Zachodnia granica Polski. Nieznana propozycja Stalina

Zachodnia granica Polski. Nieznana propozycja Stalina
fot. domena publiczna Kwestia powojennych granic Polski jest sprawą dawno zamkniętą.
istotne.pl historia, paweł skiersinis

I choć wydaje nam się, że granica zachodnia była łatwa do wyznaczenia, a kontrowersje budziła (i wciąż budzi) granica wschodnia, to wytyczanie zachodniej granicy również przysporzyło wielu politycznych problemów.

Kresy straciliśmy w sumie dwukrotnie. Pierwszy raz za sprawą Traktatu w Rydze. Na jego mocy II Rzeczpospolita znalazła się mniej więcej w granicach sprzed II rozbioru. Uzyskać można było jednak o wiele więcej. Delegacja sowiecka była zszokowana polskimi ustępstwami. Kuriozalne jest to, że oddaliśmy Sowietom ziemie już zajęte przez polskie wojska (np. Mińsk). Zrzekliśmy się także terenów dalej wysuniętych na wschód, choć bolszewicy byli gotowi na duże ustępstwa. Nie wykorzystaliśmy w Rydze szansy uzyskania granic sprzed I rozbioru. Polska delegacja oddała tym samym Sowietom 350 tysięcy kilometrów kwadratowych polskiego terytorium wraz z 18 milionami obywateli. Miało to swoje późniejsze konsekwencje.

Ciekawe jest też kształtowanie się zachodniej granicy państwa polskiego po II wojnie światowej. Oczywiste były dwa fakty. Granica wschodnia miała przebiegać na rzece Bug. Kwestią nierozstrzygniętą na początku były losy Lwowa. Na zachodzie natomiast ziemie Dolnego Śląska miały stanowić rekompensatę za straty terytorialne na Kresach. Jednak dyskusja była jedynie ogólnym naszkicowaniem sytuacji, a dalsze rozstrzygnięcia miały zapaść na kolejnych konferencjach. Sprawa granic Polski pojawiła się już na konferencji w Teheranie.

W październiku 1944 roku Stalin stał na stanowisku, że Polska powinna otrzymać Prusy Wschodnie, Śląsk, a granica zachodnia powinna przebiegać na linii Odry i Nysy. Po polskiej stronie miał znaleźć się także Szczecin.

Jak się jednak okazuje, chodziło tu o Nysę Kłodzką, nie Łużycką. Często traktuje się to niedookreślenie jako zwykły błąd. Niektórzy twierdzą nawet, że Stalin nie znał się zbyt dobrze na geografii, a linie graniczne wytaczał na ślepo. Nie jest to na pewno prawdą. Pamiętajmy, że w polityce nie ma miejsca na przypadek, a tym bardziej sentymenty. Prawdą jest, że Stalin posiadał ogólną koncepcję zachodniej granicy Polski. Kwestia Kresów była przegrana i ani premier Sikorski, ani Mikołajczyk nie mieli szans na uzyskanie jakichkolwiek ustępstw.

Pierwotnie linia graniczna, naszkicowana prawdopodobnie własnoręcznie przez samego Stalina, miała przebiegać na wspomnianej Odrze i Nysie Kłodzkiej. W takim wypadku Wrocław stałby się miastem granicznym, podzielonym pomiędzy Polskę i Niemcy. Wrocławski Rynek znalazłby się po niemieckiej stronie, zaś Ostrów Tumski po polskiej. Wszystkie pozostałe miejscowości na zachód od Odry przypadłyby Niemcom. Bolesławiec nadal nosiłby niemiecką nazwę Bunzlau, Lubań – Lauban, a Nowogrodziec – Naumburg am Queis. Podobnie Wrocław znany byłby chociażby częściowo jako Breslau. Radziecka mapa z pierwotną zachodnią granicą Polski jest dostępna pod tym linkiem: http://faktopedia.pl/uimages/services/faktopedia/i18n/pl_PL/201408/1408643680_by_kprlsik_500.jpg?1408952760.

