Gdzie podziały się ideały „Solidarności”?

Gdzie podziały się ideały „Solidarności”?
fot. Wikimedia Commons Minęło już prawie 30 lat od zmian ustrojowych w naszym kraju. Jednak sztandar „Solidarności” przez ponad ćwierć wieku wyblakł, a sama idea zagubiła się na osi historii.
istotne.pl historia, solidarność, lech wałęsa, paweł skiersinis, tw bolek

Jak to się stało, że niegdyś społeczeństwo obywatelskie potrafiło zjednoczyć się w walce z komunistyczną dyktaturą, a dziś nie potrafi wspólnie walczyć nawet w najmniejszych kwestiach? Owszem, walka ta często przybierała nawet drobne formy, mimo to jednak Polacy wspierali się wzajemnie. Dziś natomiast trudno jest nam zjednoczyć się w działaniu, gdy sprawy dotyczą naszej ulicy czy dzielnicy. Gdzie podziało się społeczeństwo obywatelskie w wolnej już Polsce? Nieskrępowanej, suwerennej, w pełni niepodległej. Czy słowo „solidarność” jeszcze dziś cokolwiek znaczy?

Upadek systemu komunistycznego w Polsce to ogromny sukces, tym bardziej że dokonał się on bezkrwawo, bez jednego wystrzału, choć nie byłby możliwy bez ofiar robotniczych protestów lat 70. i 80. Niemniej sukces ten został roztrwoniony w III RP. Zamiast wspólnej, dalszej walki na polu gospodarczym i społecznym pojawiły się głębokie podziały polityczne, które – jak się wydaje – w chwili obecnej są nie do przeskoczenia. Podziały te nie są jednak czymś nowym w naszej wielowiekowej historii. Od dawna wiadomo, że potrafiliśmy jednoczyć się w sprawach niezwykle dla nas istotnych, ale gdy tylko ustają odgłosy armat, rozpoczynamy naszą własną wojenkę.

Najlepszym przykładem podzielonego społeczeństwa jest okres rozbiorów i czasy je poprzedzające. Część historyków uważa, że Polska po zaborach już nie odbudowała swojej europejskiej pozycji. Na pewno terytorialnie nie jest już to możliwe do odtworzenia. Upadek I Rzeczypospolitej nastąpił przede wszystkim przez rozdmuchane przywileje szlacheckie. Również znane i cenione rody magnackie aż nadto wykorzystywały aparat państwowy dla swoich celów. Wolna elekcja i przeróżne układy towarzyszące wyborowi monarchy prowadziły do korupcji. Przy wyborze nowego króla swoje sprawy tak naprawdę załatwiali europejscy władcy, włączając Polskę często w zupełnie obce nam konflikty.

Plamą na honorze w historii jest konfederacja targowicka. Zawiązana przez obóz magnaterii z carycą Katarzyną, miała na celu obalenie uchwalonej Konstytucji 3 maja. Była to jawna zdrada części Polaków oraz zawiązanie trwałego sojuszu z Rosją. Oczywiście, Rosjanie nie byli zainteresowani stałym sojuszem, lecz stałą dominacją nad Rzecząpospolitą. Do konfederacji tej przystąpił nawet sam król Stanisław August Poniatowski. Jest on postacią tragiczną. Rozdarcie pomiędzy chęcią reformy kraju a sojuszem i – przede wszystkim – romansem z carycą, a także zaciągnięte w Rosji niespłacone pożyczki doprowadziły do jawnej zdrady ojczyzny i swoich ideałów.

Wydawałoby się, że okres porozbiorowy stał się wystarczającą lekcją historii i polityki dla narodu polskiego. Zjednoczeni w walce o niepodległość, staliśmy się wolnym państwem z możliwością samostanowienia o sobie. Prawo to potwierdziliśmy za sprawą wygranej wojny polsko-rosyjskiej, a sama Bitwa Warszawska stała się narodowym symbolem walki i męstwa po dziś dzień.

Niestety, elity II Rzeczypospolitej nie potrafiły docenić wolności. Znów pojawiły się podziały i próby destabilizacji. Upadały kolejne rządy, a sama demokracja przekształciła się w „sejmokrację”. Był to stan nad wyraz dużych uprawnień parlamentu, które doprowadziły do destabilizacji kraju. W ustroju tym (według Konstytucji marcowej) rola prezydenta była marginalna. Doprowadziło to do przewrotu majowego.

Po dziś dzień Piłsudski jest krytykowany za to dość drastyczne posunięcie. Może jednak tak trzeba było postąpić? Czasami działania najbardziej radykalne są potrzebne, choć zawsze należy kierować się dobrem narodowym i społecznym. Zamach stanu dokonany przez Marszałka podzielił Polaków. Współczesne środowiska lewicowe oraz ludowe potępiają to wydarzenie jako akt wojny domowej. Kontrowersje wokół tego wydarzenia nie przeszkadzają jednak nam w wyrażaniu szacunku i pamięci dla Piłsudskiego, który jest symbolem Polski niepodległej.

Wybuch II wojny światowej przyniósł społeczne zjednoczenie w walce z okupantem. Jednak nawet w czasie wojny Polacy toczyli wewnętrzne boje. Przykładem tego jest gen. Władysław Sikorski, który stając się premierem i naczelnym wodzem, zaczął nie tylko dbać o polskie interesy na arenie międzynarodowej, ale rozpoczął także czystkę wśród oficerów wywodzących się z obozu piłsudczyków, których więził na wyspie Bute. Taka zemsta mogła być przyczyną jego tragicznej śmierci. Wszyscy wiemy, że generał zginął w katastrofie na Gibraltarze (4 lipca 1943 r.), jednak niektórzy historycy, jak na przykład Dariusz Baliszewski, forsują teorię, wedle której katastrofa była spiskiem, celowym działaniem.

