Pierwsze warsztaty filmowe odbyły się w Bolesławcu

Pierwsze warsztaty filmowe odbyły się w Bolesławcu
fot. sxc.hu Szesnaścioro uczestników warsztatów mogło zaprezentować swoje scenariusze. Cztery z nich zostały szczegółowo omówione.
istotne.pl dkf, warsztaty, film, piotr, matwiejczyk

W ramach warsztatów scenariuszowych, które odbyły się we czwartek w Bolesławcu, obejrzano filmy Piotra Matwiejczyka: "Emilia", "Między nami dzieciakami", "Dziewczynka" i "Okryj mnie". Młodzież mogła skrytykować filmy i zapytać samego twórcy, jak powstawały scenariusze.

Brak opisuBrak opisufot. B.org

Piotr Matwiejczyk, który nakręcił około stu filmów i skończył Szkołę Filmową we Wrocławiu, radził młodym adeptom sztuki filmowej, by konstruowali swoje scenariusze na podstawie tego, jaką myśl lub ideę chcą przekazać, a potem budowali postacie i szkicowali anegdoty. Podkreślał też ważność odbiorcy i myślenia o tym, kto ma obejrzeć film.

Kolejne warsztaty będą dotyczyć praktycznych rzeczy. Uczestnicy napiszą własny scenariusz i go zrealizują. Organizatorem zajęć jest Bolesławiecki Ośrodek Kultury.

Zrób film i zarób

Grażyna Ferensowicz: Czy na filmach amatorskich można zarobić? Trudno nazwać Cię amatorem, ukończyłeś szkołę filmową, ale działasz w obrębie tzw. kina niezależnego i sprzedajesz swoje filmy telewizji. Czy młodzi ludzie kręcący filmy lub uczący się kręcić filmy mogą liczyć na zyski?

Piotr Matwiejczyk: Pierwszy film, który przyniósł jakiekolwiek zyski, powstał po 7 latach mojej zabawy w kino. Ale był to dopiero drugi film, który zaczęliśmy – wspólnie z bratem – pokazywać na festiwalach. Dopiero trzy lata temu powstały telewizje, które kupują filmy offowe. Muszą to być jednak znaczące filmy, nagradzane, poruszające ważny temat. Stacji telewizyjnych jest coraz więcej i łatwiej jest sprzedać film. Ale nadal obowiązuje zasada, że byle bzdetu się nie sprzeda. Trzeba zrobić kilka, kilkanaście filmów krótkich, nawet takich jednodniowych produkcji, żeby zrobić coś dobrego, czym da się zainteresować media. No chyba, że ma się mecenasa, pod okiem którego robi się pierwszy film. Mecenasa, który pomoże.

Jak oceniasz warsztaty i warsztatowiczów w Bolesławcu oraz ich pomysły na film i scenariusze?

Spodziewałem się trochę więcej tekstów do analizy, ale jak się okazało, teksty są w trakcie dopracowywania. Warsztatowicze wykazali się chłodnym okiem w ocenie pokazywanych filmów, co pozwala sądzić, że mają już wyrobione zdanie na temat kina. Wiedzą, co chcą osiągnąć robiąc filmy. Jeśli chodzi o analizę tekstów, to na pierwszy rzut oka widać, że autorzy jako takie pojęcie o pisaniu mają. Były teksty skonstruowane poprawnie, z dowcipnymi zwrotami akcji i dialogami, nie licząc kilku potknięć. Były też teksty bardziej przejmujące, skonstruowane prawie profesjonalnie, z drobnymi niedopowiedzeniami. Z tej małej próbki wnioskuję, że nie jest źle.

Wracając do pytania o zarabianiu na filmach. Sam powiedziałeś, że publiczność jest bardzo ważna. Kiedy planujesz swoje filmy, to robisz je dla konkretnego odbiorcy? Czy według Ciebie scenariusz polskiego filmu musi mieć jakieś szczególne cechy, by spodobał się polskim kinomanom? Chodzi mi o konstrukcję, konkretne sceny, tematy. Seks, gwałt, przemoc, homoseksualizm, Jan Paweł II?

Wolę opowiadać o tym, co mnie porusza, bo wiem, że mam w sobie dużo wrażliwości i chcę się podzielić swoimi spostrzeżeniami na temat pewnych ważnych spraw. Nie szukam na siłę tematów tylko po to, by zarobić na kontrowersji. Chcę opowiadać ciekawe historie. Nie ma recepty na to, co opowiadać, by ktoś to kupił. Moimi widzami są ludzie wrażliwi. Nie robię filmów akcji. Kiedyś robiłem komedie i starałem się za wszelką cenę być takim clownem i starać się rozśmieszać widzów.

Twój ostatni film "Homo Father", który pokazałeś na Konkursie Kina Niezależnego w Gdyni, traktuje o parze gejów, których zaskakuje była dziewczyna jednego z nich, zostawiając mu jego córkę. Dość nietypowy pomysł. O czym jest ten film? O problemie par homoseksualnych, o adopcji dzieci przez takie pary? O biseksualizmie homoseksualistów? I dla jakiej publiczności powstał?

Ten film, wbrew pozorom, opowiada o wszystkich ludziach żyjących w związku. Homoseksualiści w moim filmie to zwykła para , która boryka się z codziennością. Oczywiście porusza problem homoadopcji, ale bardziej miał być analizą kilkuletniego związku, ucieczki od odpowiedzialności przed wychowywaniem dzieci. Film opowiada o próbie nawiązania kontaktu w związku , który przygasa po kilku wspólnie spędzonych latach. Opowiada o zmianach, na jakie trzeba się przygotować, kiedy pojawia się dziecko. Opowiada o wrogości polskiego społeczeństwa do mniejszości seksualnych. W końcu mówi o szukaniu własnej tożsamości w oczach innych, bliskich nam ludzi.

W kinie temat homoseksualizmu jest w ostatnich czasach dość modny. Oliver Stone pokazał bez owijania w bawełnę geja Aleksandra Wielkiego. Złoty Glob przyznano filmowi o dwóch kowbojach-homoseksualistach. To już nie jest modny temat, to łamanie konwencji i wchodzenie na pole zarezerwowane dla "prawdziwych" mężczyzn, wojowników, zdobywców, których protoplastą był stuprocentowo męski John Wayne. Co sądzisz o tej Cinema Paradzie Równości w kinie światowym?

To, co się dzieje, jest znakiem naszych czasów. Wszystko się zmienia. Dlaczego kino ma pozostać takie samo? Obraz mężczyzn w ostatnich latach zmienił się diametralnie. W drugiej połowie lat osiemdziesiątych za symbol seksu uznawani byli Miceky Rourke i Bruce Willis. Teraz ustąpili miejsca zniewieściałym gwiazdom typu Leo Di Caprio, Colin Farrell, Orlando Bloom. To samo dzieje się w kinie. Temat homoseksualistów omijany latami znalazł w końcu dojście na ekrany, bo na to było zapotrzebowanie. Tematy tabu przestały być tematami tabu. Stały się codziennością i otaczająca nas rzeczywistością.