W cieniu zarazy. Dżuma na Śląsku

W cieniu zarazy. Dżuma na Śląsku
fot. Autorka bloga: tropografie.blogspot.co.uk Śląsk od zawsze był regionem bogatym, dobrze zaludnionym i świetnie prosperującym.
istotne.pl nowogrodziec, historia, lubań, śląsk, łużyce, dżuma

O te ziemie toczyły się wojny, np. wojny śląskie pomiędzy Austrią a Prusami, które miały swoje 3 epizody. Jednak nie tylko konflikty zbrojne pustoszyły tą krainę, albowiem pamiętajmy, że obce wojska rabowały, co się tylko dało, i puszczały z dymem całe wioski i miasta. Inną, bardziej straszną plagą, która nawiedzała Śląsk i przylegające do niego Łużyce, była plaga zarazy, pomoru. W tamtych czasach miasta równie nieubłaganie dziesiątkowała dżuma, która była straszną, zakaźną chorobą gryzoni i ludzi.

Roznosiły ją szczury, a skutecznego lekarstwa nie znano. Umieralność w leczonych przypadkach wynosi obecnie 20%, natomiast nieleczona zabija nawet wszystkich, i tak praktycznie wówczas było. Wyobraźmy sobie, że chorobę próbowano odstraszyć upiornymi strojami lekarzy oraz palono na obrzeżach miast ogniska, które miały odgonić „zepsute” zarazą powietrze. Metody te wspomagano także modlitwą do św. Rocha – świętego od zarazy, ale wszystkie te działania nie mogły przynieść pożądanych skutków. Często w mieście ostała się tylko 1 lub 2 rodziny.

Nowogrodziec w obliczu czarnej śmierci

Nowogrodziec, a dawniej Namburg am Queis, jest doskonałym przykładem walki z epidemią dżumy. Miasto kilkakrotnie nawiedzały plagi tej choroby. Największa epidemia miała miejsce w 1527 r., a kolejna znacząca w XVII w., wówczas w mieście przeżyły tylko 3 małżeństwa i duchowieństwo z pobliskiego klasztoru. Najciekawszym i najbardziej tajemniczym miejscem w Nowogrodźcu, związanym bezpośrednio z zarazą, nie jest Kościół Ofiarowania, lecz wzgórze – góra trupów, jak go nazywano, zlokalizowane na północ, przy drodze na Lubań. Dokładnie jest to wzgórze pomiędzy dawnym zakładem Inco Veritas a torami na Zebrzydową. Tam składowano pod namiotami chorych i przede wszystkim konających.

Dlaczego właśnie tam? Przede wszystkim: na obrzeżach miasta, aby zaraza się nie rozprzestrzeniała. I zapewne w tej okolicy od razu chowano zmarłych, jak najdalej od centrum.

Mieszkańcy Namburga, przerażeni skalą śmierci, jaką przyniosła dżuma, postanowili temu zaradzić. Uroczyście przyrzekli, iż wybudują świątynię i w niej będą żarliwie się modlić i odprawiać nabożeństwa każdego 21 listopada, gdy przypada dzień Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny. Jak postanowiono, tak i zrobiono.

W 1657 r. ukończono świątynię zwaną Kościołem Ofiarowania lub Ślubowania. Jednak pierwszy kościół nie przetrwał do naszych czasów. Ponad 100 lat później, 17 października 1766 r., spłonął. Już w 1774 r. wmurowano kamień węgielny pod kolejną świątynię.

Uroczyste śluby zostały dochowane przez mieszkańców. Co roku odbywały się 21 listopada nabożeństwa dziękczynno-błagalne. Taka tradycja trwała do roku 1945, gdy kościół na cmentarzu został zbombardowany i zniszczony.

Po wojnie niemiecka ludność została wysiedlona, a miejscowy obrządek związany z zarazą został zapomniany. Nowi mieszkańcy nie byli przecież tak kulturowo i etnicznie związani z miastem, jak ich poprzednicy. Cmentarna świątynia, zniszczona w czasie działań wojennych, nie została odbudowana, choć można było tego dokonać. Dziś pozostały po niej jedynie ruiny.

