Czy Platforma w Bolesławcu kwaśnieje?

Czy Platforma w Bolesławcu kwaśnieje?
fot. Krzysztof Gwizdała Rządzącemu w mieście Piotrowi Romanowi brak opozycji. Jedyna partia, która nią była, ma poważny problem, by stanąć na nogi po wyborach.
istotne.pl platforma obywatelska, dariusz kwaśniewski, karol stasik

Po wyborach samorządowych w zeszłym roku mówiło się, że choć Piotr Roman wygrał w mieście przeważającą ilością głosów, to Platforma Obywatelska obroniła powiat. Co niektórzy dodawali, że obroniła go z wielkim trudem. Mimo że Dariusz Kwaśniewski, kandydat Platformy na prezydenta, uzyskał znikome poparcie w wyborach (jak na tak dużą partię), bolesławiecka PO odtrąbiła zwycięstwo i – zdaje się – osiadła na laurach.

Prezydent podkreśla, jak dobrze pracuje mu się teraz z nową Radą Miasta na sesjach. W grudniu 2010 roku, po bezkolizyjnym uchwaleniu budżetu, Piotr Roman powiedział: – Tak właśnie sobie wyobrażam współpracę z obecną Radą Miasta. Na posiedzeniach komisji było dużo pytań, wątpliwości i propozycji, ale potrafiliśmy osiągnąć konsensus. To dobry prognostyk i dla tej Rady, i dla tego samorządu.

Ze sceny w Ratuszu zniknęli widowiskowy Bogusław Nowak oraz Cezariusz Rudyk, radni klubu Platformy zadający niewygodne pytania prezydentowi i będący widoczną opozycją. Świeżo upieczeni radni Wojciech KasprzykArkadiusz Krzemiński nie wydają się godnymi zastępcami swoich kolegów. Na sesjach zgodnie milczą.

Czy znacząca bolesławiecka partia, mająca wciąż spore poparcie, psuje się na naszych oczach?

Prezydent bez kaczki, Platforma z Donaldem

Podczas wyborów samorządowych w 2006 roku Piotr Roman witał odwiedzającego Bolesławiec Donalda Tuska z kaczuszką-przytulanką w dłoni. W grudniu 2007 roku opuścił Prawo i Sprawiedliwość. Posunięcie to przyniosło mu same profity. Piotr Roman podejrzewał trafnie, że w Bolesławcu dużo głosów z partią Kaczyńskich nie zdobędzie. – Znam parę osób, które nie zagłosowały na mnie dlatego, że startowałem z PiS-u – powiedział naszemu dziennikarzowi, komentując swój rozbrat z partią. Bez obciążeń wpadkami Kaczyńskiego, na własny rachunek kontynuuje teraz swój katolicko-narodowy program ideologiczny – Bolesławiecki Ośrodek Kultury nazywany jest przez niektórych Katolickim Centrum Ceramiki, bo tyle kościelnych imprez BOK-MCC obsłużył w kwietniu i obsłuży w maju tego roku.

Rozstanie z kaczuszką-przytulanką przyniosło Romanowi same korzyściRozstanie z kaczuszką-przytulanką przyniosło Romanowi same korzyścifot. KG

Bolesławiecka Platforma korzystała z ogromnej popularności, jaką miała partia matka. Jednak przed wyborami w 2010 roku popularność Tuska i jego partii spadła. Rozczarowanie społeczeństwa władzą wyczuwało się wyraźnie. Osoby działające w polityce od dawna (od czasów Unii Wolności) mówiły wprost o totalitaryzmie partyjnym. Piotr Roman zagrał wirtuozersko na tej nucie, maksymalnie się odpartyjniając. W wyborach startował z listy własnego bezpartyjnego komitetu z hasłem „Stop partiom politycznym w samorządzie”.

W trakcie kampanii Dariusz Kwaśniewski, kandydat Platformie, zauważył, że prezydent zagrywa sobie na bezpartyjnej nucie. Na naszych łamach napisał w felietonie:

A jaki ma być cel tego zabiegu? Przekonanie mieszkańców, że opozycja jest „be”! […] Próba budowania rzekomej opozycji: „złe partie” i „dobre niepartie”[…] jest próbą skierowania kampanii na boczne – niemerytoryczne – tory. Damy sobie i z tym radę. Ale uważam, że promowana idea wyższości stowarzyszeń (bez)partyjnych polityków nad partiami to chwyt, którego „lud Bolesławca” nie kupi. Bo nie jest ciemny.

