Pierwszy września: msza, szpilki i piwo

Pierwszy września: msza, szpilki i piwo
fot. freeimages.com (jdurham123) Rano msza święta na rozpoczęcie roku szkolnego, a potem piwo i galeria. Jak uczniowie rozpoczynają rok szkolny. Czy wiesz?
istotne.pl szkoła, młodzież, piwo

Na schodach prowadzących do ogólniaka stoi oparta o barierkę długonoga piękność w dziesięciocentymetrowych szpilkach o czerwonych podeszwach, w skórzanej mini i białej bluzeczce. Rozmawia z koleżanką: płaskie botki, spódniczka do kolan, sweterek.

Przed chwilą w kościele skończyła się msza święta na rozpoczęcie roku. Nieobowiązkowa, ale wpisana w rozpoczęcie roku w świeckiej szkole. Część dzieci z niej wraca, część dopiero teraz idzie na uroczysty apel do szkoły.

Ulicą idzie więcej dziewczyn w szpikach, obcisłych mini, skrzących się kusych sukieneczkach, podkreślających kobiece kształty. Kroczą jak modelki. Albo pokracznie, ciężko, nie potrafiąc się utrzymać na zbyt wysokich butach. Są też dziewczyny zwyczajnie ubrane. Atrakcyjne, ale na płaskich obcasach i w bardziej luźnych spódnicach.

Jak reagujesz na widok pijącej młodzieży?
Przechodzę obojętnie
79.17
Dzwonię po straż miejską
13.89
Zwracam uwagę osobiście
6.94

W centrum miasta, około 11:00, kilku młodych chłopaków pije piwo, wszyscy w białych koszulach, większość w garniturach i pod krawatem. Nie krępują się i nikt nie zwraca im uwagi. Butelki ustawiają równo w rządku, jest ich spora ilość.
– Panowie – zagaduję bez złośliwości. – Wolno wam pić piwo? Jesteście uczniami?
– To na rozpoczęcie roku – mówi do mnie sympatyczny, przystojny chłopak, na oko 15-16-letni, ale nie zdziwię się, jeśli ma 13 lat.
– Ale tak piwo przed dwunastą? – pytam. – Rodzice wiedzą, pozwalają?
W grupie konsternacja, ale bardziej tym moim pytaniem o godzinę. Jeden z chłopców nawet pyta kolegi, która jest godzina, czy mam rację z tym, że piją przed 12:00. Nie rozumieją, dlaczego akurat to wydało mi się niestosowne. Nie wiedzą, że dżentelmen przed dwunastą nie pije i picie od rana kojarzy się z brakiem kultury lub alkoholizmem. Rozpierzchają się po tym, jak wspominam o straży miejskiej.

W galerii tłumy młodzieży, wszyscy na galowo, zasiadają na ławkach, bawią się swoimi telefonami. Nigdzie się nie śpieszą, wymieniają uściski i głośno, radośnie witają przyjaciół. Dziewczyny rzucają się chłopakom na szyje, cmokają w policzki.

Patrzę na nich jak na obcych. Równie dobrze mógłby w mieście wylądować statek z Marsjanami. Obca cywilizacja. Jestem dorosła. Mam ich chronić, dawać przykład, przestrzegać przed konsekwencjami młodzieńczych szaleństw. Ale nawet nie znam ich języka.

A mam im coś do powiedzenia, z doświadczenia, z wiedzy, jaką zebrałam w życiu. Dziewczynie w szpikach z czerwonymi podeszwami mogłabym wyjaśnić, że elegancja polega na dobraniu stroju do okazji. Jej koleżanka w balerinach i w prostym sweterku jest elegancka. Ona, choć ma stój o wiele bardziej wyszukany i pewnie droższy, ubrała się nieelegancko. Pewnie nikt jej tego nie powiedział, że na zakupy idzie się w zwykłym stroju, jak do szkoły czy pracy, a na imprezę, dyskotekę czy kolację z ukochanym wkłada szpilki i cekiny. Mogłabym jej też powiedzieć, że cokolwiek zrobi, przez strój, jaki włoży, zostanie oceniona i zaszufladkowana. Może nie wszystkie etykietki się jej spodobają, a na pewno żadna nie będzie mówiła o niej prawdy.

Chłopakom od piwa mogłabym wspomnieć, kim jest dżentelmen i że kilku z nich uda się poprzestać na tym piwie, by zaimponować kolegom, a kilku nie. I nie będzie to kwestia silnej woli czy przekonań, lecz obojętnej na ludzkie życie statystyki. Zwyczajnie kilku z nich zostanie alkoholikami.

Patrzę bezradna na biało-granatowy tłumek młodych ludzi przed galerią. Nastolatków pełnych życia, otwartych na nowe i radosnych. I nie wiem, jak do nich dotrzeć. Usłyszeli już swoje na kazaniu, na szkolnym apelu i pewnie coś od rodziców. Mówiono im, jak żyć, jak się zachować, jak postępować. A i tak wybiorą coś własnego. Nie potrafię ich ustrzec przed szpilkami, piwem i galerią.

Grażyna Hanaf