Dwa smutne gołąbki, bocian na słupie, nietoperz na parapecie – fałszywe alarmy mieszkańców

Dwa smutne gołąbki, bocian na słupie, nietoperz na parapecie – fałszywe alarmy mieszkańców
fot. Wikimedia Commons Bardzo często pod numery alarmowe dzwonią ludzie niebędący w sytuacji zagrożenia życia czy zdrowia.
istotne.pl alarm, policja, straż pożarna, telefon, sm bolesławiec

O sprawie pisaliśmy m.in. w materiale Dziecko nie oddycha, drętwieją mi nogi – fałszywe alarmy mieszkańców. Ludzie dzwonią z błahymi sprawami, nie zdając sobie sprawy, że w ten sposób angażują służby ratunkowe, które w tym czasie mogą być potrzebne tam, gdzie ktoś naprawdę może potrzebować ich pomocy.

Do pogotowia ratunkowego w Lubinie np. zadzwonił 34-letni mężczyzna, informując, że wymaga natychmiastowej pomocy, gdyż... drętwieją mu nogi. Zespół pogotowia nie mógł dostać się do mieszkania. Na miejsce kierowane są kolejne służby. Policjanci wraz z ratownikami próbują dostać się do środka, ale nikt się nie odzywa. Powiadamiają straż pożarną, która wywarza drzwi. Wewnątrz – znowu – nikogo nie ma. Po chwili z ukrycia wychodzi zawiadamiający mężczyzna, który cały czas obserwował akcję służb ratowniczych. Jak tłumaczył policjantom, zaalarmował pogotowie, bo się zestresował. Został ukarany mandatem w wysokości 500 złotych.

Jak się okazało, mieszkańcom naszego powiatu też się zdarza dzwonić do strażaków i do policjantów z błahymi sprawami. Postanowiliśmy sprawdzić, jak to wygląda w przypadku bolesławieckiej Straży Miejskiej.

Jak powiedziała nam st. inspektor Dorota Liebert, strażnicy miejscy odbierają znacznie mniej tego typu telefonów od mieszkańców. Choć i takie zgłoszenia się zdarzają. Kiedyś ktoś powiadomił mundurowych o tym, że w jego mieszkaniu na parapecie śpi nietoperz.

Innym razem – wczesną wiosną – bocian przysiadł na słupie oświetleniowym przy jednej z bolesławieckich szkół. Niby nic szczególnego, ale telefony Straży Miejskiej rozdzwoniły się – ludzie byli zaniepokojeni, bo myśleli, że ptakowi coś się stało, że jest ranny. A kiedy indziej naszym funkcjonariuszom trafiło się zgłoszenie o „dwóch smutnych gołąbkach”, które w Rynku wypuściła młoda para. Gołębie, wg dzwoniącego, były smutne, bo… czekały na właściciela.

Kolejnym absurdalnym zgłoszeniem było takie: dzieci bawiące się w chowanego za głośno… zaklepują. Bywa również, że do bolesławieckich strażników miejskich dzwonią mieszkańcy podbolesławieckich wsi i proszą o interwencję ws. biegającego samopas psa. – Nie możemy odłowić tego zwierzęcia, jedyne, co możemy zrobić, to podać numer do odpowiedniego urzędu gminy – tłumaczy D. Liebert.

Straż Miejska odebrała też raz zgłoszenie dotyczące zalanego mieszkania. Nie był to bynajmniej fałszywy alarm, ale w czym mogliby tutaj pomóc ci mundurowi? – Moglibyśmy ewentualnie skontaktować się z PWiK lub zarządcą nieruchomości – dodaje strażniczka miejska.

Dlaczego tego typu zgłoszeń jest stosunkowo niewiele? Jak przypuszczają funkcjonariusze, zapewne dzieje się tak dlatego, że numery SM w Bolesławcu (stacjonarny i komórkowy) nie są typowymi numerami alarmowymi. Osoby, które w ten sposób chcą o czymś powiadomić strażników miejskich, płacą za to połączenie. Może to jest sposób na dowcipnisiów?