Niestety Platforma Obywatelska rady sobie z tym nie dała i na felietonie się wtedy skończyło. Kwaśniewski starał się tak pięknie i godnie różnić, że przegrał z prezydentem, któremu nie stworzono żadnych przeszkód, by „wmówił” ludziom, że opozycja jest jednak „be”. Co więcej, prezydent przekonał bolesławian, że wcale opozycji nie potrzebują. Platforma została z Donaldem w nocniku.

Dariusz Pierwszy Przegrany

Kampania prowadzona przez Kwaśniewskiego i jego prawą rękę Cezariusza Rudyka była godna i piękna w ocenie ludzi, którzy cenią sobie ascetyzm, nirwanę i odosobnienie w himalajskich świątyniach buddyjskich. Dla osób, które chciały przejąć władzę i rządzić, musiała być pasmem niekończącej się frustracji.

Kwaśniewski na początku wystartował z werwą. Miał własny pomysł na kampanię. Miała być merytoryczna i stonowana, traktująca wyborców podmiotowo. Miały być spotkania, debaty, rozmowy. Brzmiało to idealistycznie, ale uczciwie. Niestety za słowami nie poszły czyny. Były głównie felietony, po których nikt tak naprawdę nie wiedział, czego Kwaśniewski w ogóle chce. Nie zadeklarował jasno i ostro podczas kampanii, że chce rządzić miastem. Był kandydatem na prezydenta i to miało się samo przez się rozumieć. Niestety wyborcy nie czytali między wierszami felietonów i się nie domyślili.

Czy Platforma Obywatelska w Bolesławcu potrzebuje pięknoduchów?Czy Platforma Obywatelska w Bolesławcu potrzebuje pięknoduchów?fot. KG

Kwaśniewski uplasował się w wyborach na trzecim miejscu. Pokonał go restaurator i były mim, zdecydowanie deklarujący chęć objęcia władzy w mieście. Człowiek bez zaplecza, bez konkretnego programu i niewiarygodny politycznie. Jego sukces pokazał, że ludzie jednak chcieli jakościowej zmiany i chcieli opozycji w stosunku do panującej władzy. Opozycji, która umiałaby może jedynie efektownie szarżować i mówić „nie, bo nie”, ale zmusiłaby władzę do refleksji, postawiłaby ją przed jakimś dylematem, czasami skłoniła do zmiany stanowiska.

Członkowie bolesławieckiej Platformy wybrali na swojego kandydata w wyborach prezydenckich osobę, która całkowicie zawiodła pokładane w niej nadzieje. Zmarnowała swój potencjał. Pięknoducha, który nie potrafił objąć przywództwa i nie był przeciwnikiem dla tak silnego polityka, jakim jest Piotr Roman. I albo sobie członkowie Platformy powiedzą to głośno i wyraźnie, albo nie ruszą z miejsca.

Ja tam wolę być starostą

Pozostali członkowie Platformy sprawiają wrażenie niezainteresowanych ani robieniem kariery politycznej, ani nawet przejmowaniem władzy. Młode wilki w radzie miasta, Kasprzyk i Krzemiński, dopasowali się do swoich starszych kolegów i włożyli kły do szklanek. Wojtek Kasprzyk odezwał się głośniej tylko jeden raz na sesji. Zainteresował się, czy drabina w BOK-MCC, na którą wszedł pracownik placówki, była dobrze umocowana. Na tym skończyła się dociekliwość młodych radnych z klubu Platformy. Dwaj inni radni PO, Andrzej CzeczutkaMirosław Sakowski, działają standardowo i poprawnie, nigdy specjalnie prezydentowi się nie przeciwstawiając.

Dla Platformy nawet szansa posiadania swojego posła nie okazała się atrakcyjna. Starosta Cezary Przybylski walczył o mandat poselski w 2007 roku. Zabrakło niewiele głosów. Kiedy w 2010 roku pojawiła się okazja, by wszedł na zwolnione przez kolegów-posłów miejsce, powiedział nie. I został w Starostwie.

