Kiedy przyjdą podpalić twój dom…

Kiedy przyjdą podpalić twój dom…
fot. Krzysztof Gwizdała Prezydent Roman zdawałoby się ma tak silną pozycję, że nie musi grać ofiary. A jednak prezentuje się jako ofiara brutalnej minionej kampanii. Czyżby grunt palił mu się pod nogami?
istotne.pl wybory, piotr roman, felieton

Piotr Roman, najmocniejszy kandydat tej kampanii, już w drugim wywiadzie skarży się na brutalne podpalenie, które dotknęło go cztery lata temu. Co prawda, pomyłkowo, jak dodaje, podpalono drzwi sąsiada, ale to Romanowi grożono, że jeśli zdecyduje się wtedy kandydować, to coś mu się stanie.

W wywiadzie z Alicją Burchardt-Kubów prezydent puentuje wywiad tą rewelacją. W wywiadzie z Danielem Biernatem zaczyna od niej swoją prezentację programu. Alicja troskliwie pytała prezydenta, czy się kampanii nie boi. A on odpowiadał, że z ust osób związanych z obecną opozycją już usłyszał groźby. Mówiono mu o kampania hakowej, o szykownych prowokacjach, zapowiadano brutalne starcie. Daniel zaczął więc swój wywiad, od pytania o haki szykowane przez przeciwników. Sugerując, że wszyscy kandydaci mogą być jak te owieczki bezradnie patrzące na wściekłe psy ze sztabów, chcące rozszarpać przeciwnika.

Obraz kampanii malowany przez prezydenta ma w tle brutalne podpalenia i przelewanie krwi niewinnego. Skąd ta retoryka, po co to wszystko? Gdyby jeszcze Dariusz Kwaśniewski, czy Dariusz Jancelewicz (kandydat Ziemi Bolesławieckiej) mieli wygląd Azji Tuchajbeja. Ale to dwóch eleganckich mężczyzn, z wyglądu łagodnych. Aparycją nie różniących się niczym od prezydenta. Czyżby trzymali żądne krwi hordy sztabowców w piwnicy?!

A może właśnie o to chodzi, że główni kandydaci Roman i Kwaśniewski nie różnią się od siebie? Możemy się kłócić, który z nich jest bardziej przystojny lub męski. Ale jeśli chodzi o programy, potencjał i przygotowanie do władzy – nie ma zasadniczych różnic. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że gdyby Kwaśniewski włożył okulary, zgolił wąsy i zasiadł w studio Azart-Sat, by wyjaśniać jakie inwestycje będzie realizował w mieście, większość telewidzów nie zauważyłaby, że prezydent się zmienił.

Różnice w pomyśle na zarządzanie Bolesławcem obu kandydatów są niuansami. Prezydent szybko zaprezentował się jako osoba pozyskująca ogromne sumy z Unii na inwestycje, bo Kwaśniewski jest specjalistą w tej dziedzinie. Obu zależy na strefie ekonomicznej i mieszkaniach dla bolesławian. Zarzuty opozycji wobec obecnego prezydenta są słabe. Piotr Roman traktuje je jak żądania rozkapryszonego dziecka. Służy zresztą do tego specjalna dramaturgia wywiadów z prezydentem. Prowadzący muszą grać rolę głupich opozycjonistów, którzy pytają Piotra Romana o oczywiste oczywistości. Prezydent tłumaczy im wtedy jak dzieciom w czym się mylą. I pani Burchard-Kubów, i pan Biernat są w tych rolach warci Oscara.

Dlatego jedną, jeśli nie jedyną strategią, jest walka na emocje. Kto jest lepszy, jako człowiek, a kto gorszy. Kto jest w stanie podpalić dom przeciwnika, a kto drży z obawy, że to się znów powtórzy. Ale mimo zagrożenia, mimo troski o rodzinę, prezydent Piotr Roman wystartuje. Bo… Bolesławiec jest najważniejszy?!

Dla mnie jest to jasna informacja. Kampania Romana nie będzie merytoryczna. Będzie emocjonalna. Walka na programy nie tylko byłaby nudna medialnie, co prezydent podkreśla mówiąc o niechęci do jałowych debat. Walka na programy zbyt wyrównałaby szanse głównego kontrkandydata. A tak mamy retorykę kreślącą obraz podstępnego agresora, który kąsa jak leśna żmija, z zaskoczenia i bezlitośnie. Ofiara Roman prosi elektorat o wsparcie, czyli o głosy.

Ja tego wszystkiego nie kupuję. Jako wyborca wolałabym Romana silnego merytorycznie. Sprawnego polityka, z którym musiałby się zmierzyć debiutujący w wyborach prezydenckich, równie mocny kandydat Kwaśniewski. Niech staną do równej walki i w niej uczą się siebie. Kruszą tak samo poglądy przeciwnika, jak i swój ogląd rzeczy oraz przekonania. Niech będą ostrzy, sprytni, mocni w argumentach i ich zbijaniu. Niech tworzą nowe scenariusze w zależności do rozwoju wypadków. Niech to będzie dobra gra fabularna na miarę XXI wieku. Nie chcę ani partii szachów, ani jatek niewinnych chrześcijan z początków naszej ery. Potrzebujemy osobowości na stanowisku prezydenta naszego miasta. Tę osobowość wykuwa się właśnie w wyborczej walce. Po to jest kampania. I niech temu służy.

Grażyna Hanaf