Skończono wybory! Niech żyją wybory!

Skończono wybory! Niech żyją wybory!
fot. Krzysztof Gwizdała Wybory prezydenta kraju pokazały, że w Bolesławcu kandydat wspierany przez PO ma ogromne poparcie. Czy te sympatie przełożą się na wybór Kwaśniewskiego lub Romana jesienią?
istotne.pl wybory, piotr roman, dariusz kwaśniewski

W Bolesławcu popierany przez Platformę Obywatelską Bronisław Komorowski otrzymał 64,95% głosów, zaś Jarosław Kaczyński (Prawo i Sprawiedliwość) 35,05%. W jesiennych wyborach lokalnych będziemy mieć w mieście podobny podział na kandydatów obu partii. Dariusz Kwaśniewski to kandydat Platformy. Piotr Roman, choć dziś bezpartyjny, jest nadal kojarzony mocno ze swoją byłą partią Prawo i Sprawiedliwość. Czy sympatie elektoratów PO i PiS rozłożą się podobnie w lokalnych wyborach prezydenckich?

Odpowiedź mogłaby być prosta: nie. Ale biorąc pod uwagę to, że w wyborach prezydenta RP głosowaliśmy przede wszystkim przeciw kandydatowi PiS, a nie za kandydatem popieranym przez PO, może warto zastanowić się nad kwestią przyszłych sympatii partyjnych bolesławian.

Zachodnie województwa Polski, tak zwana Polka A – bardziej dostatnia i bardziej z Unią zintegrowana mentalnie – głosowała zdecydowanie przeciw ideologii PiS i stworzonej przez Jarosława IV RP, od której tak bardzo chciał się odżegnać w swojej kampanii. Na zachodzie Polski jego ryzykowna wolta z mówieniem o nowoczesności i miłości ponad podziałami z jednoczesnym robieniem oka do żelaznego elektoratu spod skrzydeł ojca Rydzyka, zupełnie mu nie wyszła. Chociaż w skali kraju wybory pokazały, jak wielkie poparcie ma kandydat grający w polityce na polskich kompleksach i fobiach.

Mimo że nie byliśmy zachwyceni Komorowskim, a jego kampania była gorzej niż mierna, poszliśmy na wybory i głosowaliśmy na niego przeciw Kaczyńskiemu. Analizy ogólnopolskie mówią o tym, że jednak hasło „Zgoda buduje” niosło coś więcej, niż pusty frazes. Dawało jakąś gwarancję na bezkonfliktową politykę spokoju. A hasło „Polska jest najważniejsza” groziło kolejnym budowaniem barykad przeciwko urojonym wrogom.

Czy ten sposób myślenia o partiach i ich ideologiach przenieść się może na lokalny grunt?

Piotr Roman rozstał się z PiS pod koniec 2007 roku. Jak mówił, w geście solidarności z Kazimierzem Ujazdowskim. – To bardziej PiS mnie potrzebował, niż ja PiS-u. Jeśli chodzi o tę przynależność, to ona miała swoje plusy i miała minusy. Znam parę osób, które nie zagłosowały na mnie dlatego, że startowałem z PiS-u – tłumaczył swoją decyzję w wywiadzie dla IstotneInformacje.pl Piotr Roman.

Mimo opuszczenia partii, w barwach której startował w wyborach samorządowych, Roman jest blisko elektoratu PiS, bo to jego żelazny elektorat. Dbałość o niego skutkuje hucznymi obchodami rocznicy ustanowienia Marii de Matias patronką miasta oraz zaanektowaniem oglądanej głównie przez starszych ludzi telewizji lokalnej. Wszelkie święta miejskie, gdzie prezydent jest głównym gościem, zapewnić mają głosy tych, dla których darmowy koncert przy piwie, a czasami przy darmowej porcji pieczonego prosiaka, jest wymierną atrakcją kojarzoną z przesłaniem: prezydent dał za darmo.

Kandydat PO, Dariusz Kwaśniewski, wyłonił się nam zimą z niebytu. I nie wydaje się, by on lub jego partia mieli jakiś dobry pomysł na reklamowanie kandydata na prezydenta wśród bolesławian. Jednak, jak już pisaliśmy, stoi za nim partia. Silnie popierana w mieście, o czym świadczą wybory prezydenckie.

Kwaśniewski wystartował z hasłem rozegrania kampanii prezydenckiej jak partii szachów. I na razie utknął chyba na obmyślaniu kolejnego ruchu, bo aktywność jego jest bliska zeru. Prawdą jest, że w ustach kandydata PO, a szczególnie Dariusza Kwaśniewskiego, deklaracje o spokojnej, bezkonfliktowej kampanii brzmią szczerze. Jednak Roman nie jest Kaczyńskim. Jego deklaracje pokojowych wyborów są równie prawdziwe. Wydaje się więc, że mamy takiego samego pata, jak w minionej kampanii, gdzie zgoda budowała, a Polska była najważniejsza. I wybieraliśmy nie treść idącą za hasłem, a treść produkowaną przez politykę dwóch partii.

Po wyborach prezydenckich uważam jednak, że wynik lokalnych wyborów wcale nie musi być ustalony z góry. Wszystko zależy od sztabu wyborczego Kwaśniewskiego. Jeśli taki w ogóle istnieje.

Dlaczego wynik jest nieustalony? Bo nie mam pewności, czy oddalony od Niemiec o niecałe 50 kilometrów Bolesławiec będzie głosował na prezydenta Polski B, związanego z PiS Piotra Romana. Czy darmowe festyny, baseny, chodniki i wiadukt show wystarczą, by wraz z żelaznym elektoratem zgarnąć głosy większości bolesławian? Nie wiem też, czy w końcu Kwaśniewskiemu, zdobywającemu pieniądze z Unii, uda się odnaleźć i własny charakter, i napisać konkretny program, który zainteresuje wyborców, którzy przed chwilą oddali głos na Komorowskiego. Tych, którzy wybrali Polskę bez wiecznego kaca przegranych wojen, bez kompleksów rozbiorów i ekonomiczno-cywilizacyjnych zapóźnień, bez ofiary Chrystusów Europy, bez wiecznego wspominania tragedii, jakie nas dosięgły oraz bez katolickiej powinności niesienia moralnych zasad zgniłemu zachodowi.

Skończono wybory! Niech żyją wybory! Możemy zakrzyknąć i liczyć na to, że sztaby kandydatów nie zrobią sobie wakacji i popracują, by pokazać, na ile poważnie traktują miasto i jego mieszkańców.

Grażyna Hanaf