Pomagają setkom bezdomnych kotów, m.in. tym, które właściciele próbują... zabić

Pomagają setkom bezdomnych kotów, m.in. tym, które właściciele próbują... zabić
fot. freeimages.com (Aiyaz Kidwai) Jak powiedziała nam Czesława Szandrowska, szefowa Stowarzyszenia Pomocy Zwierzętom, w mieście jest prawie 500 bezdomnych kotów.
istotne.pl akcja, zwierzęta, kot, spz

W Stowarzyszeniu Pomocy Zwierzętom działa niemal 20 osób. Od Miasta na ten rok organizacja dostała 40 tys. zł. – Ludziom się wydaje, że to bardzo dużo – mówi „ii” prezeska SPZ Czesława Szandrowska. Tyle że te pieniądze idą i na sterylizację, i na leczenie bezpańskich kotów, i na karmę. – W pierwszym półroczu na samą karmę wydaliśmy ok. 5,5 tys. zł – dodaje.

Niektórzy działkowicze nie mają problemu z tym, że koty należy sterylizować. Inni – wprost przeciwnie. – Wyzywają nas. Twierdzą, że to wbrew naturze. Mówią: niech się kocą! – opowiada szefowa organizacji. – Tak, tylko że potem odchowują kocięta przez dwa miesiące i przynoszą je nam, że niby zostały podrzucone. A wbrew naturze nie jest to, że dopuszcza się do rozrodu, a potem nie wie, co z tymi kotkami zrobić?!

Taka sytuacja miała miejsce całkiem niedawno. Do pani Czesławy zadzwonił pan, który mówił, że do jego domu przyszła kotka w ciąży. Pytał, co ma robić. Prezeska SPZ odpowiedziała od razu: chować. Zaznaczyła jednak, że należałoby tę kotkę wysterylizować. Co więcej, załatwiła to. – Zadzwoniłam do lecznicy, powiedziałam, że ten pan się tam zgłosi – opowiada szefowa organizacji. Happy end? Bynajmniej. Prezeska: – Po jakimś czasie ten pan dzwoni znowu. Tłumaczy, że kotka się znowu okociła i ma teraz kolejnych 6 kociąt. Na co ja, że znam ten głos i że przecież załatwiałam panu sterylizację dwa miesiące temu.

Czemu nie skorzystał z tej możliwości – nie wiadomo. Potem mężczyzna chciał... przekazać kocięta Stowarzyszeniu. Pani Czesława się zgodziła, ale pod warunkiem, że będzie je pomagał wychowywać. Nie zgodził się.

To zresztą nie koniec tej historii. Jakąś chwilę potem prezeska Stowarzyszenia Pomocy Zwierzętom dostaje telefon z lecznicy, do której przyszła pani z sześciorgiem kociąt, które – jak twierdziła ta ostatnia – jej podrzucono. Pani Czesława zapytała, w jakim są wieku. Gdy usłyszała odpowiedź, poprosiła kobietę, aby przekazała te kocięta wspomnianemu wyżej mężczyźnie.

Innym razem do znajomej pani Czesławy zgłosił się mężczyzna, któremu pewna kobieta dała 50 zł za „zlikwidowanie dwóch kotów”. Na szczęście nie miał sumienia tego zrobić. Ta opowieść kończy się trochę lepiej. Oba koty teraz mają się dobrze, ale kocur, który został u szefowej Stowarzyszenia, na początku był w fatalnym stanie. Bał się iść na dwór, siedział pod szafką. Był przeraźliwie chudy. – Wyglądał okropnie – podkreśla obecna właścicielka. Teraz, po kilku miesiącach, jest zupełnie inaczej: kocur okazał się wyjątkowo charakternym zwierzęciem. Ustawił sobie nawet psa pani Czesławy.

Kolejna sytuacja? Telefon od kobiety, która zauważyła dwa kocięta nad Bobrem. W… nylonowym worku. Ktoś prawdopodobnie chciał je utopić, ale rzucił tak, że zawisły na drzewie.

– Takich wypadków mamy dużo – mówi pani Czesława. – Sytuacja jest tragiczna, kotów jest coraz więcej. Wcześniej, kiedy słyszałam tego typu historie, myślałam sobie: guzik prawda, bujda na resorach. Teraz, gdy widzę to na własne oczy, to brak słów: tylko usiąść i płakać. Nie wiem, czy to podejście do zwierząt się kiedyś u nas zmieni.

Problemem są też – jak to zwykle bywa – finanse. – Niektórzy uważają, że mamy kupę pieniędzy, że Unia nas sponsoruje. I że wszystko powinniśmy robić – wylicza prezeska. – Rzeczywistość jest bardziej przykra. Dokładamy z własnej kieszeni.

Stowarzyszenie dzierżawi od Gminy Miejskiej działkę, na której stoją dwie stare altanki i przybudówka. Mieszka tam 12 starych kotów, takich po przejściach. – Młodych, wiadomo, nie będziemy tam zabierać – tłumaczy pani Czesława.

Możesz pomóc

Organizacja zajmuje się też adopcją. Prowadzi również akcję „Puszka dla mruczka”. Co by się Stowarzyszeniu przydało najbardziej? Nie pieniądze, stanowczo podkreśla szefowa SPZ, lecz karma. Jeśli ktoś chce pomóc, niech kupi właśnie karmę. I wcale nie musi to być produkt renomowanej firmy. Przydałyby się także koce, styropian. I np. kawałek siatki, bo płot na działce się wali.

Więcej informacji można uzyskać pod numerem telefonu: 790 790 848.