Część I: Bolesławieckie lochy, podziemia i tajemne przejścia

Część I: Bolesławieckie lochy, podziemia i tajemne przejścia
fot. Muzeum Ceramiki Podziemne korytarze pełniły różne funkcje, od zawsze jednak fascynowały i przyciągały poszukiwaczy przygód i… skarbów.
istotne.pl muzeum, podziemia, ceramika

Wiele miast dolnośląskich kryje pod powierzchnią ziemi przejścia, lochy i podziemne korytarze. Dzieje części z nich sięgają z pewnością jeszcze czasów średniowiecza.

Podobnie było także w Bolesławcu. W 1926 r. kustosz bolesławieckiego muzeum Artur Schiller zainteresował się tym tematem. W jednym ze swoich artykułów pisał: "(…) wśród mieszkańców Bolesławca można usłyszeć wiele zagadkowych historii. Problem podziemnych przejść w naszym mieście komplikuje istnienie dawnego systemu wodociągowego i kanalizacyjnego, który rozpoczęto tworzyć już na przełomie XV i XVI wieku”.

Schiller podjął się zbadania przekazów dotyczących tego, co kryje się pod powierzchnią Bolesławca – lochów, tuneli, tajnych przejść, tajemniczych piwnic. I choć większość obiektów dziś już nie istnieje albo nie da określić ich dokładnej lokalizacji, warto zapoznać się z danymi na ten temat sprzed prawie 90 lat, nawet jeśli w dużej części są to tylko hipotezy lub legendy.

Dawny zamek (nie istnieje, obecnie teren Placu Zamkowego) połączony był z miastem podziemnym tunelem. Wskazują na to odkrycia dokonane w roku 1898, kiedy to podczas prac budowlanych w domu przy pl. Zamkowym nr 6 odnaleziono fragmenty przejścia ze sklepieniem. Po zakończeniu prac, na życzenie właścicielki, wejście do tunelu zamurowano.

Również z podziemi ratusza wybiegały tunele prowadzące prawdopodobnie poza mury miejskie. W 1921 r. pod wieżą ratuszową odkryto loch o głębokości 6 m, który pełnił pierwotnie rolę więzienia. Wskazuje na to napis, umieszczony w północnym trakcie ratusza: „Jus cole, perniciosa viris iniuria est” – przestrzegaj prawa, niesprawiedliwość jest rzeczą zgubną. To tu, na początku XVI w., więziono burmistrza Anshelmusa Scholza, który po złożeniu urzędu wystąpił przeciwko władzom miejskim. Była to na owe czasy bardzo głośna sprawa, gdyż Scholza osadzono nielegalnie, nie uwzględniając nawet królewskich glejtów. Działania rady miejskiej spowodowały, że synowie Scholza wywołali „prywatną wojnę”, przysparzając miastu wielu poważnych szkód. Dziś wędrując po korytarzach północnego traktu ratusza, można zobaczyć drzwi zapadni, prowadzące do dawnego więzienia.

Wyobraźnię bolesławian od zawsze rozpalały także legendy o klasztorze dominikanów. Potwierdzenie części tajemniczych opowieści znalazł kustosz Schiller w materiałach archiwum miejskiego. W księdze z roku 1812 zachował się opis prac prowadzonych w ogrodzie na terenie międzymurza, pomiędzy Bramą Dolną a klasztorem.

W znajdującej się tam baszcie wykonano wówczas otwór, który oświetlał leżący niżej loch. W lochu znaleziono szkielet, żelazne łańcuchy, świecznik i łyżkę. To sprawiło ponowny rozkwit wśród mieszkańców miasta legend o tajemniczych podziemiach prowadzących z klasztoru.

Nie była to jedyna interesujące wzmianka zawarta we wspomnianej księdze. Znajdowała się tam również informacja, że w czasach religijnych niepokojów, częstokroć w piwnicach domów mieszczan wykopywano nisze służące szybkim pochówkom. Dalej pisano o podziemiach domu przy ul. Zgorzeleckiej, w których w XV w. jeden z mieszczan potajemnie urządził miejsce przeznaczone do odprawiania nabożeństw. Według przekazów ówczesnych mieszkańców znajdował się tam stary drewniany ołtarzyk oraz ukryte wejście do lochu. W latach 20. XX w. kustosz Schiller wraz z dawną mieszkanką domu spenetrowali piwnice, odkrywając zamurowane czworokątne wejście do tunelu.

Do tematu bolesławieckich podziemi wrócimy w najbliższym odcinku cyklu „Przedmioty i Anegdoty”.

(informacja zlecona: Muzeum Ceramiki)