Kałuża na drodze, szerszeń w mieszkaniu, gad pod kamieniem – fałszywe alarmy mieszkańców

Kałuża na drodze, szerszeń w mieszkaniu, gad pod kamieniem – fałszywe alarmy mieszkańców
fot. MZ Bardzo często na numery alarmowe dzwonią ludzie niebędący w sytuacji zagrożenia życia czy zdrowia.
istotne.pl alarm, policja, straż pożarna, tomasz łukaszewski

O sprawie pisaliśmy m.in. w materiale Dziecko nie oddycha, drętwieją mi nogi – fałszywe alarmy mieszkańców. Ludzie dzwonią z błahymi sprawami, nie zdając sobie sprawy, że w ten sposób angażują służby ratunkowe, które w tym czasie mogą być potrzebne tam, gdzie ktoś naprawdę może potrzebować ich pomocy.

Do pogotowia ratunkowego w Lubinie np. zadzwonił 34-letni mężczyzna, informując, że wymaga natychmiastowej pomocy, gdyż... drętwieją mu nogi. Zespół pogotowia nie mógł dostać się do mieszkania. Na miejsce kierowane są kolejne służby. Policjanci wraz z ratownikami próbują dostać się do środka, ale nikt się nie odzywa. Powiadamiają straż pożarną, która wywarza drzwi. Wewnątrz – znowu – nikogo nie ma. Po chwili z ukrycia wychodzi zawiadamiający mężczyzna, który cały czas obserwował akcję służb ratowniczych. Jak tłumaczył policjantom, zaalarmował pogotowie, bo się zestresował. Został ukarany mandatem w wysokości 500 złotych.

Postanowiliśmy sprawdzić, jak to wygląda w Bolesławcu. Skontaktowaliśmy się z dyżurnym bolesławieckiej straży pożarnej. Okazało się, że mieszkańcom naszego powiatu też się zdarza dzwonić do strażaków z błahymi sprawami. Ostatnio ktoś powiadomił mundurowych, że do domu wleciał mu… jeden – dosłownie! – szerszeń.

Bywa, że ludzie zgłaszają, iż na drodze pojawiła się plama oleju. Strażacy przyjeżdżają na miejsce i wychodzi na jaw, że jest to… kałuża. – Ludzie chcą być w porządku i interweniują, ale często jest tak, że ta interwencja ogranicza się do zadzwonienia pod numer straży pożarnej – mówi w rozmowie z „ii” starszy kapitan Tomasz Łukaszewski, dyżurny operacyjny Stanowiska Kierowania Komendanta Powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Bolesławcu. Mieszkańcy dzwonią np., że złamany konar leży na chodniku. Albo że gałązka niewielkiej grubości spadła na drogę.

Innym razem powiadamia się straż, kiedy pali się kosz na śmieci, do ugaszenia którego z powodzeniem wystarczyłaby jedna butelka wody. – Czasem wystarczy pomyśleć – podkreśla st. kpt. T. Łukaszewski.

Autorem kolejnego absurdalnego zgłoszenia był pewien działkowicz, który powiadomił mundurowych, że pod jednym z kamieni na jego działce, usytuowanej tuż pod lasem, schował się jakiś gad. Z opisu trudno było wywnioskować, jaki konkretnie. Mężczyznę poinstruowano, żeby nie drażnił zwierzęcia, i poproszono, aby zwrócił się do leśników.

Bywa też, że pod numer straży dzwonią kierowcy, którzy wjechali do rowu i którzy chcą, aby to właśnie strażacy ich z niego wyciągnęli. Tymczasem okazuje się, że w czasie zdarzenia nikt nie ucierpiał, nikogo nie trzeba wyciągać z pojazdu, więc interwencja straży jest niepotrzebna. A to przecież nie mundurowi zajmują się wyciąganiem aut z rowów, lecz pomoc drogowa.

Wkrótce opiszemy, jakie absurdalne zgłoszenia trafiają się dyżurnym z Komendy Powiatowej Policji w Bolesławcu.

KPP Lubin/KP PSP Bolesławiec/ii