Na pograniczu Śląska i Łużyc. Dom pod Sową

Na pograniczu Śląska i Łużyc. Dom pod Sową
fot. Agroturystyka Dom pod Sową Nawojów Śląski to niewielka wieś na Dolnym Śląsku o bogatej historii. Dominuje tu poniemiecka zabudowa, a w najstarszej jej części znajdują się pozostałości po pradawnym grodzisku, datowanym na IX–XI wiek.
istotne.pl historia, paweł skiersinis, nawojów, dom pod sową

Miejscowość ta posiada wiele ciekawych śladów historii. Jednym z nich jest budynek mieszkalny nr 50, w którym obecnie znajduje się gospodarstwo agroturystyczne Dom pod Sową. Choć takich gospodarstw w naszym regionie jest wiele, to jednak szczególnie zasługuje na uwagę. Z kilku względów.

Po pierwsze, Dom pod Sową to budynek datowany na rok 1825. Zatem już nie tak długo będzie obchodził swoje dwusetne urodziny. Jako uczeń szkoły podstawowej przyjeżdżałem do Nawojowa rowerem, a budynek ten, odkąd pamiętam, był w ruinie. Nikt nawet nie spodziewał się, że jeszcze nabierze dawnego uroku. Dziś jest w dużej części odremontowany, ale nadal posiada swój niepowtarzalny klimat.

Remont domu trwał kilka lat, a rozpoczął się w roku 2004. Możliwy był między innymi dzięki funduszom europejskim.

Tak jak wspomniałem, dom był totalnie zrujnowany. Jedynym elementem, który został wykonany w ostatniej chwili, był dach. Jednak przy jego remoncie zatracono pierwotny układ więźby dachowej. Obecni właściciele musieli wykazać się dużą wyobraźnią przy remoncie, odtworzeniu poszczególnych pomieszczeń i wyposażenia. Zachowała się stara fotografia przedstawiająca salę restauracyjną (świetlicę), która aktualnie wyremontowana pozostaje największym pomieszczeniem domu. Znalezione w internecie słabej jakości kopie pocztówek przedstawiają bryłę budynku z dachem naczółkowym z wolimi okami.

Kształt ten jest możliwy do odtworzenia przy następnej wymianie pokrycia dachowego. Natomiast na parterze budynku, w holu na suficie, można podziwiać sklepienia krzyżowe.

Niepowtarzalny klimat został jednak z powodzeniem odtworzony. Przestronne pomieszczenia zdobią drewniane belki, charakterystyczne dla pruskiego budownictwa z tamtego okresu. Uroku dodają stare meble. Choć nie pochodzą z tego domu, to zostały pięknie odnowione i doskonale uzupełniają przestronne wnętrza.

Remont Domu pod Sową nie był łatwym przedsięwzięciem. Tylko jedna ekipa budowlana chciała podjąć się tego przedsięwzięcia. Dom był w tragicznym stanie i aby przywrócić mu podobny do oryginalnego wygląd, należało użyć ogromnej wyobraźni. Przede wszystkim po to, aby przy remoncie i renowacji nie zniszczyć ciekawych rozwiązań architektonicznych.

Co zaskoczyło właścicieli podczas remontu? Najciekawszym znaleziskiem były zmumifikowane szczątki barana, ukryte... w stropie. Gospodarze byli zaskoczeni takim niecodziennym znaleziskiem. Baran w podłodze. Ale po co? Najbardziej racjonalnym wytłumaczeniem jest ukrycie zabitego już zwierzęcia przed grabieżą – przed Sowietami lub Polakami. W pośpiechu ktoś ukrył barana w podłodze strychu i bardzo możliwe, że niedługo po tym wyjechał do Niemiec, pozostawiając swój skarb.