Na uwagę zasługuje nagrobek proboszcza Mickego, który umiejscowiony został pod murami kościoła i do dziś spoczywają pod nim jego szczątki. Kapłan ten zasługuje na szczególną uwagę. Urodził się on w 1805 r., a jego ciekawe i bogate życie kapłańskie obfitowało w pracę jako proboszcza, inspektora okolicznych szkół. Był również pasjonatem historii Nowogrodźca. To dzięki niemu powstało pierwsze opracowanie o historii i losach miasta, wydane w 1844 r. Niestety, rok później, proboszcz zmarł w wieku 43 lat.

Innym ciekawym miejscem w dawnym Ołdrzychowie jest wzgórze Radelberg, zlokalizowane niedaleko ołdrzychowskiej klinkierni. To właśnie na nim ustawiono drewniany krzyż, wokół którego mieszkańcy wznosili swoje modły. Dziś krzyż nadal się tam znajduje, choć już jest mocno zniszczony i widać po nim upływ czasu.

Dżuma w Lubaniu

Także okoliczne miejscowości padały ofiarą dżumy. Tak było m.in. z dawnym Lauban, w którym zaraza panoszyła się kilkakrotnie. W 1553 r. epidemia dżumy od lipca do grudnia zabiła 2200 osób, wcześniej w 1539 r., w podobnym okresie zmarło 500 osób. Czarna śmierć nawiedzała to łużyckie miasto jeszcze w 1612, 1625, 1632 oraz 1680 r., czyli – jak widać – dosyć często.

Trzeba w tym miejscu zauważyć, że choć Nowogrodziec i Lubań dzieli niewielka odległość, to tak naprawdę leżą one dwóch różnych krainach geograficznych. Nowogrodziec to śląskie lub jak kto woli, dolnośląskie miasteczko, zaś Lubań leży na Górnych Łużycach. Obecnie powiaty lubański, zgorzelecki i część Nowogrodźca (dawnego Ołdrzychowa) do rzeki Kwisy to tak naprawdę Łużyce. Kwisa jest naturalną i historyczną granicą pomiędzy Łużycami a Śląskiem. Przez nią przebiegała granica pomiędzy saskimi Łużycami a pruskim Nowogrodźcem. Stąd też nazwy Nawojów Łużycki i Nawojów Śląski, ponieważ obie pobliskie wioski dzieli Kwisa.

Na uwagę zasługuje sposób walki z dżumą w Lubaniu. W roku 1599 rada miasta wydała rozporządzenie, które najlepiej obrazuje tamte, tragiczne wydarzenia, a stanowiło ono, że:

W czasach chorób zakaźnych i epidemii, kiedy niebezpieczna i straszliwa zaraza, a mianowicie dżuma, strzeż nas przed nią litościwie Panie Boże, dotknie któregoś z obywateli bądź czyjegoś współmieszkańca, gospodarz lub gospodyni domostwa ma obowiązek bezzwłocznie zgłosić ten fakt pod groźbą utraty wszystkich dóbr oraz kary cielesnej [...]

W przypadku pojawienia się dżumy nie tylko sam gospodarz domu, lecz także jego sąsiedzi z jednej i z drugiej strony zobligowani są zgodnie z rozkazem Rady wyprowadzić się i unikać kontaktu z innymi. Ci, którzy sprzeciwiają się tej decyzji i nie pomogą powstrzymać zarazy u jej początku, podlegają karze jak powyżej.¹

Paweł Skiersinis


Paweł SkiersinisPaweł Skiersinisfot. archiwum autora

Autor jest blogerem, pasjonatem historii, a szczególnie dziejów Dolnego Śląska i Polski. Dlaczego Dolny Śląsk? Jak sam mówi: – A czemu nie? Najciekawsza jest historia wokół nas, dotycząca nas samych i naszych przodków.

I dodaje: – Staram się przedstawiać historię z innej strony, w sposób ciekawy, nie typowo książkowy, pełen suchych dat i faktów. Prezentowane przeze mnie artykuły dotyczą faktów, których nie znajdziemy w podręcznikach i znanych publikacjach. Losy Dolnego Śląska są niewątpliwe ciekawe i pasjonujące, warto zatem czasem poświęcić im choć krótką chwilę.


¹ Łukasz Tekiela, IV Górne Łużyce pod panowaniem Habsburgów (1526–1635), [w:] Vademecum historii Górnych Łużyc.