Futro w czasach kryzysu

Futro w czasach kryzysu
fot. Krzysztof Gwizdała Historia dwóch kobiet, które wybrały się do Centrum Handlowego w kryzysie i okresie wyprzedaży.
istotne.pl kryzys, futro

Tak naprawdę to płaszcz, ale futro lepiej brzmi w tytule. Przed dniem kobiet proponuję małą historię z przymrużeniem oka o kobietach w dobie kryzysu.

Dwie przyjaciółki wybrały się do centrum handlowego. Jedna z nich planowała kupić sobie seksowne kozaczki, druga miała tylko pomóc w dokonaniu wyboru. Ale, jak mówi Woody Allen: „Chcecie rozśmieszyć Boga, opowiedzcie mu o swoich planach na przyszłość”. I tego dnia, jestem pewna, Bóg obśmiał się jak norka.

Kobiety weszły do zakupowego raju z mocnym postanowieniem dotarcia do sklepu z obuwiem. Czas zimowej wyprzedaży obiecywał kilkudziesięcioprocentowe zniżki. Mijały wszelakiego rodzaju butiki, gdy nagle na ich drodze stanął taki wyjątkowo drogi, wyjątkowo ekskluzywny. Taki z tych, na które nas nie stać i do których wchodzić nie zamierzamy, chyba żeby ot tak sobie popatrzeć. Albowiem zniżka 70 procent w tym sklepie oznacza, że ceny zatrzymują się na dwóch tysiącach złoty za sztukę.

Nasz bohater – płaszcz – wisiał sobie niewinnie na wieszaczku, prawie nie rzucając się w oczy. Jednak do uszu wyłącznie asystującej w zakupach przyjaciółki doszedł jego syreni śpiew. Był słodki i kuszący, opowiadał o lepszym świecie z reklamową scenografią blichtru i połysku, w którym jego właścicielka była zgrabniejsza, wyższa i miała twarz modelki, gdy tylko wkłada go na siebie. W melodii pojawiła się też obietnica silnego męskiego ramienia i przystojnej twarzy o oczach zamglonych miłością. Idealnego kochanka podającego szampana i przygryzającego białymi zębami kusząco dorodną i czerwoną truskawkę.

Dziewczyna podpłynęła do płaszcza. Za nią stanęła, pojawiając się z nikąd, jak w filmie „Klątwa”, przeraźliwie usłużna sprzedawczyni.
– Chce pani przymierzyć? – zapytała, a pod uśmiechniętą maską musiała się kryć morda euroszatana, który Kazia Marcinkiewicza namówił do zdrady żony.

Płaszcz leżał jak ulał. I nie wiadomo dlaczego osoba, która nic nie zamierzała kupować, a już na pewno nic, co po obniżce ma trzy zera, powiedziała:
– Ale ja mogę ten płaszcz wziąć jedynie na raty.
I wtedy, jak powiedziała przyjaciółka od seksownych kozaczków, życie potoczyło się trochę wolniej.

Profesjonalna ekspedientka nie tylko zgodziła się rozbić cenę na dogodne raty, ale jeszcze uszczknęła kilkadziesiąt złoty z nadal astronomicznej ceny. Płaszcz udawał nie zainteresowanego całym tym zamieszaniem, a przyszła szczęśliwa właścicielka zaczęła w myślach wykonywać skomplikowane matematyczne obliczenia. Dodawała do siebie miesięczne zobowiązania na dom, rachunki, jedzenie, najpotrzebniejsze rzeczy i raty innych kredytów. Zrobiło jej się w płaszczyku trochę za gorąco. Postanowiła więc wyjść na chwilę z butiku, by się naradzić i zastanowić z przyjaciółką. Sklep z butami wydawał im się idealnym ku temu miejscem.

Kiedy tam weszły, dziewczyna, która przyjechała do centrum w celu nabycia butów, wybrała najseksowniejszy model i włożyła go na nogę. Jej koleżanka była w trakcie obliczania rat wszystkich kredytów i odejmowaniu ich od pensji oraz oddawaniu się metafizycznym rozmyślaniom na temat możliwości oraz sensu przeżycia z tak absurdalnie niskimi poborami.

Wysoki kozaczek z ostrą szpilką wyglądał pięknie. Kobieta zabrała się za zapinanie zamka, ale gdy podciągnęła do połowy, szlufka została jej w ręku. Noga była uwieziona, a w oczach obu przyjaciółek pojawiła się ta sama paniczna myśl: teraz trzeba je będzie kupić.

Bóg właśnie popłakał się ze śmiechu przed telewizorem oglądając tę scenę i zapytał św. Piotra, czy przypadkiem nie przeoczył, jak te sprytne ludziki, oprócz inteligentnych kremów i komputerów, nie wymyślili też myślących butów, które zwalniają zatrzask szlufki, gdy but trafia na nogę potencjalnej właścicielki.

– Amerykanie mogli coś takiego wymyślić. Marketingowy trik. Nie sądzisz? – spytał Bóg. Święty Piotr poczuł się lekko niezręcznie, jak zawsze, kiedy musiał Najwyższemu powiedzieć, że coś nie jest prawdą. Zasugerował zmianę kanału, by popatrzeć na konflikt w Iraku, Palestynie lub na poczynania Obamy, od którego zależy trochę więcej, niż od dwóch bolesławianek kupujących buty… lub płaszcz. W końcu to, co kupią, nie będzie zależało od sługi bożego. Ale Bóg odparł, że to on tu ciągle rządzi pilotem i będzie oglądał to, co chce.

Na odsiecz uwięzionej w bucie klientce pośpieszyła sprzedawczyni i za pomocą narzędzia, którego nazwa nie trzyma się nigdy kobiecych głów, uwolniła nieszczęsną. Po odzyskaniu wolności obie kobiety opuściły czym prędzej sklep. I powróciły do butiku z płaszczem.

A tam, wszystko potoczyło się gładko. Kredyt został udzielony. Płaszcz zapakowany. Obie panie powróciły do domu. Bóg przełączył kanał na Fakty TVN, bo miał ochotę na więcej rozrywki.

– Powiedz – zapytałyśmy właścicielkę płaszcza, po wysłuchaniu jej historii w kobiecym gronie – co najbardziej skłoniło cię do tego zakupu?
– Wiecie – westchnęła. – Ten płaszcz ma kołnierz z prawdziwych norek, nigdy nie było mnie stać na taki luksus.
Zamilkła na chwilę i dodała zakłopotana:
– Dla mnie to nie płaszcz, dla mnie to futro.

Grażyna Hanaf