Jeśli chodzi o dzieje Domu pod Sową, to został on wybudowany, gdy już wschodnia część Górnych Łużyc, po Kongresie Wiedeńskim, została przyłączona do pruskiej Prowincji Śląsk. Wcześniej teren ten, wraz ze Zgorzelcem (wówczas jednolite miasto Goerlitz), Lubaniem, Nawojowem Łużyckim oraz Ołdrzychowem należał do Saksonii. Kwisa stanowiła granicę pomiędzy państwem pruskim a Saksonią, a także historyczną granicę pomiędzy Śląskiem a Łużycami. Tak naprawdę Dolny Śląsk nie kończy się na Nysie Łużyckiej, lecz na Kwisie. Stąd właśnie nazwy Nawojów Ślaski i Nawojów Łużycki. Dowodami na przynależność państwową Łużyc i Śląska mogą być okoliczne zabytki. Jednym z nich jest słup milowy poczty saskiej zlokalizowany w dawnym Ołdrzychowie. Gdy powóz z pocztą mijał słup milowy, to pocztowcy wiedzieli, że zbliżają się do saskiej granicy pomiędzy Ołdrzychowem, a Nowogrodźcem.

Z kolei na kamiennym drogowskazie, który odnajdziemy wśród zarośli przy drodze do Gierałtowa, możemy odczytać wykuty napis Sächsisch Haugsdorf (Nawojów Łużycki), a pierwszy człon niemieckiej nazwy mówi nam, że jest to saska wieś. Nawojów Śląski, czyli dawny Schlesisch Haugsdorf, to już śląska miejscowość.

Nawojów Śląski był też świadkiem przemarszu pruskich huzarów. Epizod ten miał miejsce podczas wojen śląskich i jest związany z bitwą pod Henrykowem Lubańskim, która rozegrała się pomiędzy Prusakami a Sasami 23 listopada 1745 r. To właśnie na wysokości Ołdrzychowa i Nawojowa pruska armia przekroczyła graniczną Kwisę i pokonała zaskoczonych Sasów.

Bitwa pod Henrykowem Lubańskim była efektem niefrasobliwości saskiego dowódcy księcia von Sachen – Gotha. Jego wielkim błędem było niewysłanie patroli zwiadowczych w rejon Nawojowa Łużyckiego. W tym właśnie miejscu została przerzucona 30-tysięczna pruska armia. Pruski zwiad, gdy dotarł w okolice Henrykowa, zdał sobie sprawę, że Sasi, rozlokowani w centrum wsi, są totalnie nieprzygotowani do walki. W Henrykowie znajdowało się wówczas 8 000 saskich żołnierzy. Cztery pułki, pod komendą księcia Sachen – Gotha oraz generała Buchnera. Armia pruska straciła w bitwie 7 oficerów i 110 żołnierzy, natomiast straty po saskiej stronie były o wiele większe. Do niewoli dostało się 900 żołnierzy, a kilkuset poniosło śmierć w boju. Księżę von Sachen – Gotha zdołał uciec1.

W latach 20. XX wieku przy drodze prowadzącej z Henrykowa do Godzieszowa ustawiono pamiątkowy głaz ku czci głównodowodzącego pruskiej armii – generała Hansa Joahima von Ziethena – oraz na pamiątkę listopadowej bitwy z roku 1745. Co ciekawe, została później zmieniona niemiecka nazwa Henrykowa: z pierwotnej Katholisch Hennersdorf na Ziethen Hennersdorf w hołdzie generałowi Ziethenowi.

Wspomnieć również warto główną przyczynę wojen śląskich, które toczyły się w latach 1740–1742, 1744–1745 oraz 1756–1763. Konflikt o przynależność Śląska toczył się pomiędzy Austrią Habsburgów a Prusami. Elektorat Saksonii, do której należały od 1635 r. Łużyce, lawirował pomiędzy państwem pruskim a austriackim. W pierwszej wojnie śląskiej Saksonia poparła Prusy, natomiast już w drugiej stała się sojusznikiem Cesarstwa Austriackiego. Czemu akurat tak? Elektor saski i król Polski Fryderyk August II (August III Sas) chciał połączyć także terytorialnie Saksonię i Polskę poprzez pozyskanie kosztem Prus zdobyczy terytorialnych. Niestety, chytry plan się nie powiódł. Po bitwie pod Henrykowem Lubańskim, a później kolejnej klęsce pod Kesselsdorfem pokonana Saksonia zawarła pokój z Prusami.

