Aby pomóc, powiedz: mam raka

Aby pomóc, powiedz: mam raka
fot. Krzysztof Gwizdała Wywiad z Kamilą Weigt – specjalistą psychologiem klinicznym i terapeutą rodzinnym o tym, jak zmierzyć się z wiadomością o chorobie nowotworowej bliskich nam osób
istotne.pl rak, nowotwór, wiosna, różowa, kamila, weigt

Wywiad z Kamilą Weigt – specjalistą psychologiem klinicznym i terapeutą rodzinnym o tym, jak zmierzyć się z wiadomością o chorobie nowotworowej bliskich nam osób, i dlaczego tak ważne jest jasne komunikowanie się ze sobą, rozmowa o swojej chorobie i dbanie o bliskie relacje z ludźmi.

Grażyna Hanaf: Przychodzi do mnie moja córka i mówi mi: „Mamo, mam raka piersi”. Jak mam zareagować, by ją wesprzeć?
Kamila Weigt: Pierwszą reakcją jest zawsze szok i to jest naturalna reakcja. Naszym zadaniem jest wysłuchanie tej osoby i wspieranie jej emocjonalnie. Jeśli to jest bliska osoba, to pomaganie można zacząć od tego, aby zebrać jak najwięcej informacji dotyczących choroby. Czy na pewno jest to diagnoza ostateczna, jeśli jest i wszystkie badania ją potwierdzają, to jakie możemy podjąć kroki, by sobie z tą chorobą radzić. Poza tym ważne jest, by być blisko, wspierać emocjonalne.

GH: Jaka postawę najlepiej jest przyjąć?
KW: Dobrze byłoby kontrolować własne emocje. Nie wpadać samemu w panikę. Należy skoncentrować się na leczeniu. Jeśli diagnoza jest pewna i czeka chorą zabieg operacyjny, odjęcie piersi, należy wesprzeć ją, by podjęła dobrą decyzję, choć ta jest bardzo trudna. W przypadku raka piersi zabieg operacyjny to nie tylko okaleczenie ciała ale też godzenie w wizerunek własnej seksualności, kobiecości. Tu jest nasza rola. Wesprzeć kobietę w decyzji o amputacji.

GH: A kiedy osoba się zamyka. Córka mówi: „To jest moja sprawa. Nie chcę o tym rozmawiać”. Zostawić ją w spokoju, czy przeciwnie, walczyć, bo myśląc w ten sposób będzie jej ciężej przejść przez chorobę?
KW: Relacja z chorą zależy od tego, jaki kontakt miało się wcześniej. Jeśli córka była zawsze osobą zamkniętą i nie wyrażała jasno swych uczuć, choroba jej nie zmieni. Może zamknąć się jeszcze bardziej. Proszę wtedy pamiętać, że nasza więź nie polega tylko na kontakcie słownym. Jakoś wcześniej spotykaliśmy się, żyliśmy ze sobą. Trzeba pokazać niewerbalnie, że z nią jesteśmy i starać się ten kontakt nawiązać.

GH: Co konkretnie można zrobić?
KW: Jeżeli jest się osobą otwartą można zapytać: „Jak mam ci pomóc? Teraz nie chcesz ze mną rozmawiać, ale mogę zrobić dla ciebie coś innego”. Należy też jasno wyrażać swoje uczucia. Potrzebę pomocy.

GH: Córka będzie miała różne nastroje związane ze swoją chorobą. Co będzie przeżywać i jak pomóc jej na każdym z tych etapów?
KW: Klasycznymi etapami, przez które przechodzi chory na śmiertelną chorobę, są wyżej wymieniona negacja, a także gniew, depresja i w końcu akceptacja. Kiedy chory czuje złość, najczęstszym błędem, jaki się popełnia, jest odbieranie jej osobiście. To pogłębia tylko gniew i nieufność chorego.

GH: Co robić w takiej sytuacji, kiedy córka krzyczy w gniewie, że nie mogę jej zrozumieć, bo jestem zdrowa?
KW: Wówczas należy ją wspierać, nie biorąc złości do siebie. Pomocą jest wysłuchanie córki, dawanie nadziei, otuchy. Jasna informacja: jestem z tobą.

