Urlop marzeń

Urlop marzeń
fot. Krzysztof Gwizdała Typowo polski sposób na wakacje
istotne.pl wakacje, rekreacja, urlop, wypoczynek

Wreszcie wakacje! Na urlop pojechać trzeba, po to, żeby wypocząć, ale też po to, żeby po wakacjach było się czym chwalić. Nawet jeśli nie możemy wybrać się na długo, a o zagranicznych wojażach z powodu braku środków możemy zapomnieć, pozostaje wypoczynek w kraju. Bardzo specyficzny. Typowo polski...

Może nad morze...

Wypoczynek to inaczej nicnierobienie. Tę zasadę trzeba sobie przyswoić jak najwcześniej, przekazywać dzieciom, wnukom i komu się da. Żeby im przypadkiem nie przyszło do głowy męczyć się na wakacjach.

Pierwszy dzień na plaży. Miejsca nie ma, ludzie leżą przy sobie ciasno jak szproty w puszce. Udało się! Mamy własny kawałek. Dwa na dwa metry, między blond pięknością a zażywnym sześciolatkiem, który ze łzami w oczach krzyczy: "Mój dołek. Mój! Sam se wykopałem". Słońce przygrzewa, więc można uzyskać piękną ,złotą opaleniznę, jaką ma ta blond miss. Krem z filtrem? A po co krem z filtrem, jeszcze słońce nie przejdzie przez ten filtr i nici z opalenizny. Leżymy więc bite cztery godziny plackiem, pamiętając o zasadzie, że słońce pali najmocniej między 12 a 15 – na pewno się opalimy. Szum morza, zapach ryb z pobliskiej smażalni, sześciolatek broniący dołka... Jest i moment na refleksję, na prawdziwą poezję: "Mężu, mężu, nie bądź głupi, niech ci żona loda kupi" – zachęca przystojniak z lodówką turystyczną w ręce. Skóra uzyskała już ładny, bordowy odcień, można więc zejść z plaży, w pobliskim sklepiku z pamiątkami nabyć naszyjnik z bursztynów... A wieczorem ratować spaloną skórę panthenolem. Drugi dzień nad morzem będzie podobny. I trzeci. I czwarty. I tak do końca.

W góry, w góry miły bracie!

Najlepiej do Zakopanego albo do Karpacza, tam nie będziemy się nudzić – dużo sklepów, barów, stoisk z pamiątkami gwarantuje, że spędzimy czas przyjemnie. Nie chodzi przecież o to, żeby wyjść w góry, mozolnie wdrapywać się na szczyt, nie daj Boże z plecakiem! W ostateczności można przejść się najkrótszym szlakiem, wjechać na szczyt wyciągiem, jeśli tylko jest to możliwe, a najlepiej podziwiać góry z dołu, siedząc gdzieś w ogródku piwnym albo spacerując deptakiem, na którym można kupić pluszowego tatrzańskiego świstaka z gustowną metką "made in china". Nie zapominajmy o obowiązkowej fotografii z niedźwiedziem, nie wiedzieć czemu polarnym. Może biały jest bardziej medialny niż ten z brązową sierścią? Rzecz gustu. Wracamy do schroniska wymachując radośnie dopiero co kupioną ciupagą z wbudowanym termometrem, zdejmujemy wszystkie jakże przydatne w trudnych warunkach polary i goretexy... Tak, to był męczący dzień, należy nam się chwila odpoczynku.

Dzicz zupełna

Może to dziwne, ale są i tacy, którzy wypoczynek definiują inaczej. Lubią tak zwany "wypoczynek aktywny". W tym miejscu niektórzy skrzywią się paskudnie i powiedzą, że czegoś takiego to nie ma. Na wypoczynek aktywny decydują się tylko dziwacy, bo jak inaczej nazwać kogoś, kto nie chce leżeć godzinami na plaży, tylko woli spływ kajakowy? A już wyjście w góry z plecakiem to całkowite nieporozumienie. Co ciekawe, sporo osób decyduje się na wyjazdy w Karpaty ukraińskie i rumuńskie. Gdzie nie ma świstaków z pluszu, luksusowych pensjonatów i wyciągów. Nie ma też misiów polarnych. Nie ma?! Toż to dzicz zupełna!

Katarzyna Rucińska