdują się pola z ziemniakami, nad którymi wykonał krąg w prawo, gdyż, jak stwierdził, „…śmigłowiec nie znosi zakrętów wykonywanych w lewo…”. […] Śmigłowiec zaczepiając belką i śmigłem ogonowym o podłoże twardo przyziemił (spadł) i przewrócił się na prawy bok. Śmigłowiec rozbił się w bezpośredniej bliskości drogi, skąd jego lot był obserwowany przez jadącego samochodem kierowcę. Pasażer-agronom został wyrzucony ze śmigłowca przez przednie przeszklenie, a pilot wypadając przez drzwi został przygnieciony przez wywracający się śmigłowiec. Pilot i pasażer śmigłowca nie mieli zapiętych pasów bezpieczeństwa. Jak zrelacjonował pilot, poprzedni właściciel śmigłowca, a zarazem jego „pseudoinstruktor” przekazał mu informację, że na tym typie śmigłowca pasów bezpieczeństwa się nie zapina (!) [podkreślenie PKBWL – przyp. „ii”]. […]

Znaczny wyciek paliwa spowodował oblanie pilota i tylko szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, iż nie doszło do śmiertelnego w skutkach pożaru.

W wyniku wypadku dwie osoby zostały ranne, a śmigłowiec uległ zniszczeniu. Świadkowie zdarzenia, w tym kierowca obserwujący lot, podnieśli śmigłowiec, wyciągając spod niego pilota i poinformowali telefonicznie odpowiednie służby, które po przybyciu udzieliły pomocy poszkodowanym oraz zabezpieczyły wrak śmigłowca i miejsce wypadku do czasu przybycia przedstawicieli PKBWL. Po przesłuchaniu pilota, jak również biorąc pod uwagę jego bardzo skromne doświadczenie w lotach na śmigłowcach, Komisja doszła do wniosku, że najbardziej prawdopodobną przyczyną zdarzenia było przerwanie ciągu wirnika głównego poprzez skręcenie przez pilota dźwigni gazu, co spowodowało wcześniej opisane następstwa. […]

Komisja ustaliła, że pilot śmigłowca, który uległ wypadkowi posiada świadectwo kwalifikacji pilota wiatrakowca ultralekkiego ważne do 15 października 2017 roku. Jest również właścicielem wiatrakowca, na którym wykonał około 400 godzin nalotu. Pilot posiada orzeczenie lotniczo-lekarskie klasy 3. Powyższe badania były przeprowadzone w Centrum Medycyny Lotniczej CM GOBL-L we Wrocławiu z datą ważności do 20 lipca 2013 roku, co świadczy o tym, że pilot wykonywał loty nie posiadając aktualnych badań lotniczo-lekarskich.

Na śmigłowcu R-22 pilot wylatał około 35 godzin, szkoląc się u poprzedniego właściciela, który przylatywał do jego gospodarstwa rolnego spod Poznania. W Wydziale Rejestru Personelu Lotniczego oraz w Wydziale Rejestru Cywilnych Statków Powietrznych Urzędu Lotnictwa Cywilnego poprzedni właściciel nie figuruje ani jako członek personelu lotniczego, ani jako właściciel śmigłowca. Śmigłowiec posiadał naniesione znaki brytyjskie, lecz poprzedni właściciel nie zgłaszał do Urzędu Lotnictwa Cywilnego informacji o wykonywaniu lotów w polskiej przestrzeni powietrznej na brytyjskich znakach rejestracyjnych. Osoba ta, która „kolekcjonuje wojskowe samoloty” i „lata, ile może”, jest dobrze znana w środowisku lotniczym z tego, że bez żadnych uprawnień szkoli na śmigłowcach jak również wykonuje loty zarobkowe, oferując ponadto „bezpłatne usługi” w tej dziedzinie służbom państwowym – administracji lokalnej a nawet policji przy „monitorowaniu terenu”(!) [podkreślenia – PKBWL]. [...]

Państwowa Komisja Badania wypadków Lotniczych zwróciła się do Komisji Badania Wypadków Lotniczych producenta śmigłowca Stanów Zjednoczonych (NTSB) i państw poprzednich użytkowników śmigłowca, Wielkiej Brytanii oraz Niemiec. Na podstawie otrzymanych informacji powstał przedstawiony poniżej „rys historyczny” pochodzenia poszczególnych jego elementów.

  • Przednia część kadłuba pochodzi ze śmigłowca R22 Alpha nr fabr. 494 (znaki rozp. N2241), zbudowanego w październiku 1990; 09 czerwca 1994 śmigłowiec ten został poważnie uszkodzony podczas twardego lądowania;
  • Belka ogonowa pochodzi ze śmigłowca R22 Beta nr fabr. 1378 (znaki rozp. G-OLRT, przedtem N401R), zbudowanego w maju 1990; śmigłowiec niedawno oczekiwał w W.Brytanii na remont – jego właściciel sprzedał belkę ogonową (sam kupił nową);
  • Łopaty śmigła ogonowego o numerach fabr. 15221J i 15225H pochodzą ze śmigłowca R22 Mariner nr fabr. 2054M, zbudowanego w 1992 i noszącego znaki rozp. G-YMBO (przedtem OY-HFR, 1993-95); śmigłowiec ten został sprzedany do Kanady 18 grudnia 2012, ostatnio w Europie był zarejestrowany na firmę Startrade GmbH, Siegen, Niemcy; te same łopaty były także użytkowane na śmigłowcu R22 Beta nr fabr. 3889, zbudowanym w roku 2005 (znaki rozp. G-DGOD, przedtem N29H), ten śmigłowiec został sprzedany do USA 15 stycznia 2013, ostatnio w Europie był zarejestrowany również na firmę Startrade GmbH, Siegen, Niemcy.

Przypomnijmy: zdarzenie miało miejsce 19 maja między Tomaszowem Bolesławieckim a Kruszynem. Śmigłowiec, którym leciały dwie osoby, spadł na jedno z pól. Pilot helikoptera prawdopodobnie chciał lądować.

Obaj lecący śmigłowcem zostali ranni. Helikopter pogotowia ratunkowego przetransportował ciężej rannego do szpitala w Legnicy. Druga osoba trafiła do szpitala w Bolesławcu.

Do tematu wrócimy.

(informacja: PKBWL/ii)