Klątwa katyńska?

Klątwa katyńska?
fot. Krzysztof Gwizdała Od wczorajszego ranka chodzę, podobnie jak chyba większość z nas, lekko ogłuszony. Poruszam się trochę jak we mgle, prawda dociera coraz mocniej, coraz dotkliwiej, choć jeszcze nie do końca…
istotne.pl katastrofa, felieton, smoleńsk, robert rosiński

Wiemy już, co się stało. Niewyobrażalna tragedia. „Niewyobrażalna” jest tu chyba najbardziej odpowiednim słowem. Czy ktoś, jeszcze dwa dni temu, był sobie w stanie TO wyobrazić?!!

Wszyscy wiemy już, co się stało. Dla mnie teraz najważniejsze jest jednak pytanie: Co będzie dalej?

Jak wielu z nas, spędziłem wczoraj sporo czasu wpatrując się z niedowierzaniem w telewizor, oglądając zdjęcia z lasu smoleńskiego i słuchając wielu wypowiedzi, wielu słów, które padały w najróżniejszych studiach. Te słowa przepojone były bólem, były to słowa często mądre i ważne… Wspominano tych, których od wczoraj już nie ma wśród nas. I nie będzie nigdy więcej. Więc tym bardziej ważne jest pytanie, które już raz zadałem: Co będzie dalej? Czy ta straszna, niewyobrażalna tragedia coś zmieni? Co zmieni się w nas, w naszym kraju?

Moja odpowiedź będzie niestety pesymistyczna. Bardzo się boję, że nie. Że niewiele się zmieni. Dlaczego tak myślę? Z wielu powodów, a jednym z nich jest fakt, że żyję już na tym świecie sporo lat, a wszystkie te lata spędziłem w Polsce. A przez ostatnie 20 lat dość uważnie obserwuję to, co się u nas dzieje i próbuję wyciągać wnioski. I nie chodzi tu tylko o tzw. politykę. Chodzi o coś znacznie szerszego – sięgającego głęboko w historię, nasze narodowe zalety, ale i przywary. No i wreszcie jest coś takiego jak analogia. Uczymy się poprzez analogie.

Wczoraj dość często w tych wypowiedziach, których słuchałem, wracano do wydarzeń sprzed pięciu lat. Pięć lat temu, niemal dokładnie, zmarł Jan Paweł II. Nasz Papież. Wszyscy pamiętamy te dni. Dni skupienia, modlitwy, smutku. Wtedy też padało wiele słów, mądrych słów – o potrzebie zmian, o potrzebie zjednoczenia narodu, ciągle tak głęboko podzielonego, o potrzebie pojednania. Pamiętamy te obrazki: morze święcących zniczy na krakowskich Błoniach, podobnie we wszystkich miastach w Polsce, twarze skupionych, modlących się w kościołach… I jeszcze taki jeden charakterystyczny moment: kibice dwóch od lat skłóconych ze sobą klubów krakowskich Wisły i Cracovii i ich oświadczenie: koniec z walką, koniec z nienawiścią, od tej pory pokój, robimy to dla Naszego Papieża. To było piękne!

I trwało bodajże tydzień. Po tygodniu z powrotem wzięli się za łby. Zresztą nie tylko oni. Po pół roku od tamtych wydarzeń przyszły wybory prezydenckie, potem parlamentarne, potem następne… i wszystko wróciło do „normy”.

Czy teraz będzie inaczej?

Obserwując zachowania naszych polityków – i tych na górze, i tych „naszych” lokalnych tu, na dole – przez te ostatnie pięć lat – bardzo wątpię.

Właśnie zbliżają się kolejne wybory – jedne, drugie. I bardzo chciałbym powiedzieć za te, powiedzmy, pół roku; bardzo chciałbym powiedzieć, że się dziś myliłem.

Zresztą nie dotyczy to tylko polityków. Kiedy się czyta rozmaite „fora dyskusyjne” w Internecie, pierwsze, co się rzuca w oczy, to niewyobrażalne (znów to słowo!) morze agresji, nienawiści, nietolerancji – takich słownych pomyj, które ludzie wylewają na siebie nawzajem, tak naprawdę bez żadnych istotnych powodów. Czy tu się coś zmieni?

Bardzo się boję, że nie…

A może jednak? A może stanie się cud? A może nareszcie coś pęknie w nas, coś się zmieni w naszej świadomości? Może przynajmniej spróbujemy inaczej?

Między innymi przez pamięć i szacunek dla tych, którzy wczoraj zginęli…

I może wtedy ta straszna tragedia nabierze jakiegoś głębszego sensu? Może wtedy skończy się wreszcie nasza narodowa klątwa?

Robert Rosiński