Artystyczne pasje radnych Rady Miasta

Artystyczne pasje radnych Rady Miasta
fot. b.org Ewa Ołenicz-Bernacka, Cezariusz Rudyk i Bogusław Nowak, troje radnych Platformy Obywatelskiej. Bywa, że podczas posiedzeń Rady mają odmienne zdanie. Łączy ich zamiłowanie do różnych dziedzin sztuki.
istotne.pl cezariusz rudyk, sztuka, bogusław nowak, radny, ewa ołenicz-bernacka

Cezariusz Rudyk połknął muzycznego bakcyla już w szkole podstawowej. Uczył się grać na gitarze wraz ze swoim sąsiadem i kolegą z klasy – Wojtkiem Szajwajem (obecnie gitarzystą grupy Sumptuastic). Po kilku latach wspólnego muzykowania postanowili spróbować swoich sił na scenie. Szajwaj został gitarzystą, Rudyk – basistą. „Chcieliśmy stworzyć fajną kapelę i grać w Bolesławcu, ale tu nie było klimatu” wspomina rajca PO. Planowali występy w Bolesławieckim Ośrodku Kultury. „Ówczesny dyrektor powiedział nam: możecie grać, jeśli będziecie przygrywać na Przeglądzie Piosenki Radzieckiej” mówi Rudyk. Zrezygnowali.

Obstawa Prezydenta (bo taką nazwę przyjęła kapela) po raz pierwszy wystąpiła na przeglądzie zorganizowanym przez prezydenta Legnicy. Zwyciężyła. „Jak to często bywa, najmniej doceniani byliśmy we własnym mieście” opowiada Rudyk. „Ale to były przecudowne czasy. Graliśmy na bardzo starym sprzęcie, ale była w tym magia. W tej muzyce nie było żadnego oszukaństwa, blues to styl, w którym nie może być oszustwa i arytmetyki, wszystko musi płynąć z wnętrza” dodaje.

Od lewej: Cezariusz Rudyk i Wojtek SzajwajOd lewej: Cezariusz Rudyk i Wojtek Szajwajfot. ze zbiorów Cezariusza Rudyka

Pod koniec lat 80. Cezariusz Rudyk został powołany do wojska. Do Obstawy już nie wrócił. Na początku lat 90. wraz z Wojtkiem Szajwajem współtworzyli zespół blues-rockowy, a w 1997 r. powstała grupa pop-rockowa – Desire. Kapela grała standardy i własne kompozycje. Koncertowała w Polsce, Niemczech i Holandii. „To była piękna przygoda, nigdy tego nie zapomnę i nigdy nie będę żałował” mówi ze wzruszeniem radny. – „Ale to nie była droga, którą mógłbym wybrać na stałe”. Podczas nagrywania płyty Rudyk zrozumiał, że nie będzie nigdy pierwszoligowym muzykiem.

Grupa Desire. W środku: Cezariusz RudykGrupa Desire. W środku: Cezariusz Rudykfot. ze zbiorów Cezariusza Rudyka

Grupa Desire wkrótce się rozpadła. „Nie było zapotrzebowania w Polsce na takie granie” tłumaczy rajca. Przez pewien czas pogrywał w domu, aż w końcu sprzedał gitarę basową. Ale nie zrezygnował całkowicie z muzykowania. „Jeśli człowiek raz się tym zaraził, nie może przestać” mówi Cezariusz Rudyk. Od niedawna wraz z przyjaciółmi grywa – tym razem już na gitarze elektroakustycznej – w parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa. „Spotykamy się, komponujemy, bawimy się w muzykę” opowiada działacz PO. „Dzięki niej można się całkowicie wyłączyć, odciąć się od problemów dnia codziennego”.

Portret "Stara kobieta"Portret "Stara kobieta"fot. Ewa Ołenicz-Bernacka

Pasją Ewy Ołenicz-Bernackiej jest fotografia. Radną fascynuje w niej możliwość zatrzymania chwili. „Z fotografią mam do czynienia od dzieciństwa” mówi działaczka PO. – „Miałam cudownego dziadka. Zawsze się nim chwalę, był wielkim człowiekiem. Właściwie nie pamiętam go bez aparatu fotograficznego”.

Dziadek przyszłej radnej lubił fotografować ludzi. „Mnie też najbardziej interesują portrety” wyznaje Ołenicz-Bernacka. „Fotografie w pewnym stopniu zatrzymują życie. Szczególnie wtedy, gdy są na nich ludzie, którzy odeszli, a których kochaliśmy. To wielka ich wartość” dodaje.

