Czy feministki nienawidzą mężczyzn?

Czy feministki nienawidzą mężczyzn?
fot. Krzysztof Gwizdała Poruszenie problemu odbioru feministek przez społeczeństwo. Wypunktowanie kilku stereotypów, które pokutują w społeczeństwie na temat agresji feministek i ich niechęci do mężczyzn.
istotne.pl kobieta, feminizm, nienawiść

Już raz na Forum nazwano mnie brzydką feministką. No więc wszyscy wiedzą, że feministką jestem, a oczywistością jest, że ładne feministki nie istnieją. Nazwał mnie tak użytkownik Kowaluu. Czy go nienawidzę? Tak, ale że jest chłopcem, weźmiemy go za pół mężczyzny. Jak mi mąż podpadnie, też go nienawidzę. To następny facet. Ale że nienawiść jest drugą stroną miłości, policzmy go też jako połowę. W sumie jako feministka nienawidzę jednego całego faceta. Ale to nie wszystko. Nienawidzę też gwałcicieli. Tych będzie z miliony.

Wychodzi jak dwa plus dwa, że nienawidzę całkiem potężną ilość facetów. Do tej liczby muszę dorzucić Jana Pospieszalskiego i Giertychów (ojca z synem) oraz mizoginów wszelkich. Będzie setki milionów jak nic. Faktycznie, feministki nienawidzą mężczyzn.

Problem jednak nie w tym, czy jako feministka nienawidzę mężczyzn, co już udowodniłam, ale czy mi wolno?

Weźmy na przykład takich gwałcicieli. Jeśli tak zwana normalna kobieta mówi, że nienawidzi gwałcicieli, to usłyszy: Ależ to naturalne, przecież jesteś kobietą. Z akcentem na naturalne. Jeśli do tego samego przyzna się feministka, dowie się: Ależ to jasne, przecież oni gwałcą kobiety. Z akcentem na kobiety.

Z definicji feministki wynika, że samiec to jej wróg, więc nienawidzi dla nienawiści, nawet tych nieszczęsnych gwałcicieli.

Cokolwiek chcemy powiedzieć, na jakikolwiek temat się wypowiedzieć, na początku musimy zacząć od wyjaśnień dotyczących naszej rzekomej permanentnej nienawiści do wszystkich mężczyzn. Kobieta bowiem i nienawiść nie idą ze sobą w parze. Nienawiść to męskie uczucie.

Ale to dzięki temu właśnie uczuciu jest się zdolnym do walki. Nawet stając do boju we własnej obronie bez agresji nie można się obejść. A kobiety już od dawna miały o co walczyć. O prawa wyborcze, prawa dziedziczenia, dostęp do nauki, ludzkie traktowanie. O przywileje, których nie dostaje się drogą pokojową i łagodnością.

Dla wszystkich, którzy mi nie wierzą, proponuję mały eksperyment. Proszę drogą pokojową, dobrym słowem, czułością i słodyczą wrodzoną płci pięknej przejąć w domu kontrolę nad pilotem do telewizora. Ale nie na jeden wieczór lub serial. Na zawsze.

Normalne kobiety też nie lubią feministek. Dokładnie za to samo, za co nie lubią ich mężczyźni. Za to, że feministki korzystają z męskich uczuć.

Jeżeli nikt feministek nie lubi i nie chce, czy świat byłby bez nich lepszy?

Patrzę na moją babcię, która zrezygnowała z pracy zawodowej, by opiekować się dziećmi i mężem i zawsze tego żałowała, bo musiała znosić wieczne przypominanie męża, za czyje pieniądze je. I patrzę na moją przyjaciółkę, która zrezygnowała z pracy zawodowej, by wychowywać dzieci, ale która potrafi powiedzieć mężowi, że jej praca w domu jest ważna i potrzebna. Czy ta zmiana dokonała się sama?

Słucham wypowiedzi kobiet, które były bite jako żony i dziś potrafią powiedzieć nie, przeciwstawić się domowej agresji. A trzydzieści, pięćdziesiąt lat temu cierpiałyby w ciszy za niemą zgodą rodziny. Zauważam ogromną zmianę w traktowaniu dziś samotnych matek i ich dzieci. Przykłady można by mnożyć.

Potrafię odpowiedzieć na pytanie, czy feministki nienawidzą mężczyzn.

Potrafię odpowiedzieć na pytanie, dlaczego ani mężczyźni, ani normalne kobiety nie lubią feministek.

Nie potrafię tylko odpowiedzieć na pytanie, dlaczego feministkom nie wolno nienawidzić choćby niektórych mężczyzn?

Grażyna Hanaf