Sny o elicie

Sny o elicie
fot. Krzysztof Gwizdała Chcielibyśmy, by Rzeczpospolitą Polską rządzili mężowie stanu. Na nasze sny o elicie politycy odpowiadają jednak krótko: Spieprzaj dziadu…
istotne.pl jerzy zieliński, piotr roman, bogusław nowak, józef burniak, palant

Pochowanie prezydenta Lecha Kaczyńskiego w tak ważnym dla Polaków miejscu, jakim jest Wawel, ma mocny wydźwięk symboliczny. Reprezentant narodu otrzymał godne miejsce spoczynku. W ten sposób wyrażony został szacunek do wszystkich obywateli naszego kraju.

Kiedy Lech Kaczyński, po swej tragicznej śmierci, urastał z pozycji słabego prezydenta do rangi męża stanu, zrozumiałam, że jako naród potrzebujemy elit. Pragniemy na najwyższych stanowiskach ludzi godnych, z autorytetem, reprezentacyjnych. Bohaterów. Oddając bowiem głos w wyborach, powierzamy politykom również dobre imię dzielnicy, gminy, powiatu i kraju. O tym politycy zapominają najszybciej. Są źle wychowani, niekulturalni oraz odnoszą się do obywateli bez szacunku.

Splendor Wawelu nie spłynie i nie odmieni dzisiejszych polityków i urzędników państwowych. Weźmy przykład z naszego własnego podwórka. Sekretarz miasta Jerzy Zieliński, bez skrępowania, acz załamany żałobą narodową, wysłał obraźliwego SMS-a do swojego sąsiada i właściciela restauracji, Bogdana Nowaka. Zieliński nie mógł znieść tego, że w lokalu sąsiada odbywała się uroczystość ślubna. Mógł jednak zamiast tekstu „Jesteś bydlę” wysłać SMS-a kulturalnego o treści „Nie rań moich uczuć, uszanuj mój smutek”. Ten sam radny Nowak kilka miesięcy wcześniej odniósł się w obelżywy sposób do dyrektorki ośrodka kultury, Ewy Lijewskiej. Znamy też słynny tekst prezydenta Piotra Romana „Burniak to palant”.

Istnieje niewielka liczba polityków, urzędników czy radnych, którzy piastując swoje funkcje i stanowiska rozumieją, że to nie jest zwykła praca. Ważny urzędnik ponosi większą odpowiedzialność za swoje czyny, słowa i zachowanie, niż przeciętny obywatel. Jest reprezentantem wyborców. Dlatego nie ma znaczenia, że Piotr Roman wypowiedział obelżywe słowa o Józefie Burniaku poza oficjalnym nagraniem. Wcale nie przyjmuję do wiadomości, że sekretarz mojego miasta Jerzy Zieliński był już po pracy, kiedy wysyłał upokarzającego SMS-a do swojego kolegi. Nie robi na mnie wrażenia tłumaczenie radnego Bogusława Nowaka, że obrażał dyrektorkę Ewę Lijewską prywatnie, jako koleżankę.

Zwykłemu człowiekowi nie wolno wysyłać obraźliwych wiadomości tekstowych czy lżyć innych ludzi. Prezydentowi lub radnemu takie zachowanie dodatkowo nie przystoi. Są oni bowiem reprezentantami społeczeństwa. Mają obowiązek dbać o wspólny honor. A także o dobre imię Ojczyzny.

Kiedy oglądałam na YouTube słynne prezydenckie „Spieprzaj dziadu”, uderzyły mnie słowa obywatela zaskoczonego reakcją Kaczyńskiego. – Ale jak tak się można odzywać? Ja się grzecznie spytałem człowieka – powiedział obrażony przez przyszłego prezydenta Polski mężczyzna.

I ja Lecha Kaczyńskiego zapamiętam w ten sposób. Tam na ulicy, w kontakcie z wyborcami. Nawet pochowanego na Wawelu. I będę śnić o elicie. Dojrzałych mężach stanu, którzy będą umieli mnie reprezentować za swojego życia. Bo różnica między zwykłym obywatelem, a urzędnikiem państwowym jest taka, że wypowiedź obywatela świadczy tylko o nim, a wypowiedź wysokiego urzędnika świadczy o nas wszystkich i o naszym kraju.

Grażyna Hanaf