Co błaźni ugrali?

Co błaźni ugrali?
fot. Krzysztof Gwizdała Felieton jest odpowiedzią na żenujący artykuł o WOŚP, jaki opublikował inny bolesławiecki portal.
istotne.pl wośp

Jedno mi się w Orkiestrze nie podoba. Po Finale trzeba się wytłumaczyć, że nic prywatnego nie chciało się ugrać przy okazji zbiórki pieniędzy na szczytny cel.

Ryknęły nam głosy podważające takie wartości jak uczciwość, chęć niesienia pomocy i ludzkie dobro, które czuje się, wychodząc w dniu Finału na ulice miasta i do wszystkich miejsc, gdzie gra Orkiestra.

„The day after” pojawia się opinia o „promocji własnej ekipy” przy okazji organizacji Finału WOŚP w Bolesławcu. To już nie przypadkowe posty na forach, ale oficjalne podsumowanie Finału na jednym z bolesławieckich portali. Sama informacja jest jednak anonimowa, podpisała się pod nią niejaka „Krystyna”, choć wszyscy wiedzą, że żadna Krystyna dla tamtego portalu nie pisze. A jeśli nagle się pojawiła, to musi reprezentować poglądy redaktorów, bo to oni aprobują umieszczane u siebie teksty.

Od „Krystyny” oberwało się wszystkim, którzy wzięli czynny udział w Finale. Podpadła jej i Via Sudetica (główny organizator) i Istotne Informacje (patron medialny), sztab i radni (którzy kwestowali) oraz w końcu sam prezydent. Na nikim suchej nitki „Krystyna” nie zostawiła.

Oszczędziła dzieci, ale prosto im wyjaśniła, czym dla bolesławian grających w Finale jest dbanie o zdrowie maluchów. Brudną podjazdową wojenką. Sztab nazbierał przeciwników prezydenta ziejących zemstą, a ten, by utrzymać się na powierzchni, przebrał się za świętego i zrobił z siebie błazna. Radni powiedzieli, że będą kwestować, ale poukrywali się w ciepłych domkach, jak zauważyli złośliwi, a Via myślała tylko o wypromowaniu siebie. Widzicie dzieci, kto na was pieniążki w Bolcu zbierał? Źli ludzie.

I mamy twardy orzech do zgryzienia, bo jeśli ktokolwiek z tych ludzi teraz powie: Ciężko pracowaliśmy, poświęciliśmy swój wolny czas i pieniądze, zaangażowaliśmy się w to całym sercem, „Krystyna” odpowie: Ale to tylko dla własnej promocji lub by zareagować na ruch politycznego przeciwnika. Wasze intencje były egoistyczne i z niskich pobudek podjęliście ten trud.

I co takiej Krystynie odpowiedzieć oprócz paru inwektyw, które nam, złym, egoistycznym i pazernym błaznom naturalnie cisną się na usta? A to, że nie powiedziałaby nam tego w oczy 11 stycznia podczas Finału. Nie było jej z nami.

Bernard bardzo trafnie wypowiedział się na jednym z forów, zaatakowany, że nigdy nie popierał Orkiestry, a teraz jej broni. Napisał, że w niej uczestniczył, gdy była organizowana swego czasu w ogólniaku, i to doświadczenie spowodowało, że zmienił zdanie.

Właśnie uczestnictwo jest tym, co zamyka usta krytyce. „Krystyna” lub redaktor z właścicielką portalu mogliby te paręset kilometrów z Krakowa przejechać i coś zrobić dla Bolesławca.

Może z bliska nie zauważyliby tych złych intencji, które nam przypisali? Bo jak wyjaśnić to, że Ci źli ludzie, myślący tylko o rewanżu politycznym, lansowaniu samych siebie i zemście, zorganizowali coś tak pozytywnego i dobrego?

Co takiego ugraliśmy, robiąc z siebie błaznów podczas tej Orkiestry? My to wiemy, było to odczuwalne w atmosferze bycia razem, we wspólnym działaniu dla dobra drugiego człowieka, małego dziecka, które w tym właśnie momencie otrzymywało od nas pomoc. W potrzebie bycia użytecznym, potrzebnym drugiej istocie ludzkiej. Może i trwało to krótko, ale w tamtej chwili wszystkie złe intencje, jeżeli kiedykolwiek istniały, stały się nieważne i śmieszne. Grała w nas Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. I nawet jeśli nie jesteśmy tacy zawsze, w tym dniu byliśmy po prostu dobrymi ludźmi.

Grażyna Hanaf