Łużyce, w tym Henryków Lubański zostały splądrowane przez wojska pruskie, a gospodarka podupadła.

W ten oto sposób pogranicze łużycko-śląskie, z Nawojowem w tle, było świadkiem historycznych zmagań pomiędzy europejskimi potęgami, a do samego Henrykowa Lubańskiego przybył na nocleg król pruski Fryderyk II Wielki. Jego wizyta uchroniła plebanię, w której przenocował, oraz pobliski kościół przed splądrowaniem przez jego żołnierzy.

Przed wojną Dom pod Sową należał do Niemca o nazwisku Hoffman. Niegdyś znajdował się tu zajazd Zagroda Pasterska. Nazwisko Hoffman przewija się jeszcze kilkakrotnie w historii okolicznych miejscowości. W Nawojowie Łużyckim niejaki Hoffman posiadał sklep, a na miejscowym cmentarzu są pochowani są także mieszkańcy o tym nazwisku. Jedyną różnicą pomiędzy śląskimi a łużyckimi Hoffmanami jest pisownia ich nazwisk (przez jedno „f” i podwójne „n”).

Co do dawnych mieszkańców Nawojowa – odwiedzają oni swoje rodzinne strony co jakiś czas. Z sentymentem wspominają dawne czasy, lata swojej młodości. Na uwagę zasługuje list, jaki napisała dawna mieszkanka Domu pod Sową do obecnych właścicieli obiektu. Oto jego niezwykła treść:

Droga Pani,

teraz jesteśmy znów w domu a ja myślę jeszcze często o tym momencie, gdy stałam przed Pani domem, w którym przed 65 laty mieszkałam przez dwa lata i nawet nie wiedziałam, czy to był ten właśnie dom. Była Pani bardzo miła dla mnie i mojego męża i za to dziękuję bardzo serdecznie. Byłam bardzo zmieszana i przejęta myślami. Dzisiaj wiem, że moje wspomnienia mnie nie myliły. Znalazłam dokumenty, z których wynika, że moja matka przeniosła się w 1936 roku z Nawojowa Śląskiego, numer 50, do Duisburga.

Z kroniki rodzinnej mojej matki znalazłam to, co następuje:

Pewien Johann Carl Gottlieb żył w okolicach roku 1825. Wtedy jakoś urodził się jego syn Carl Gottlieb. Mieszkali razem w Nawojowie, również jego syn, który przyszedł na świat w 1856 roku. Moja matka żyła tam jako dziecko u swoich rodziców: Emil Hoffman i Klara (rolnik i właściciel restauracji).

Podczas wojny moja matka żyła przez krótki czas z trojgiem swoich dzieci u swoich rodziców w Nawojowie. (Mój brat urodził się tam). Ucieczkę, całe szczęście, wszyscy dobrze przetrwaliśmy.

Mam tylko parę zdjęć osób z tamtych lat. Zdjęcie, które Pani wysyłam, wydaje się być zrobione w sali restauracyjnej (świetlicy) domu.

Cieszę się, że remontuje Pani dom. To z pewnością zadanie życia. Życzę Pani sukcesów na tym polu i pozdrawiam serdecznie.

