„O krok od tragedii”. Telefon niemal nie wybuchł dziecku w ręce

„O krok od tragedii”. Telefon niemal nie wybuchł dziecku w ręce
fot. Czytelniczka O sprawie powiadomiła nas Czytelniczka, mieszkanka powiatu bolesławieckiego.
istotne.pl telefon

W mailu do redakcji napisała:

Chciałam przestrzec użytkowników telefonów komórkowych, aby nie pozostawiali aparatów samych w domu i uważali na dzieci. 23 grudnia w moim domu syn korzystał z telefonu, który chwilę potem wybuchł. Tzn. wybuchła bateria w telefonie. Szczęście w nieszczęściu, że syn zauważył, iż telefon robi się ciepły, i odstawił go na parapet. Chwilę później z aparatu zaczęły się wydobywać dziwne dźwięki, odpadł tył telefonu, bateria „spuchła”, a telefon zaczął się kręcić i leciały z niego iskry (pamiętajmy, że w baterii jest kwas, który też się z niego wydostawał). I spadł na podłogę, rozgrzany niesamowicie.

Na szczęście dziecko nie trzymało go w ręku, gdyż miałoby poparzoną twarz i ręce.

W pokoju mam teraz wypalone panele, okopcone okno i ściany jak smoła. Gdyby dziecko nie wystraszyło się i nie przybiegło z krzykiem do mnie, dom mógłby ulec zapaleniu się. Telefon miał niecały rok i wszystkie części oryginalne LG.

I dodała:

Złożenie reklamacji do LG pocztą elektroniczną to wielki problem. Będę teraz próbować
tradycyjną pocztą. Zobaczymy, jak oni się do tego ustosunkują. Ja wcześniej o czymś takim jak wybuch baterii nie słyszałam. Zanim dam dziecku telefon, sto razy się zastanowię. Uważajcie!

Kobieta w rozmowie telefonicznej opisała nam całe zdarzenie. Cały pokój był zadymiony, śmierdziało w nim kwasem. – Bateria rozgrzała się do tego stopnia, że nie mogliśmy wziąć telefonu do ręki. W głowie się nie mieści, aby bateria tak się zachowywała w rocznym aparacie – zaznacza mieszkanka naszego powiatu. – To nie jest telefon z serwisu aukcyjnego, kupiłam go w legnickim sklepie Media Expert.

Do tematu wrócimy.