Uciec stąd jak najdalej

Uciec stąd jak najdalej
fot. Krzysztof Gwizdała O ucieczce z małych miast w dobie globalizacji. Postawienie problemu, przed czym tak naprawdę uciekamy. I czy malkontenci i ludzie rozczarowani sobą znajdą wymarzone miejsce na ziemi.
istotne.pl ucieczka, małomiasteczkowość

„Zabierzcie mnie na ziemi tej kres
Zabierzcie mnie do krain bez łez
Myślę tylko, że ta nędza
W blasku słońca zaboli mnie mniej”

Charles Aznavour „Emmenez – moi”
Tłumaczenie G. Hanaf


… jak najdalej

Zatrzasnąć drzwi, wyłączyć światło, nie odwracać się za siebie. Odejść od dziur na drogach, wysokich podatków, braku szans na dobra pracę, od beznadziei i nudnych weekendów. Od snucia się w niedzielne popołudnie między rodzinnym obiadem, a wizytą w supermarkecie. Zwiać z malutkiego, zapyziałego, beznadziejnego miasteczka, gdzie stagnacja, klika i ktoś inny pociąga za sznurki, gdzie nic nigdy się nie zmieni. Jak w piosence, wsiąść na statek, który odpływa do ziemi obiecanej, gdzie zawsze świeci słońce.

… ale gdzie?

Dwa miesiące temu w Grecji na ulicę wyszli młodzi ludzie po studiach, by zaprotestować przeciw brakowi perspektyw zawodowych. Studia nie bronią przed bezrobociem, a mało kogo z protestujących magistrów zadawala praca kelnera. Ta sama sytuacja już grozi Włochom i Hiszpanom. Politycy zawiedli, nie mają pomysłu na rozwój kraju by zapewnić dobrobyt swym obywatelom. Młodzi Włosi mieszają z rodzicami, bo ponad połowa z nich przez rok po studiach nie może znaleźć pracy w zawodzie. Korupcja, nepotyzm, mafia. W Hiszpanii bezrobocie ludzi przed trzydziestką sięga 17 proc. Rozbudzone ambicje i nie zrealizowane nadzieje.

W dobie globalizacji jesteśmy małą wioską i miejsca do ucieczki kurczą się i maleją, jak wszystko wokół nas. Internet pozwala nam na komunikację z każdym miejscem na ziemi, na przeczytanie wszystkich newsów. Nie ma państwa bez problemów. A one są tak bardzo podobne, że trudno na ich postawie odróżnić od siebie kraje.

Gdzie jest lepiej? Wszędzie tam, gdzie nas nie ma. Jednak jak już się dokądś wybierzemy, to perspektywa się zmienia. Turyści najczęściej pytają o zarobki. A potem szybko przeliczają je na złotówki i wychodzi im, że średnia pensja np. we Francji to około 4 tys. złotych. Wtedy zaczyna się narzekanie na Polskę. Trwa to do wizyty w pierwszej restauracji i sklepie. „Dlaczego tu wszystko takie drogie?” – pytają. A gdy pojawia się informacja o cenie czynszu i opłat też w euro, przestają zazdrościć Francuzom.

A przecież wiemy wszyscy, że tu jest źle i to fakt, a świat z perspektywami jest tuż za zakrętem, trzeba tylko, by ktoś nas stąd zabrał.

… ale z kim?

Z kim uciec w świat? Lepiej pamiętać, że w każdą, nawet najkrótszą podróż, przede wszystkim wybieramy się we własnym towarzystwie. Waldemar Łysiak we wstępie książki „Francuska ścieżka” napisał coś, co warto przemyśleć przed jakimkolwiek wyjadem. Zacytuję: Ścieżka winna być zaprogramowana w człowieku nim on rozpocznie podróż; jeśli nie jest – będzie jałowa. (…) gdy szukasz wzruszeń (…) miłością – napotkasz piękne kobiety; malarstwem – pokochasz uśmiech „Giocondy”. Kolumb płynąc na zachód nosił w sobie całą Amerykę.”

Co znajdzie w świecie malkontent i osoba rozczarowana sobą i swoim życiem? Czy jeżeli nie podoba jej się nic tutaj, to spodoba jej się wszystko w jakimś lepszym tam?

Problemy z zarobieniem dużych pieniędzy, kupieniem mieszkania bez kredytów ciągnących się latami, brakiem łatwego startu w żuciu, pracy po studiach i atrakcyjnej rozrywki, są zbyt poważne, by dało się ich uniknąć dzięki ucieczce. Szczególnie tej pełnej negacji wszystkiego i wszystkich, która tylko usprawiedliwia ludzką bierności i usypia chęć działania.

W swojej pracy spotykałam się z młodzieżą z małych wiosek i z opinią, którą podzielam, że są to osoby aktywniejsze od tych z miasta. Mimo dojazdu do szkoły oraz większych obowiązków w domu, częściej zgłaszały się na zajęcia pozalekcyjne i wykazywały więcej pasji w swych działaniach. Pewnie chciały się przenieść do dużego miasta w przyszłości, ale miały w sobie cel i pracowały nad jego realizacją.

Duża różnica jest między ucieczką od własnego nieudanego życia, za które winimy miejsce, w którym umieścił nas zły i niezmienny los, a podróżą w konkretnym celu ze świadomością własnej siły i własnych możliwości dokonania zmian. Wtedy małe miasteczka, za każdym powrotem z dalekiej podróży, znów zamieniają się w miejsca urocze i nie takie straszne, jak maluje je diabeł bierności.

Grażyna Hanaf