Karol Stasik, szef partii w powiecie rozumie tę odmowę. – Dawniej naturalnym awansem dla lokalnego działacza było zostanie radnym, potem prezydentem lub starostą, a w końcu posłem. Teraz byli samorządowcy uciekają z ław poselskich. Przykładem jest poseł Zawiła, który startował na prezydenta Jeleniej Góry i po wygranej zrezygnował z Sejmu. Ludzie chcą działać dla społeczności, a nie być pionkami w partyjnych rozgrywkach. Cezary Przybylski jest szefem starostów województwa dolnośląskiego, członkiem zespołu rządowo-samorządowego. Zrobi więcej dla powiatu, jako starosta, niż jako poseł – przekonuje Stasik.

Oh! Karol

Za jeden z powodów przegranej Platformy w wyborach uważa się wysyp inwestycji w mieście za unijne pieniądze. Piękniejące planty, basen „Orka” oraz nowy budynek BOK-MCC były wizytówką prezydenta, pokazywały, że warto na niego oddać głos. Starostwo, choć również pozyskiwało dotacje unijne, nie miało tak spektakularnych inwestycji. Przebudowa ulic Karola Miarki oraz Żwirki i Wigury oraz Szpitalny Oddział Ratunkowy zostały przyćmione przez inwestycje prezydenta.

Innym powodem przegranej była z założenia pokojowa kampania. Szyki popsuł zbyt późno usunięty z klubu Platformy Bogusław Nowak. Wystartował w wyborach, skupił radykałów i wielu innych chcących zmian, a nie mogących liczyć na nie ze strony Platformy. I chociaż Nowak wystąpił przeciw rządzącemu prezydentowi, głosy zabrał Kwaśniewskiemu.

W Platformie tłumaczą, że nie wojowali, bo myśleli o powyborczej sytuacji, czyli późniejszym, bezkonfliktowym porozumieniu z Piotrem Romanem. Podobno prezydent kampanię sprzed pięciu lat przeżył ciężko. Uskarżał się na utratę zdrowia i kilku kilogramów. Nie chciano go krzywdzić w kolejnej „brutalnej” kampanii, by znów nie obraził się na członków Platformy.

Karol Stasik ma twardy orzech do zgryzienia. Przewodzi partii, która się sypie. I jako jedyna w mieście ma potencjał stać się zdrową opozycją dla rządzącego Piotra Romana. Stasik proponuje taktykę wprowadzenie demokracji od kuchni. W rozmowach, spotkaniach, negocjacjach, które toczą się zwyczajnym torem, w pracy samorządowej. Nie chce przerzucać się atrakcyjnymi dla opinii publicznej i mediów hasełkami. W takim aspekcie Kwaśniewski mógłby się wydawać idealnym liderem, a wycofanie się członków Platformy z ataków na Romana dobrym posunięciem.

Dlaczego sprawia to jednak wrażenie porażki i nasuwa myśl, że partia jest słaba? Dlaczego powoduje obawę, że Piotr Roman zrobi sobie teraz z miastem wszystko, co zechce?

Szef Platformy, Karol Stasik musi znaleźć taką drogę dla partii, by stanęła na nogi i stała się prawdziwą, silną opozycją dla prezydentaSzef Platformy, Karol Stasik musi znaleźć taką drogę dla partii, by stanęła na nogi i stała się prawdziwą, silną opozycją dla prezydentafot. KG

Stasik chce wrócić do zdrowych mechanizmów samorządności, gdzie jak mówi, mógł sobie pogadać o problemach, przedyskutować je, przekonać się do podejmowanych decyzji i przekonać do nich innych. Tak, by ludzie wykonywali z pełną świadomością postawione przed nimi zadania. Jest trochę zauroczony Kwaśniewskim i w nim widzi osobę, która reprezentuje jego ideę powrotu do demokracji w samorządzie.

Według Stasika, Kwaśniewski będzie kandydatem PO na posła w jesiennych wyborach parlamentarnych. Podobno jest pełen zapału i ma chęć zwycięstwa. I podobno ma duże szanse. Ale jak już wiemy, podobno w Sejmie jest się teraz tylko pionkiem, a w Starostwie zatrzymuje się ludzi wartościowych, bo zrobią więcej dla regionu na miejscu niż w Warszawie.

Możemy gdybać, czy decyzje Stasika są dobre i trafne. Jednak dla dobra demokracji życzylibyśmy bolesławieckiej Platformie, by stanęła mocniej na nogi i pokazała pazur. Aby nie skwaśniała do reszty.

Czy Platforma w Bolesławcu stanie się opozycją dla Romana?
nie
79.50
tak
20.50

(informacja: Grażyna Hanaf)