Nie cichnie wrzawa wokół szpitala

Nie cichnie wrzawa wokół szpitala
fot. Marcin Zabawa Dyrektor ds. medycznych Piotr Demarczyk zapowiada, że sytuacja bolesławieckiego SP ZOZ-u będzie się poprawiać. Efekty mają być widoczne już pod koniec roku.
istotne.pl szpital, lekarz, piotr demarczyk

Wrzawę wywołała rezygnacja dotychczasowego ordynatora oddziału chirurgicznego Jana Ośki. Doktor Ośko zrezygnował, gdyż od dłuższego czasu w szpitalu mówiło się, że dyrektor Demarczyk szykuje kogoś na jego miejsce. "Nikt nie wymagał złożenia rezygnacji przez pana doktora" mówi Piotr Demarczyk. Na miejsce doktora Ośki SP ZOZ zatrudnił specjalistę z Lwówka Tomasza Michalskiego. Bolesławiecki szpital zyska dzięki temu, zdaniem dyrektora, "zupełnie inny profil chirurgii niż dotychczas tutaj stosowany. Szerszy, w pełnym zakresie, więcej dużych operacji. Plus chirurgia naczyniowa". Dotychczas bolesławianie korzystali z tego typu usług albo we Wrocławiu, albo w Jeleniej Górze, albo też w Lwówku właśnie. Do tej pory Narodowy Fundusz Zdrowia z uśmiechem na ustach, jak mówi dyrektor, traktował starania bolesławieckiego szpitala o zwiększenie kontraktów chirurgii. Działo się tak dlatego, że zakres zabiegów wykonywanych w naszym mieście był bardzo mały. Dzięki Tomaszowi Michalskiemu ma się to zmienić.

Dyrektor stawia na ludzi spoza Bolesławca. Ale – jak zastrzega – nie jest to jedyne kryterium. "Jeżeli będą dwie osoby merytorycznie tożsame, to wolałbym osobę z zewnątrz, która nie działa w pewnym układzie zależności koleżeńskich, przyjacielskich w tym mieście" tłumaczy Piotr Demarczyk. Dlatego też zatrudnia nowych pracowników "na zasadach kontraktu menadżerskiego". O oporze wobec jego decyzji mówi tak: "Jeżeli w jakimś układzie personalnym ktoś funkcjonuje lat 20, 30 z małymi zmianami, to trudno się spodziewać, żeby wszyscy byli zachwyceni, że przyjdzie ktoś i będzie miał inne wymogi co do systemu pracy, organizacji pracy, zakresu obowiązków". "Spodziewałem się takiego oporu" przyznaje dyrektor. Cieszy go jednak to, że część osób, dotąd dość sceptycznie nastawionych do wszelkich zmian, teraz wyraża się o nich pozytywnie. Jak powiedział nam dyrektor, jest coraz więcej takich osób. Nie jest pewien, czy dzięki zmianom kadrowym będzie pracował się lepiej. Na pewno będzie pracowało się "bardziej efektywnie i ciężej". Pod koniec roku zadłużony szpital – jak zapowiada dyrektor – "będzie miał zupełnie inny obraz".

O tym, że obecnie obraz ten nie jest najlepszy, decyduje wiele czynników. Między innymi stosunek społeczeństwa do służby zdrowia (a zwłaszcza do lekarzy bolesławieckiego szpitala), który, jak uważa Piotr Demarczyk, jest "roszczeniowy". "Ktoś potrafi zrobić dziką awanturę, że czeka tu pół godziny" mówi dyrektor. Nie robi jej jednak u lekarza rejonowego, u którego przyszło mu czekać 6 godzin. Winę za zadłużenie SP ZOZ-u, zdaniem Demarczyka, ponoszą także lekarze podstawowej opieki zdrowotnej. Lekarz POZ, "kierując pacjenta do szpitala, ma go leczyć i ma wykonać wszystkie potrzebne badania". To w Bolesławcu zdarza się "niezwykle rzadko" – tłumaczy dyrektor. Najczęściej pacjent leczony jest "z sufitu, bez badań, bez diagnostyki". Kiedy nie ma efektu, wypisuje się skierowanie do szpitala, "najczęściej z wyssanym z palca rozpoznaniem". W ten sposób do bolesławieckiego szpitala trafia, według szacunków dyrektora, 75% pacjentów. Szpital bowiem nie może odmówić pomocy, gdyż grozi to sankcjami prawnymi. Z powodu niezdiagnozowania pacjentów SP ZOZ traci kilkadziesiąt tys. zł w skali miesiąca. Dyrektor na lekarzy POZ ma wpływ jedynie pośredni. "Informuję Narodowy Fundusz Zdrowia o niewykonaniu kontraktów przez poszczególnych lekarzy" mówi Demarczyk. Wszystkie tego typu przypadki ma udokumentowane. Jest przygotowany do sporu merytorycznego.

(informacja GA/KG/MZ)