Natomiast ziemia kłodzka i raciborska miała przypaść Czechosłowacji. Czesi zgłaszali także żądania do Kotliny Jeleniogórskiej. Ziemia kłodzka należała niegdyś do Królestwa Czech, później stała się częścią Cesarstwa Austriackiego. Gdyby ustalenia pozostałyby na dotychczasowym poziomie, granica zachodnia zarówno z Niemcami, jak i Czechosłowacją wyglądałaby zupełnie inaczej. Dolny Śląsk w większości przypadłby pokonanym Niemcom, a Czesi odzyskaliby swoje historyczne terytorium.

Stało się jednak inaczej. Stalin zmienił linię graniczną i rejon Kłodzka przypadł ostatecznie Polsce. W czerwcu 1945 roku doszło do zbrojnego konfliktu z naszymi południowymi sąsiadami. Jak pisał pełnomocnik rządu na Dolny Śląsk Stanisław Piaskowski: „Milicja czeska, korzystając z otwartej granicy, weszła na 10–12 km w granice Dolnego Śląska, zajmując stację kolejową Lewin w obwodzie Kłodzko na linii prowadzącej do Pragi i stację kolejową Mittelwalde w obwodzie Bystrzyca (na linii do Wiednia) oraz kilka sąsiednich wiosek” [http://swiat.newsweek.pl/w-newsweeku-historii—wojna-polsko-czeska-1945-roku,105309,1,1.html].

W kierunku Kłodzka Czesi wysłali pociąg pancerny, a w rejonie Raciborza czechosłowacka piechota zajęta okoliczne miejscowości. Polacy próbowali negocjować. Byli skłonni pójść na ustępstwa, jednak żądania Czechów były wygórowane, a w konflikt wtrąciły się władze radzieckie. Nasi sąsiedzi de facto zostali zmuszeni do podpisania z Polską porozumienia i ostatecznego uznania granicy. Więcej na ten temat w filmie pt. „Zagadka Zachodniej Granicy Polski – Gra Stalina”:

 

Można zadać sobie pytanie, dlaczego Stalin, kreśląc pierwotnie linię graniczną z Niemcami i Czechosłowacją, zmienił w ostatnim momencie zdanie? Jeszcze na konferencji w Poczdamie Alianci byli przeciwni granicy na Odrze i Nysie Zachodniej (Łużyckiej). Zarówno Churchill, jak i Roosevelt od początku byli nieprzychylni tak daleko wysuniętej granicy na zachód. Wiązało się to przede wszystkim z wysiedleniem niemieckiej ludności, która zostałaby przerzucona do brytyjskiej strefy okupacyjnej. To wiązałoby się z kosztami dla Brytyjczyków.

Ponadto nasi zachodni sojusznicy nie chcieli zbytniego osłabienia Niemiec. Do tego jednak dążył Stalin. Przekazanie Polsce Szczecina, ważnego portu na morzu bałtyckim miało osłabić Niemcy. Towarzysz Stalin chciał również jak najbardziej skonfliktować Polskę z sąsiadami – poprzez spory graniczne.

Jedynym gwarantem granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej był Związek Radziecki. Alianci byli mocno sceptyczni, a definitywne ustalenia nie zapadły. Oficjalnie kwestia granicy polsko-niemieckiej nie została uregulowana. Dopiero kanclerz Republiki Federalnej Niemiec Willy Brandt w grudniu 1970 roku podpisał układ, na mocy którego RFN uznało granicę z Polską. Jest to bardzo ważne wydarzenie, zarówno z punktu widzenia Polski. jak i Dolnego Śląska. Podpisany dokument na trwałe zamyka kwestię przynależności Dolnego Śląska i Pomorza do państwa polskiego.

W sumie gdyby nie determinacja Stalina, może faktycznie kształt powojennej Polski byłby zupełnie inny, choć szkoda terenów na wschodzie, o których Churchill mówił, że są jedynie nic niewartymi bagnami. Premier Zjednoczonego Królestwa na początku obstawał przy stanowisku, że Lwów powinien pozostać po polskiej stronie. W pełni aprobował tzw. linię Curzona, ale właśnie razem ze Lwowem. Niestety, brak aprobaty ze strony USA doprowadził go do tego, że w pewnym momencie stwierdził: „Nie mam zamiaru podnosić wielkiego lamentu z powodu Lwowa” [Eugeniusz Duraczyński, Między Londynem a Warszawą, 1986, str. 89].

