Wandale nagrani przez monitoring

Wandale nagrani przez monitoring
fot. Straż Miejska Prezentujemy nagranie z miejskiej kamery, pokazujące chuliganów niszczących auto. Sprawców udało się złapać.
istotne.pl monitoring, wandale

Choć nie zawsze widać dokładnie sprawcę na nagraniu, monitoring pozwala na szybką interwencję. Tak było między innymi w przypadku niedawnego podpalenia śmietników czy zniszczenia auta przy ulicy Zgorzeleckiej.

– W ostatnich trzech miesiącach złapaliśmy dzięki monitoringowi podpalacza oraz chuliganów niszczących po pijanemu śmietniki i samochód – mówi rzeczniczka policji Adriana Szajwaj.

Szli pijani i kopali

W marcową noc trzech nietrzeźwych nastolatków szło ulicami Prusa i Zgorzelecką. Młodzi mężczyźni kopali kosze na śmieci. Kiedy było im tego mało, dwóch z nich zaczęło niszczyć zaparkowany przy ulicy samochód. Kamera zarejestrowała, jak jeden z mężczyzn wskakuje na maskę auta. Potem, kopiąc na zmianę z kolegą, wybijają szybę w samochodzie.

Policjanci, po otrzymaniu informacji od Straży Miejskiej, zatrzymali chuliganów niedaleko od miejsca zdarzenia. Alkomat wykazał, że mężczyźni mieli do 1 do 1,5 promila alkoholu w organizmie. Za swój czyn odpowiedzą przed sądem. Za uszkodzenie mienia grozi im kara do 5 lat pozbawienia wolności.

Podpalacz, co zgłaszał swoje podpalenia

Młody mężczyzna najpierw podpalił przyczepę na ulicy Staroszkolnej (11 kwietnia) i natychmiast zadzwonił domofonem do mieszkanki pobliskiego bloku, by wezwała straż pożarną. Zaspana kobieta, która domofon odebrała, mówiła potem naszemu dziennikarzowi, że chłopak znał za dużo szczegółów podpalenia i to ją zastanowiło. – Ale dotarło to do mnie dopiero rano – opowiadała kobieta. – Domofon zadzwonił w środku nocy. Pierwsze co zrobiłam, to wezwałam straż. Do głowy mi nie przyszło, że rozmawiałam z podpalaczem.

Chłopak przedstawiał się policji jako świadek zdarzenia. Kilka dni później znów zaczął podpalać. Tym razem kosze na śmieci. Najpierw policjanci otrzymali informację, że pali się kosz na jednej z ulic w centrum miasta. Zgłoszenie okazało się fałszywe, jednak w innym miejscu policjanci trafili na pięć podpalonych pojemników. Sprawca został nagrany przez monitoring.

– Na filmie niewiele widać, ale sprawdziliśmy osobę, która wiązała się nam z ostatnim podpaleniem przyczepy na Staroszkolnej – mówi Szajwaj. – Przesłuchaliśmy jeszcze raz tego chłopaka i okazało się, że to on.

Policjanci udowodnili 19-latkowi podpalenie pojemników na śmieci oraz zniszczenie przyczepy campingowej. Grozi mu za to do 5 lat więzienia. Sprawca twierdził, że był wtedy pijany i nie potrafił wyjaśnić, dlaczego podpalał.

Zalety i wady monitoringu

Jak już kiedyś pisaliśmy, kamery rozmieszczone zostały na podstawie mapy niebezpiecznych punktów w mieście, sporządzonej przez policję. Pracują całą dobę, siedem dni w tygodniu. – Dzięki informacji od Straży Miejskiej policja może szybciej podjąć interwencje i często przeciwdziałać większym zniszczeniom – chwali monitoring rzeczniczka policji.

Dzięki monitoringowi nie tylko zatrzymuje się wandali, ale również sprawców pobić lub kradzieży. Zdarza się też, że kamery rejestrują bójki (ustawki) gimnazjalistów.

Minusem monitoringu miejskiego jest niska jakość nagrań i psujące się kamery. Często, mimo zarejestrowania zdarzenia, nie można odkryć tożsamości sprawcy. I jeśli policja nie została zaalarmowana natychmiast, monitoring na niewiele się zdaje.

Bolesławianie skarżą się na wyłapywanie za pomocą kamer osób spożywających alkohol w miejscu publicznym. Te interwencje bywają oceniane przez mieszkańców jako zbyteczne, bo nierzadko dotyczą spokojnych obywateli. Najczęściej dotyka to młodych mężczyzn, których jedyną „zbrodnią” jest picie piwa. – Miałem taką przygodę ze Strażą Miejską – opowiada Artur. – Siedzieliśmy z kumplem na skwerku i piliśmy piwo. Wyszliśmy pogadać na dwór, bo jego mały synek spał, a mieszkają z żoną w kawalerce. Podjechali do nas strażnicy. Na wstępie powiedzieli, że mamy pecha, bo pijemy pod kamerą. Skończyło się mandatem.

(informacja: Grażyna Hanaf)