Dlaczego boimy się tchórzy?

Dlaczego boimy się tchórzy?
fot. Krzysztof Gwizdała Dlaczego boimy się internetowych anonimów, którzy krytykują czyjąś pracę lub działania? Nie tylko się boimy, ale nadajemy im znaczenie i czujemy się w obowiązku traktować ich poważnie, odpowiadając na anonimowe paszkwile.
istotne.pl dariusz kwaśniewski, internet, opinia, anonimowość, pomówienie, anonim

Na początku wyjaśnić należy kwestię anonimowej opinii w Internecie. Aby wypowiedzieć się w sieci, użytkownik wybiera sobie pseudonim i pod nim wyraża swoje zdanie. Ocenia w ten sposób tekst, pomysł autora, poziom artykułu, felietonu, informacji. Takie jest prawo Internetu. O tym nie dyskutujemy.

To, co interesujące, to anonimowe ataki personalne pojawiające się na lokalnych portalach, które nie służą wypowiedzeniu swojego zdania, ale mają za zadanie anonimowo rozpowszechnić złą opinię o danej osobie lub pracy, którą wykonuje.

Internet to wolne medium. To przestrzeń, w której coraz lepiej się poruszamy. Nie należy jednak jej demonizować i zaniedbywać uczenia się panowania nad nią. Anonimowy atak to tylko tchórzliwy anonim w wersji pisanej. W ocenie etycznej nie ma tu żadnej różnicy. Problem zaczyna się dopiero, kiedy sami zaczynamy tańczyć tak, jak nam anonim zagra.

W zeszłym tygodniu można było śledzić na dwóch portalach gorącą dyskusję dotyczącą kompetencji Dariusza Kwaśniewskiego ze Starostwa. Zaczęło się od aroganckiego anonimowego postu osoby pod ironicznym nikiem „hi,hi”:

no właśnie co robi specjalista od "środków" unijnych pan D. Kwaśniewski pozyskał już coś? jakoś rzeczywiście nie słychać o efektach jego pracy - niech się pochwali! I co On niby będzie kandydatem PO na prezydenta No chyba, że mi się wybroni tu na tym forum. Pozdrawiam

Już po dwóch następnych anonimowych pomówieniach pan Kwaśniewski reaguje i umieszcza swoją wypowiedź. Popełnia poważne błędy w tej walce z tchórzem. Zaczyna z nim dyskusję, podpisując się własnym nazwiskiem i traktuje poważnie paszkwilantów. Wyjawia też, o zgrozo, że nie tylko on przejął się tymi prowokacjami. Tak naprawdę jego znajomi wszczęli alarm. Czyli anonimem przejęła się większa grupa ludzi.

Co uzyskuje swoim szczerym postem Kwaśniewski? Kilkanaście następnych anonimów z pytaniami ile zarabia, podważających jego kompetencje, sens jego pracy, sugerujących marnotrawienie państwowych pieniędzy itp. itd.

Pan Kwaśniewski znów odpisuje. Rzetelnie, na temat, jasno i klarownie pisze o swojej pracy. Czy to przynosi mu jakiś efekt? Kilka krótkich postów: Fragment jednego z nich brzmiał: „Nie jest Pan aż takim bystrzachą by pokonać dziesiątki rozmówców.”.

Kwaśniewski w jednym ze swych postów zaprasza do spotkania twarzą w twarz. I to było posunięcie genialne. Pozwalające odkryć intencję anonimowych paszkwilantów. Spotkanie się odbyło. Ile z „dziesiątków rozmówców” na nie przybyło? Jedna osoba i to nie najzagorzalszy przeciwnik. Dlaczego nie przybył tłum, jakiego prawdopodobnie po „burzy” w Internecie spodziewał się Kwaśniewski? Czy kwestie publicznych pieniędzy, środków pozyskiwanych z Unii oraz ich efektów nikogo w rzeczywistości nie interesowały na tyle, by porozmawiać o tym otwarcie? Czy „rozmówcy” zostali usatysfakcjonowani odpowiedziami na portalach? Nie, bo nadal zadawali pytania, po tym jak zaproszono ich na spotkanie.

Na zaproszenie Kwaśniewskiego żaden z anonimowych tchórzy nie przyszedłNa zaproszenie Kwaśniewskiego żaden z anonimowych tchórzy nie przyszedłfot. Krzysztof Gwizdała

Dlaczego ci wszyscy zainteresowani zostali w domu? Stchórzyli? Czy nigdy nie mieli zamiaru poważnie porozmawiać? Chcieli tylko anonimowo wylać kubeł pomyj na ewentualnego kandydata na prezydenta lub nielubianego kolegę z pracy, by potem spokojnie prowadzić „czystą kampanię” i uśmiechać się przy wspólnym piwie?

To nie jest obrona Dariusza Kwaśniewskiego. Nie jest to też protest przeciw anonimowości w Internecie. Nie jest to również wyraz naiwnej nadziei, że w jakikolwiek sposób można powstrzymać takie zjawisko, jak anonimowe szkalowanie.

Tak jak ludzie w realu, ludzie w sieci pod swymi nikami, mają różne charaktery, intencje i w różnych celach wykorzystywać będą możliwości Internetu. To od nas zależy, jak będziemy się ustosunkowywać do tego, co w Internecie się pojawia, jak to ocenimy i najważniejsze, czy zaczniemy się uczyć oddzielać ziarno od plew. Jeśli do dziś łudziliśmy się, że wszyscy nas akceptują, tylko dlatego, że nikt nam w oczy nie powiedział, że nas nie lubi, to Internet burzy skutecznie tę iluzję. Anonimowy wpis pozwala różnym osobom na zrobienie tego, co w realu jest nie do przyjęcia, by nie zostać źle ocenionym i by zachować twarz porządnego człowieka.

Proponuję, akceptując Internet i jego anonimowość takim, jakim jest, jak najszybciej zacząć uczyć się go czytać ze zrozumieniem. Krytykę i opinie, które mają dla nas wartość, analizować, a tchórzliwe anonimy miąć wrzucając do kosza. O rady i konstruktywną krytykę pytać specjalistów znanych z imienia i nazwiska, a nie podszywających się pod nich anonimowych tchórzy.

Grażyna Hanaf