Miesiąc wcześniej raka miały inne

Miesiąc wcześniej raka miały inne
fot. Krzysztof Gwizdała Wywiad z Moniką Podwysocką, Amazonką od trzynastu miesięcy, jedną z modelek, której zdjęcie można zobaczyć na wystawie fotograficznej „Niejedna z jedną”. Wystawę zorganizował Bolesławiecki Ośrodek Kultury – jest do obejrzenia w Galerii Długiej w kinie Forum do 13 kwietnia.
istotne.pl wystawa, rak

Grażyna Hanaf: Wiem, że o projekcie fotografowania aktów Amazonek, który zainicjowały dwie przyjaciółki, Dorota Kiałka po mastektomii i fotografik Agnieszka Kłos, dowiedziałaś się niedługo przed twoją chorobą.
Monika Podwysocka: Przeczytałam artykuł o nich w październiku 2007 roku, a guza znalazłam u siebie w listopadzie. To był miesiąc. Nawet nie miesiąc, to były tygodnie, jak już mnie to dotyczyło. Po przeczytaniu reportażu w „Twoim Stylu” o chorobie Doroty, która była pierwszą trzydziestolatką chorująca na raka piersi, o jakiej się dowiedziałam, zrozumiałam, że młode kobiety też mogą zachorować na nowotwór. Wcześniej mnie ten temat nie dotyczył, bo u mnie w rodzinie nikt na raka nie chorował.

GH: Kiedy pojawił się pomysł uczestniczenia w projekcie?
MP: Na początku, kiedy dowiedziałam się, że jestem chora, nie myślałam, by wziąć udziału w sesji fotograficznej. Byłam skupiona na czymś innym, na operacji, na dalszym leczeniu. Ale już po pierwszej, albo po drugiej chemii napisałam do Doroty i Agnieszki maila, że chcę wesprzeć ich akcję. Ale nie byłam przygotowana, że zostanę poproszona o wzięcie udziału w tworzeniu kalendarza.

GH: Jak wyglądała sesja, dobrze się podczas niej czułaś?
MP: Wynik sesji to duża zasługa mojej fotografki, Dany Puciłowskiej. Kiedy przyszłam do niej po raz pierwszy, rozmawiałyśmy najpierw przy kawie dobrą godzinę. Mówiłam jej o mojej chorobie, a ona wyjaśniła dlaczego zainteresowała się tematem aktów Amazonek, opowiadała, co robi na co dzień. Potem rozmawiałyśmy jaki mamy pomysł na pokazanie ciała kobiety po usunięciu piersi. Nie wiedziałam, czy mam pokazywać dramat, ból. Ale naszym założeniem nie było pokazywanie martyrologii.

GH: Na zdjęciu jesteś niezwykle radosna, pięknie uśmiechnięta, szczęśliwa.
MP: To zasługa Dany. Ona ze mną rozmawiała, rozśmieszała mnie i mówiła, co mam robić. Sesja była również pięcioma godzinami ciężkiej pracy. Myśleniem o tym, że mam się w odpowiednim momencie uśmiechnąć, wyprostować, upozować. W międzyczasie poprawiałam kilkakrotnie makijaż, zmieniałam dodatki. Mieliśmy podczas sesji cztery tematy. Powstało zdjęcie, które się nigdzie nie ukazało, mam na nim pomalowane ciało w takie esy-floresy, wyglądam na nim trochę retro. Zdjęcie na wystawie jest inne niż zdjęcie w kalendarzu. Tam jestem bardziej zakryta, z chustką na głowie.

Monika Podwysocka przy fotografii z wystawyMonika Podwysocka przy fotografii z wystawyfot. Krzysztof Gwizdała

GH: Nie myślałaś o włożeniu różowej peruki, tak jak zrobiła to Dorota na sesji?
MP: Tak, ta peruka była moim marzeniem, ale nigdzie nie mogłam takiej znaleźć. Uważałam, że chodzenie na chemię w takiej peruce to byłoby coś cudownego.