Teorie mają to do siebie, że są nazbyt teoretyczne. Mimo wszystko, zastanawiając się nad tym, trzeba spojrzeć jasno na pewne fakty. Śmieć gen. Sikorskiego była na rękę zarówno Anglikom, jak i Rosjanom. Dociekania w sprawie mordu w Katyniu szkodziły sojuszowi Churchilla ze Stalinem. Po śmierci Naczelnego Wodza zakazano otwarcia trumny w Wielkiej Brytanii, a pogrzeb zorganizowano w pośpiechu. Dokumenty dotyczące samej katastrofy zostały utajnione na 50 lat. Po upływie tego terminu zostały ponownie utajnione. Najwcześniej poznamy ich treść w roku 2033.

Możliwe, że był to sabotaż, a najstraszniejsza teza mówi o współdziałaniu Anglików i Polaków. Anglicy mogli przygotować zamach, który mógł zostać dokonany polskimi rękami. W historycznych publikacjach pojawia się termin „operacji »Mur«”, dokonanej przez przeciwników Sikorskiego na zlecenie władz brytyjskich. Jeśli teoria ta stałaby się prawdą, dowodziłoby to tylko do tego, że choć jesteśmy jednym narodem, to jednak potrafimy ze sobą walczyć – na śmierć i życie.

Okres Polski Ludowej zjednoczył nas. Wspólnymi siłami Polacy odzyskali utraconą suwerenność. Liczne protesty, okupione także robotniczą krwią, stały się przyczyną upadku reżimu. Wspólna walka, przezwyciężenie stanu wojennego, czynne zaangażowanie w pierwszych wolnych wyborach jednoczyły masy. Jednak po roku 1989 coś pękło. Od tego czasu znów zaczęły się polsko-polskie potyczki, szczególnie na fundamencie ideologicznym.

Przewodniczący „Solidarności” nie był najlepszym prezydentem. Pierwsze rządy pierwszych premierów również trwały krótko. Problemy gospodarcze wpłynęły na podziały społeczne. Sztandar coraz bardziej wyblakł...

Dlaczego przestaliśmy być społeczeństwem obywatelskim? Przecież właśnie teraz mieliśmy ku temu najlepsze instrumenty. Może za bardzo wszyscy podążali za nową, kapitalistyczną rzeczywistością. Stary układ zastąpił nowy. Z bohatera, jakim był laureat Pokojowej Nagrody Nobla, zrobiliśmy konfidenta. Nawet teraz wypłynęły nowe niezwykle fakty.

Trudno jest oceniać sprawę TW Bolka. Ma ona wymiar polityczny, a nie historyczny. Największym problemem nie jest to, że pojawiły się kontrowersyjne dokumenty obciążające Wałęsę. Porażające jest to, że kwestia ta nie została wyjaśniona w latach 90. Wtedy był czas na wyjaśnienia, śledztwa, szukanie prawdy. W obecnym stanie już nic nie jest jasne i przejrzyste. Cokolwiek obecnie zostanie powiedziane w tym temacie, będzie jedynie dzielić.

Ideały „Solidarności” były i są ideałami o najwyższej wartości. Tylko wzajemna współpraca, szczególnie w kwestiach gospodarczych i społecznych, może zaowocować w przyszłości rozwojem na każdej płaszczyźnie.

Wspólne działanie, wspieranie wspólnoty, jaką jesteśmy w każdym obszarze – tej samej ulicy, dzielnicy, miasta i wsi – może przywrócić dawny blask zapomnianych ideałów, za które przecież nasi bohaterowie przelali krew. Budujmy społeczeństwo obywatelskie. Łączmy, a nie dzielmy. Mówił o tym wielokrotnie nasz rodak Jan Paweł II, który choć zapewne nie jest autorytetem dla wszystkich, to jednak jego głos, bez względu na wyznanie i poglądy polityczne, powinien zostać wysłuchany:

[...] to jest moja matka, ta ziemia! To jest moja matka, ta Ojczyzna! To są moi bracia i siostry! I zrozumcie, wy wszyscy, którzy lekkomyślnie podchodzicie do tych spraw, zrozumcie, że te sprawy nie mogą mnie nie obchodzić, nie mogą mnie nie boleć! Was też powinny boleć! Łatwo jest zniszczyć, trudniej odbudować. Zbyt długo niszczono! Trzeba intensywnie odbudowywać! Nie można dalej lekkomyślnie niszczyć!

Odnajdźmy w sobie dawne, zapomniane ideały. Pamiętajmy o tym wszystkim, co nas łączy, a nie dzieli. Często małe kroki, małe rzeczy budują wielkie dzieła. Stańmy się świadkami solidarnej Polski.

Paweł Skiersinis


Paweł SkiersinisPaweł Skiersinisfot. archiwum autora

Autor jest blogerem, pasjonatem historii, a szczególnie dziejów Dolnego Śląska i Polski. Dlaczego Dolny Śląsk? Jak sam mówi: – A czemu nie? Najciekawsza jest historia wokół nas, dotycząca nas samych i naszych przodków.

I dodaje: – Staram się przedstawiać historię z innej strony, w sposób ciekawy, nie typowo książkowy, pełen suchych dat i faktów. Prezentowane przeze mnie artykuły dotyczą faktów, których nie znajdziemy w podręcznikach i znanych publikacjach. Losy Dolnego Śląska są niewątpliwe ciekawe i pasjonujące, warto zatem czasem poświęcić im choć krótką chwilę.

Więcej na blogu Pawła Skiersinisa.