Fotograficzną pasję działaczki PO podziela jej mąż, Piotr. Prace małżeństwa można było w ubiegłym roku zobaczyć w Galerii Concordia. „Nie mogłabym żyć bez fotografii” podkreśla radna. Wielu znajomych państwa Bernackich fotografuje. „Można powiedzieć, że to jest zaraźliwe” uśmiecha się Ewa Ołenicz-Bernacka. – „Ale to dobrze. Powinno się utrwalać rzeczywistość. Im więcej po nas pozostanie, tym nasi potomkowie będą mieli lepszy obraz tego, jacy byliśmy”.

Radna pracuje jako nauczycielka w Gimnazjum Samorządowym nr 2. Ma tam gablotkę, w której wystawia swoje zdjęcia. Co więcej, dzięki pracy w tej placówce może realizować kolejną wielką pasję – teatr. Pisze scenariusze przedstawień szkolnych, zabiera swoich uczniów na różne przedstawienia.

Ewa Ołenicz w "Chorym z urojenia"Ewa Ołenicz w "Chorym z urojenia"fot. Janusz Moniatowicz

Teatralnego bakcyla połknęła w liceum. Szkolny teatr wystawił m.in. „Chorego z urojenia” Moliera... w oryginale. „Przedstawienie tak się podobało, że zagraliśmy je przed attaché francuskim” mówi działaczka PO. Od tego momentu regularnie bywa w teatrze. Miała okazję obejrzeć tak świetne przedstawienia, jak: „Apocalypsis cum figuris” w reżyserii Jerzego Grotowskiego, „Noc listopadową” Andrzeja Wajdy czy „Dziady” w inscenizacji Konrada Swiniarskiego. „Teatr to misterium” podkreśla.

Bogusław Nowak sztuką pasjonował się od dziecka. „Rysowałem, malowałem, potem zafascynowała mnie rzeźba. Przez pewien czas chciałem być rzeźbiarzem” opowiada radny PO. W Warszawie przypadkowo dowiedział się, że teatr „Studio Kineo” ogłasza nabór do pantomimy. „Poszedłem na egzamin z ciekawości i zdałem” mówi. – „To była fascynacja. Wpadłem jak śliwka w kompot”.

Potem musiał uciekać z kraju. Trafił do Paryża, do szkoły Marcela Marceau, uznawanego za najwybitniejszego przedstawiciela pantomimy w historii. „Pantomima stała się moją pasją. Kocham scenę, na deskach teatru czuję się jak ryba w wodzie. Tam mam możliwość otwarcia pewnych płaszczyzn, których nie otwieram na co dzień; tam się staję pełny” wspomina rajca.

Bogusław Nowak przygotowuje się do spektakluBogusław Nowak przygotowuje się do spektaklufot. Krzysztof Gwizdała
Bolesławiecki mim w spektaklu pt. „Spirale”Bolesławiecki mim w spektaklu pt. „Spirale”fot. Krzysztof Gwizdała

Kiedy się wycofał z zawodu, obiecał sobie, że nie będzie sfrustrowanym artystą. „Postanowiłem, że dam sobie moment na przeczekanie, poczekam na lepszą konstelację. Przyjdzie czas, gdy będę mógł powrócić do pantomimy” opowiada. – „Ciągle noszę tę pasję w moim sercu. Trudno jest się odciąć od rzeczy, które kochamy. Komuś, kto zasmakował twórczego trybu życia, niełatwo będzie z niego zrezygnować”.

Bogusław Nowak był wieloletnim asystentem Marcela MarceauBogusław Nowak był wieloletnim asystentem Marcela Marceaufot. Krzysztof Gwizdała

Obecnie stara się być animatorem kultury. „Nie uważam się za polityka” podkreśla. – „Jestem raczej artystą, który walczy o pewne wartości, a polityka jest brudna i pełna hipokryzji. To nie jest język, którego można używać na scenie”. I dodaje, że interesuje go przede wszystkim polityka kulturalna.

Dlaczego sztuka pełni tak wielką rolę w jego życiu? „Bóg dał mi pewien niepokój, który pcha mnie ciągle w kierunku nowych wyzwań” tłumaczy. „Nie potrafię się zakopać w telewizji, siedząc na kanapie w ciepłych papciach. Mam to wszystko, ale to mi nie służy. To moje pasje dają mi sens życia” dodaje.

(informacja GA)