GH: Ale na zdjęciu z wystawy niczym nie zasłaniasz łysej głowy i wyglądasz bardzo naturalnie.
MP: Ja nie nosiłam peruki, nie kupiłam peruki i zgubiłam receptę na nią. Miałam chemię latem, było zbyt gorąco. Wolę naturalność, peruki są bardzo sztuczne. Byłam w sklepie i mierzyłam je, ale po założeniu czwartej stwierdziłam, że się czuję jakbym się szykowała na pogrzeb. Włosy na peruce były bardzo równe, ułożone, nienaturalne, w jednolitym kolorze. Chodziłam bez niej i nie czułam się z tym źle, nikt specjalnie nie zwracał na mnie uwagi, nie byłam też wytykana palcami z tego powodu.

GH: A inne dziewczyny z sesji, poznałaś je, możesz coś o nich powiedzieć?
MP: Poznałam dobrze dwie. Jedną z nich jest Asia, na zdjęciu ma zakrytą twarz pod maską. Jest najmłodsza, zachorowała w wieku 23 lat. Teraz walczy z nawrotem choroby, ale jest osobą bardzo pozytywnie nastawioną. Pracuje, studiuje, zaczęła drugi kierunek studiów, teraz kupiła sobie mieszkanie, remontuje je. W przyszłym roku planuje ślub. Jest silną, otwartą dziewczyną. Dobrze też poznałam Dorotę, od której wszystko się zaczęło, cała przygoda z kalendarzem. To również bardzo optymistyczna osoba. Dorota jest Amazonką od kilku lat. To ona wystąpiła w różowej peruce.

Na otwarcie wystawy w Bolesławcu przyszły prawie same kobietyNa otwarcie wystawy w Bolesławcu przyszły prawie same kobietyfot. Krzysztof Gwizdała

GH: Jaka jest teraz różnica w twoim patrzeniu na kobiecość w myśleniu o swoim ciele?
MP: Na pewno bardziej siebie akceptuję. Stwierdziłam, ze wygląd fizyczny nie jest taki ważny, jak to, co się ma w środku. Podczas choroby skupiłam się na tym, by wyzdrowieć, a nie na tym, jak będzie wyglądało moje ciało. Były dramaty. Jak straciłam brwi i rzęsy, przeżyłam to bardziej niż utratę piersi. Ale wtedy podpierałam się zdjęciami, które były dla mnie terapią. Przed chorobą myślałam, dlaczego nie mam większego biustu, zwłaszcza, że moja siostra miała większe piersi ode mnie. Kiedy przymierzałyśmy bieliznę, mówiła: „Idź mi z tymi piegami…”. Teraz nie myślę w takich kategoriach.

GH: Jak myślisz teraz o sobie, jako o kobiecie?
MP: Pozytywnie. Ja nigdy nie byłam zwolenniczką diet. Dla mnie ciało, wygląd fizyczny, nigdy nie był super ważny.

GH: Czy takie myślenie o swoim ciele pomaga w przetrwaniu choroby?
MP: Żyjemy w takiej kulturze, społeczeństwie, gdzie wygląd zewnętrzny jest bardzo ważny. Włosy i piersi są stereotypowym atrybutem kobiecości. Włosy to twoja ozdoba, a piersi to macierzyństwo, karmienie dziecka. Przez takie myślenie odjęcie piersi jest tym większym dramatem.

GH: Jakie są opinie o projekcie? O nagich Amazonkach? Jakie są reakcje na wasze zdjęcia?
MP: Na wystawach reakcje są bardzo pozytywne. W Bogatyni kobiety po wystawie podchodziły dziękowały, mówiły, że jest to takie potrzebne.
GH: A opinie negatywne? I które najbardziej bolą?
MP: Tylko na portalach internetowych. Nie spotkałam się z tym, by ktoś powiedział coś nieprzyjemnego prosto w oczy. Najbardziej przykre jest to, gdy krytykują kobiety. Co zrobią, gdy same zachorują, jak znajdą wsparcie? Niestety choroba dotyczy nas wszystkich.

GH: A dlaczego ty, Monika Podwysocka, wzięłaś udział w akcji?
MP: Chciałam wyjść na plus, mieć coś z tej choroby. Może to zabrzmi głupio, ale chciałam, by ta choroba nie była na darmo. A potem pojawiła się myśl, że mogę komuś pomóc, pokazać, że rak piersi to nie jest koniec, że można dalej wspaniale żyć.

GH: Dziękuję za wywiad.