Geringer de Oedenberg: Nie jestem bezkrytycznie rozmiłowana w Unii

Geringer de Oedenberg: Nie jestem bezkrytycznie rozmiłowana w Unii
fot. Gerard Augustyn Eurodeputowana SLD mówiła m.in. o swojej pracy w Parlamencie Europejskim, o zagrożeniu ze strony sił antyunijnych oraz o tym, że UE to nie Stany Zjednoczone Starego Kontynentu.

Mieszkańcy naszego powiatu w środę, 7 maja, mieli kilka okazji, aby spotkać się z Lidią Geringer de Oedenberg, europosłanką Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Jedno ze spotkań miało miejsce w Centrum Integracji Kulturalnej „Orzeł”.

– Wybory do europarlamentu są bardzo ważne – podkreśliła w czasie spotkania Lidia Geringer de Oedenberg. – Niestety, w naszym kraju są lekceważone przez 80% społeczeństwa. W 2009 r. pod względem frekwencji mieliśmy drugi najgorszy wynik w Europie. Mniej zainteresowani tymi wyborami od nas byli jedynie Słowacy. To zastanawiające, że Polacy przez wiele lat walczyli o wolne wybory, a kiedy już je wywalczyli, przestali się nimi kompletnie interesować. Mam nadzieję, że po 25 maja okaże się, że jesteśmy odpowiedzialnym społeczeństwem, które chce świadomie wybierać swoją przyszłość.

Eurodeputowana opowiedziała o swojej 10-letniej pracy w Parlamencie Europejskim. Mówiła o tym, że wielu Europejczyków nie zna swoich praw. Przytoczyła historię pewnej Hiszpanki, która kupiła bilet tzw. tanich linii lotniczych. Na lotnisko dotarła na czas, ale nie wpuszczono jej na pokład. Próbowano jej wmówić, że się spóźniła. Ale prawda była taka, że przewoźnik sprzedał więcej biletów, niż jest miejsc w samolocie. Kobieta została odprawiona z kwitkiem, ale się nie poddała. Złożyła skargę do PE. Sprawa trwała długo, ale unijni urzędnicy przyznali jej rację. Hiszpanka zapłaciła za bilet 50 euro, rekompensata wyniosła... kilka tysięcy. – Każda skarga jest traktowana bardzo poważnie – zaznaczyła Lidia Geringer de Oedenberg.

Działaczka SLD wspomniała także o tym, jaka jest różnica między kampanią wyborczą w Polsce i w Belgii: – Ta druga to kraj bardzo zmobilizowany pod tym względem. Frekwencja wynosi tam 95-98%, a kampania jest trudna – nie ma bilbordów, ogłoszeń w prasie, spotów w telewizji. Co więcej, wybory są obowiązkowe. Jeśli ktoś na nie nie chodzi, płaci karę. A jeżeli czyni to nagminnie, to nie dostanie pracy w żadnej instytucji publicznej. W przypadku przedsiębiorców kara jest jeszcze dotkliwsza – nie mogą brać udziału w przetargach publicznych.

Posłanka odniosła się też do rosnących w siłę eurosceptyków. – Mówi się, że w nowym europarlamencie może ich być nawet 200. To osoby, które będą chciały walczyć z Unią, dążyły do jej rozwiązania, przywrócenia granic, likwidacji wspólnej waluty, a nawet do wyrzucenia cudzoziemców ze swoich krajów – powiedziała. – Taka liczba eurosceptyków może zablokować UE na dobre.

– W kraju ciągle słyszę niezrozumiałe dla mnie stwierdzenia. Na przykład takie: w czasie ostatnich Świąt Wielkanocnych po raz ostatni jedliśmy wędzoną szynkę czy kiełbasę, bo Unia wkrótce zabroni nam wędzić – kontynuowała Geringer de Oedenberg. – To czysta bzdura. Ale nikt jej nie wyprostował. Fama już poszła. A prawda jest taka, że nie ma głupich regulacji w Unii Europejskiej, Wszystkie czemuś służą.

Eurodeputowana podkreśliła również, że nie jest „bezkrytycznie rozmiłowana w Unii”: – Widzę, jak wiele rzeczy można byłoby poprawić. Tyle że mówimy o 28 suwerennych krajach, z których każdy prowadzi własną politykę. Ciągle słyszę od Amerykanów: nie wiemy, do kogo dzwonić, bo nie ma jednego telefonu do szefa Europy. Zgadza się, ale to dlatego, że nie ma jednego szefa Starego Kontynentu, jest ich 28. Europa to nie Stary Zjednoczone. Życzylibyśmy sobie, żeby decyzje, na przykład w sprawie Ukrainy, były podejmowane szybko, ale kompromis wymaga czasu.

fot. gerard

W spotkaniu, w czasie którego swoją kandydaturę do PE zaprezentowała również Alicja Janiec z Lipian, przewodnicząca Stowarzyszenia Kobiet Aktywnych oraz Forum Równych Szans i Praw Kobiet w powiecie bolesławieckim, wzięło udział około 100 osób. Poprowadził je Stanisław Chwojnicki, wicestarosta bolesławiecki.

(informacja: ii)