Stop politycznej hipokryzji

Stop politycznej hipokryzji
fot. Krzysztof Gwizdała Za bezpartyjnego fachowca od samorządu chce uchodzić obecny prezydent Bolesławca, który przecież… był partyjny. Jestem jednym z tych, który tę obłudę dostrzega – pisze Dariusz Kwaśniewski.
istotne.pl wybory, piotr roman, dariusz kwaśniewski

Zebrało się w naszym mieście kilka osób i gromko zawołało: „Stop partiom politycznym”! Sformułowali tezę na pierwszy rzut oka pociągającą: PARTIE są „be”, natomiast NIEPARTIE (stowarzyszenia) są „cacy”. Dlaczego? Tłumaczy nam to cierpliwie obecny prezydent Bolesławca, organizator spotkania, mówiąc: „Partie nie stawiają na pierwszym miejscu interesu mieszkańców, tylko stawiają swój czysto partykularny interes.” Mocne! Nie mówi rzecz jasna, o jaki „czysto partykularny interes chodzi”, nie rozwija swojej myśli. Zręcznie – w swoim mniemaniu – rysuje czarno-białą wizję świata, licząc kolejny już raz, że… „ciemny lud to kupi”. Bo czasu zostało niewiele – kilka miesięcy. A mieszkańcy (czytaj: wyborcy) muszą się dowiedzieć i uwierzyć, że partie nie dbają o ich interesy. A on niepartyjny prezydent zadba. Co prawda niepartyjny dopiero od jakiegoś czasu i nie wiadomo, ile jeszcze, ale obecnie NIEPARTYJNY.

Różnica pomiędzy partią a stowarzyszeniem jest niewielka – cel działania. Pamiętajmy, że partie polityczne są również stowarzyszeniami i że oba byty powstają w oparciu o tę samą ustawę. Czym więc różni się partia, powiedzmy Platforma Obywatelska czy Prawo i Sprawiedliwość, od lokalnego stowarzyszenia – nazwijmy je „Bolesławiec XXI”, „Powiat XXI” czy nawet „Dolny Śląsk XXI”? A tym np., że partia nie ukrywa, iż do realizacji programu (swojego pomysłu na organizację życia społecznego na poziomie gminy, powiatu, województwa czy wreszcie całego kraju) niezbędne jest zdobycie władzy. Bo władza, czyli możliwość podejmowania decyzji i ich wdrażania, pozwala ten program realizować. A lokalne stowarzyszenia bezpartyjnych fachowców o politycznych ciągotach? Nie! Oni nie! Oni brzydzą się władzy. Oni są „cacy”. Oni dbają… wyłącznie o interes innych! Kto śmie wątpić? Na pewno tylko jakiś bezwzględny „działacz partyjny”.

Zauważmy, że w statutach tych „niepartyjnych” stowarzyszeń znajdziemy wiele szczytnych (piszę to bez ironii) celów: działalność na rzecz rozwoju kultury, sportu, edukacji, czy wręcz całego miasta lub nawet ziemi takiej czy innej. Ale ani słowa o tym, że członkowie takich organizacji chcą być radnymi, starostami czy prezydentami. To ma się stać tak… mimochodem, niechcący, przy okazji.

Ciekawe, że za takiego bezpartyjnego fachowca od samorządu chce uchodzić obecny prezydent Bolesławca, który przecież… był partyjny. Co więcej, w charakterystyczny dla siebie, czyli pełen buty sposób, oświadczył swego czasu, że to nie on odszedł od Prawa i Sprawiedliwości, tylko Prawo i Sprawiedliwość odeszły od niego (ciekawe co na to lokalny PiS?). Ciekawe, czy nie żałuje tej decyzji. Poparł przecież otwarcie kandydaturę Jarosława Kaczyńskiego w ostatnich wyborach prezydenckich (a np. inny bezpartyjny polityk Rafał Dutkiewicz – nie). Jest więc w PiSie czy go nie ma? Jak jest z tą bezpartyjnością? I czy to obrzydzenie do partii politycznych nie wynika czasem z faktu, że w tej chwili ten i ów nie jest w żadnej partii, a wybory tuż tuż…

Jakież to pragmatyczne i wyrachowane. Przeciwstawianie niepartyjnych „uznanych nazwisk” innym osobom zaangażowanym w życie publiczne i dowodzenie, że pierwsi dbają tylko o innych, a drudzy tylko o siebie, jest obłudą. Słowa obecnego prezydenta są nieszczere a działania dwulicowe. Jestem przekonany, że większość mieszkańców Bolesławca to udawanie widzi. Jestem jednym z tych, który tę obłudę dostrzega i nie boi się o niej głośnio mówić. Dlatego podkreślam – stop politycznej hipokryzji!

Dariusz Kwaśniewski