GH: A co z depresją?
KW: Depresja może być dwojaka. Ta związana z aktualną sytuacją, obawą przed utratą pracy, dochodów (reaktywna), ale też wynikająca z duchowego przygotowywania się do odejścia. Chory dokładnie wie, co się z nim dzieje, nawet jak o tym nie mówi. Co możemy zrobić? Możemy rozmawiać o śmierci, o chorobie, o emocjach. Często chory odczuwa lęk przed rozstaniem, utratą najbliższych. Należy powtarzać, że jesteśmy z tą osobą. Możemy pomóc też materialnie, ale nic nie zastąpi budowania więzi, poświęcenia czasu choremu. Szczególnie jeżeli wcześniej nie było to tak ważne, nie było na to miejsca.

GH: Podkreśla pani wagę relacji, jakie się ma z bliskimi. Czy reakcja na wiadomość o chorobie nowotworowej kogoś, kogo znamy, zależy od tego, jakimi my jesteśmy osobami i jakie więzi tworzymy z ludźmi?
KW: Jest to sprawa bardzo delikatna i zależy od tego, jakie mamy z tą osobą relacje. Jeśli zawsze byliśmy dla niej otwarci, to nie zdziwi jej to, że nadal tacy jesteśmy. Ważne jest by przewartościować swoje życie, dostrzec, że najważniejsze są uczucia, bliskość, przyjaźń i okazywanie miłości.

GH: Kiedy dowiadujemy się o tym, że koleżanka z pracy zachorowała, a nie byliśmy z nią wcześniej zbyt blisko, jak należałoby zareagować?
KW: Należy podkreślić, że trzeba miarkować to, co się mówi, jakie emocje się pokazuje, by nie zranić chorej osoby. Nie możemy ani narzucać się, ani udawać, że o niczym nie wiemy. Jeżeli nie mieliśmy wcześniej bliskich kontaktów, raczej zachowajmy dystans.

GH: A co w sytuacji, kiedy zwyczajnie, po ludzku, chcemy wesprzeć osobę, o której dowiedzieliśmy się, że ma raka? Pomimo, że do tej pory nie była nam zbyt bliska, nie mieliśmy bliższych relacji.
KW: Zawsze można się zastanowić, jak chcę jej pokazać, że jestem z nią w tych trudnych chwilach, że jestem w stanie jej pomóc. Jeśli będzie tej pomocy potrzebowała, można zrobić mały gest. Można obserwować ten kontakt, jeśli ze sobą pracujemy, znamy się jakiś czas, możemy ocenić po jej zachowaniu, wyglądzie, czy potrzebuje takiego wsparcia. Można to zobaczyć. Rozmawiajmy o tym na ile możemy. Nie wolno podejść do obcej nam osoby i zapytać nagle: „Jak tam z twoim rakiem?”.

GH: W naszym społeczeństwie choroby śmiertelne są tematem tabu. Trudno nam się o nich rozmawia. Czy jest sens publicznie mówić, że ma się raka. Tak jak zrobił to Kamil Durczok, dziennikarz.
KW: Ma to sens, bo radzenie sobie ze stresem, jaki niesie rozpoznanie choroby nowotworowej, czy jakiejkolwiek innej choroby przewlekłej, polega na tym, ze namawia się pacjentów do jasnego nazywania i wyrażania swoich uczuć. Aby wydobyły się na zewnątrz takie emocje jak lęk, czy strach, by przejść z fazy gniewu do fazy akceptacji choroby. Akceptacja potrzebna jest, by całą energię skierować na leczenie, wyzdrowienie. Kluby Amazonek spełniają taką rolę. W takiej grupie kobiety wspierają się nawzajem, pomagają sobie. Kiedy dochodzą nowe osoby, mogą zobaczyć same, jaką drogę przebyły ich koleżanki. Pomagając innym, pomagają sobie. Mówiąc jak same poradziły sobie z rakiem, dają nadzieję innym.

GH: Czy takie publiczne wyznanie nie niesie w sobie obawy przed współczuciem, które ludzie utożsamiają z myśleniem: „Mi jest lepiej, bo jemu jest gorzej?”
KW: Kiedy ma się raka inaczej postrzegana jest rzeczywistość, zmienia się system wartości. Nie myślę, by chora osoba w ten sposób postrzegała otoczenie. Ona próbuje nadać sens temu, co się z nią dzieje, bólowi, cierpieniu, życiu.