Niestety, we wsi miały miejsce także tragiczne wydarzenia. Tuż po zakończeniu II wojny światowej właśnie w Nawojowie Śląskim została zamordowana młoda Niemka. Jej oprawcami byli polscy pionierzy, jak wówczas nazywano nowych mieszkańców Ziem Odzyskanych. Polacy myśleli, że ojciec dziewczyny, który był zarządcą jednego z majątków, ukrył gdzieś pieniądze i kosztowności. Próbowali wywrzeć na nim wpływ poprzez uwięzienie córki, którą później zgwałcili i zamordowali. Prawdopodobnie mężczyzna nie posiadał żadnych drogocennych przedmiotów, ale nikt mu nie uwierzył. Zbrodnia ta nie została nigdy osądzona.

Dom pod Sową to obecnie miejsce, gdzie można zatrzymać się, tak jak niegdyś, w dawnym zajeździe. Przyjeżdżają tu różni goście. Często zatrzymują się turyści, którzy Nawojów Śląski traktują jako bazę wypadową w Góry Izerskie, Karkonosze, na Zamek Czocha, Kliczków czy Grodziec. Na korkowej tablicy, która wisi w kuchni, przypięte zostały przeróżne ulotki i prospekty. To turyści umieszczają tam dla następnych gości, informacje, dokąd warto się wybrać. Zachęcają w ten sposób do podróżowania po Dolnym Śląsku.

Dom pod Sową gości także pątników. Kroczą oni szlakiem św. Jakuba do sanktuarium Santiago de Compostela. Przyjeżdżają amatorzy konnych przejażdżek z Niemiec i Beneluxu oraz czescy miłośnicy spływów kajakowych. Są też goście ceniący sobie spokój, ciszę i wiejski relaks.

Dawniej w zajeździe, na jego zapleczu, funkcjonowała ubojnia i wędzarnia, która zapewniała zapasy żywności. Trzy domy obok znajdowała się piekarnia. Dziś, jak przystało na gospodarstwo agroturystyczne, można spotkać tu kozy, owce i kury. Wypiekany jest żytni chleb na prawdziwym zakwasie, można również skosztować koziego mleka i sera. Dom pod Sową zapewnia przeróżne smakołyki, a przede wszystkim kultywuje w ten sposób regionalne tradycje.

Jest to bardzo ważne. Co rusz znikają, popadając w ruinę i niepamięć, kolejne nasze dolnośląskie zabytki. Doskonałym przykładem jest zamek w Gościszowie, który przetrwał wiele dziejowych zawieruch, ale nie oparł się zapomnieniu. Po wojnie, choć można było go odbudować, nikt nie podjął się tego dzieła. Były przecież inne, ważniejsze bieżące sprawy. Na szczęście ten tragiczny los nie spotkał zajazdu z Nawojowa Śląskiego.

Na koniec słów kilka o nazwie dawnego zajazdu. Dlaczego Dom pod Sową? Przed remontem w zdewastowanym budynku mieszkała sobie sowa. Niestety, remont ją przepłoszył, ale nie opuściła na dobre swojej okolicy. Zadomowiła się gdzieś niedaleko. Czasem słychać ją nieopodal jej dawnego domu. Może to właśnie sowa stoi na straży pamięci tego wspaniałego miejsca i jego mieszkańców.

Paweł Skiersinis


Paweł SkiersinisPaweł Skiersinisfot. archiwum autora

Autor jest blogerem, pasjonatem historii, a szczególnie dziejów Dolnego Śląska i Polski. Dlaczego Dolny Śląsk? Jak sam mówi: – A czemu nie? Najciekawsza jest historia wokół nas, dotycząca nas samych i naszych przodków.

I dodaje: – Staram się przedstawiać historię z innej strony, w sposób ciekawy, nie typowo książkowy, pełen suchych dat i faktów. Prezentowane przeze mnie artykuły dotyczą faktów, których nie znajdziemy w podręcznikach i znanych publikacjach. Losy Dolnego Śląska są niewątpliwe ciekawe i pasjonujące, warto zatem czasem poświęcić im choć krótką chwilę.


1 P. Berkel, Historia miasta Lubań, Wrocław 1992, s. 110.