Kierowca MZK złośliwie nie wpuścił dziewczynek do autobusu? Prezes zaprzecza

Kierowca MZK złośliwie nie wpuścił dziewczynek do autobusu? Prezes zaprzecza
fot. GA O sprawie powiadomiła nas Czytelniczka.
istotne.pl mzk bolesławiec, andrzej jagiera

Do zdarzenia doszło w czwartek 4 kwietnia w godzinach wieczornych. Chwilę po incydencie zadzwoniła do nas Czytelniczka, która opowiedziała nam o tym, że kierowca autobusu Miejskiego Zakładu Komunikacji nie wpuścił do pojazdu dziewczynek, które miały napoje. Jak relacjonowała nam kobieta, gdy te odwróciły się doń plecami, on zamknął drzwi i odjechał.

Czytelniczka zapytała kierowcę, czemu jest taki złośliwy. Wywiązała się dyskusja, w trakcie której kierujący miał powiedzieć na cały autobus: „Proszę mnie nie wk***iać”. I dodać, że Czytelniczka tak go wk***iła, że powinien ją... wyrzucić z autobusu.

Kierowca zatrzymał się na kolejnym przystanku i ze zdenerwowania na minutę wysiadł z pojazdu.

Zgłaszająca powiedziała nam, że pasażerom, a zwłaszcza starszym paniom, kompletnie zabrakło empatii. I że stanęli oni po stronie kierującego, bo „tyle jest wypadków, a kierowcy nie wolno denerwować”.

– Jestem zbulwersowana zachowaniem kierowcy – dodała Czytelniczka.

Autoryzowana wersja prezesa MZK Andrzeja Jagiery:

Autobus linii 4 jadący w kierunku ulicy Konradowskiej zatrzymał się na przystanku na ulicy Karola Miarki, przy wieżowcu. Kierowca otworzył drzwi, aby umożliwić wyjście pasażerom z autobusu, jak i wejście do autobusu osobom oczekującym na przystanku.

Po pewnym czasie od strony Szkoły Pijarów wybiegły dwie dziewczynki, które zamierzały wejść do tego autobusu. Dziewczynki w rękach trzymały pełne, niezamknięte kubki napojów. Kierowca zgodnie z regulaminem polecił dziewczynkom, aby wypiły ten napój albo wyrzuciły kubki do kosza, bo nie będzie mógł ich zabrać do autobusu, aby nie doprowadzić do tego, żeby w momencie hamowania inni pasażerowie zostali oblani tymi napojami.

Dziewczynki wyszły z autobusu i skierowały się do tablicy z rozkładem jazdy. Nie miały one zamiaru ani wypić tego napoju, ani wyrzucić kubków do kosza. Kierowca nadal czekał na te pasażerki, które znowu wróciły do autobusu z pełnymi kubkami napojów.

Kierowca ponownie zwrócił im uwagę, iż nie weźmie ich do autobusu z tymi kubkami. Dziewczynki więc wyszły z autobusu, a kierowca zamknął drzwi i realizował planowany rozkład jazdy.

Gdy ruszył z przystanku, jedna z pasażerek zaczęła krzyczeć do kierowcy, zbulwersowana tym, że nie zabrał dziewczynek do autobusu. Kierowca na następnym przystanku zatrzymał autobus i poinformował pasażerów, że dopóki ta Pani nie przestanie krzyczeć, to nie będzie kontynuował jazdy.

Szef MZK dodaje:

Mam wrażenie, że Pani, która była oburzona zachowaniem kierowcy, mogła nie widzieć całej tej sytuacji, bo była wówczas zajęta trójką swoich dzieci, a przecież kierowca dał możliwość wejścia do autobusu dziewczynkom, po spełnieniu określonych wymagań.

Nie widzę tu winy swojego kierowcy. Nie było tu ani krzty złośliwości wobec tych dziewczynek, a wręcz przeciwnie: kierowca chciał dać im możliwość skorzystania z przejazdu i nie narażać innych pasażerów na nieprzyjemności.

Co Wy na to? Zapraszamy do dyskusji.