GH: Co może nami kierować oprócz szczerych intencji pocieszenia kogoś chorego na raka?
KW: Najczęściej jest to nasz lęk przed chorobą nowotworową, lęk przed śmiercią, który każdy w sobie nosi. Nie zastanawiamy się nad tym, że śmierć jest końcowym etapem życia, boimy się jej. Nie rozmawiamy o tym, bo jest to temat tabu. Często z lęku o nasze życie zastanawiamy się, jak osoba chora radzi sobie w sytuacji o tak dużym zagrożeniu śmiercią. Chcemy w ten sposób zmniejszyć swój lęk.

GH: Czy chory potrzebuje terapeuty, by pomóc sobie w okresie zdrowienia, walki z rakiem?
KW: Tak, potrzebna jest psychoterapia. Jeśli poznajemy chorobę i to, co się z nami dzieje w jej trakcie, zdobywamy kontrolę nad sobą. To zmniejsza nasz lęk. Trzeba zrozumieć sens cierpienia. Cierpienie przyjęte ze spokojem wplata się w ludzkie doświadczenie, zwiększa dojrzałość, wiedzę, mądrość, jest motorem rozwoju osobistego. Trzeba rozpoznać i nazwać emocje, które nam towarzyszą. Często pacjenci nie dają sobie rady sami, bo tematy z którymi muszą się zmierzyć, są trudne, wcześniej nie podejmowane, tematy tabu. Interwencja psychologa psychoterapeuty potrzebna jest na pewno w trzech przypadkach. Kiedy chory dowiaduje się, że ma raka i doznaje szoku, kiedy jest skierowany na operację, szczególnie wtedy, gdy jest to operacja okaleczającą ciało i kiedy pojawiają się nawroty choroby. Coraz więcej psychologów zatrudnianych jest na oddziałach i w poradniach onkologicznych niosąc profesjonalną pomoc.

GH: Co w takim razie najważniejsze jest dla chorej osoby?
KW: Osoba chora oczekuje od nas trzech rzeczy. Po pierwsze, byśmy jej nie opuszczali, po drugie, byśmy ją wysłuchali, po trzecie, byśmy jej pomogli. Osoby chore na raka inaczej postrzegają czas. Walcząc z rakiem koncentrują się na tym, co jest ważne dzisiaj, jutro, najdalej za tydzień. Zagrożenie życia inspiruje je do aktywnego udziału w procesie leczenia, ale także do aktywnego życia. Na przykład kobiety, które podjęły walkę z chorobą, są bardzo aktywne, mają swoje hobby, udzielają się społecznie, spotykają towarzysko.

GH: To jest sposób radzenia sobie z chorobą, dlaczego?
KW: Życie z nieustannym poczuciem zagrożenia śmiercią, ciągła walka z chorobą powoduje napięcie. To napięcie pomaga wyzwolić nadzieję i wprowadzić zmiany w życiu. Uwaga chorego jest zatem skierowana na zdrowy aspekt swojego życia, to pomaga w walce z rakiem, wyzwala energię do pokonania choroby. Koncentracja na emocjach negatywnych, poczucie beznadziejności pogarszają stan chorego. Chorobę pokonuje aktywność, duch waleczności oraz wybór życia.

GH: Dziękuję za wywiad.


Jak postąpić, gdy w twojej rodzinie ktoś zachoruje na raka lub gdy przydarzy się to twoim znajomym?

  • Chory oczekuje trzech rzeczy: bądź ze mną, wysłuchaj mnie, pomóż mi.
  • Nasze reakcje na wiadomość o chorobie bliskiej czy znajomej osoby mają być zgodne z relacjami, jakie z nią wcześniej tworzyliśmy. Jeśli byliśmy blisko, możemy być otwarci, jeśli nie, zachowajmy dystans.
  • Obserwujmy chorą osobę, by jej nie zranić. To, że potrzebuje pomocy, można zobaczyć.
  • Jasno wyrażajmy swoje emocje i chęć pomocy.
  • Rozmawiajmy o raku otwarcie.
  • Każdego dnia twórzmy bliskie więzi, nie tylko wtedy, kiedy zdarzy się choroba. Wtedy jest już późno.
  • W sytuacjach kiedy nie jesteśmy pewni, czy sami poradzimy sobie ze wsparciem, zwróćmy się do specjalisty psychologa lub psychoterapeuty.

Zobacz także

Różowy poradnik pacjentki: darmowa mammografia i cytologia