Aby dobrze zrozumieć alianckie podejście do sprawy polskiej, a dokładniej ujmując: brytyjskie, należy cofnąć się o jakieś 25 lat, do roku 1920. W tym czasie również kształtowały się granice Rzeczypospolitej. Wówczas po raz pierwszy pojawiła się tzw. linia Curzona. Owa linia to nic innego jak linia demarkacyjna wojsk polskich i bolszewickich. W czasie II wojny światowej ponownie Wielka Trójka odnosi się do tej koncepcji. Faktycznie stanowi ona jedynie „usprawiedliwienie” dla zajęcia polskich Kresów Wschodnich przez ZSRR. Oto, w jaki sposób lord Curzon nakreślił granicę Polski:

[…] Spytałem ją, skąd powstała koncepcja wschodniej granicy Polski znanej jako linia Curzona.

– Ach, „Curzon line” – rzekła, śmiejąc się. – My ją nazywamy „luncheon line”. Byłam wtedy z Carrem, gdy zebrała się rada, aby wykreślić Polsce wschodnią granicę. Nikt nie wiedział, co to jest ta polska wschodnia granica, gdzie zaczyna się Rosja, gdzie kończy się Polska. Debaty przeciągały się bez końca, nadchodziła pora lunchu, wszyscy byli głodni i, jak to mówią, „annoyed”. Ty wiesz, co oznacza dla Anglika lunch.

Tymczasem sprawa nie posuwała się ani na cal. Wreszcie lord Curzon przypomniał sobie, że ma jakieś stare mapy dotyczące „the second partition of Poland”. Zniknął na chwilę w swoim gabinecie, po czym wrócił tryumfująco z mapą w ręku, gdzie czerwoną linią była oznaczona granica. Wszyscy odetchnęli z ulgą, bez zastanowienia przyjęto ją jako wschodnią granicę Polski i całe towarzystwo, gratulując Curzonowi, pośpieszyło na spóźniony obiad. Jeden z dygnitarzy, winszując Curzonowi rozcięcia tego węzła gordyjskiego, powiedział: „Polacy to troublemakers, nawet nie dadzą spokojnie zjeść lunchu”. Stąd przezwaliśmy tę linię „luncheon line”. Widzisz, Mac, tak się u nas załatwia sprawy międzynarodowe”.

Mieczysław Jałowiecki, Na skraju Imperium i inne wspomnienia, Warszawa 2013, s. 613–614.

Jak widać, sprawy Polski zawsze załatwiało się na najwyższym poziomie. Choć linia Curzona nie odegrała znaczącej roli w 1920 roku, albowiem polskie wojska i tak przesunęły się za Bug, zajmując między innymi Lwów, Wilno i Mińsk (choć ten ostatni utraciliśmy na własne życzenie na mocy traktatu ryskiego), to stała się wyznacznikiem w czasie II wojny światowej dla sprawy polskiej.

Na koniec chcę jasno zaznaczyć, że linia ta jest tak naprawdę „politycznym wybrykiem” bez żadnego sensownego uzasadnienia. Wielka Brytania była przeciwna powstaniu niepodległego państwa polskiego po I wojnie światowej. Brytyjczycy krytykowali zajęcie przez Wojsko Polskie Wilna, a kwestia Kresów Wschodnich również budziła ich niechęć. Myślę, że miało to zdecydowany wpływ podczas konferencji w Teheranie, Jałcie i Poczdamie. Anglicy byli też niejako zakładnikami Stalina. Zależało im na sojuszu z Sowietami i poświęcili wiele, aby ten sojusz utrzymać.

Paweł Skiersinis


Paweł SkiersinisPaweł Skiersinisfot. archiwum autora

Autor jest blogerem, pasjonatem historii, a szczególnie dziejów Dolnego Śląska i Polski. Dlaczego Dolny Śląsk? Jak sam mówi: – A czemu nie? Najciekawsza jest historia wokół nas, dotycząca nas samych i naszych przodków.

I dodaje: – Staram się przedstawiać historię z innej strony, w sposób ciekawy, nie typowo książkowy, pełen suchych dat i faktów. Prezentowane przeze mnie artykuły dotyczą faktów, których nie znajdziemy w podręcznikach i znanych publikacjach. Losy Dolnego Śląska są niewątpliwe ciekawe i pasjonujące, warto zatem czasem poświęcić im choć krótką chwilę.

Więcej na blogu Pawła Skiersinisa.