Czy kochamy swoje dzieci bić?

Czy kochamy swoje dzieci bić?
fot. sxc.hu Plakaty kampanii „Kocham, nie biję”, pokazującej metody wychowania bez agresji, znajdziemy w ośrodkach zdrowia i licznych urzędach. Prywatnie w domach panuje przekonanie, że bicie nikomu jeszcze nie zaszkodziło…
istotne.pl dziecko, przemoc

Karanie cielesne dzieci jest nadal podstawowym środkiem wychowawczym. Zmiana świadomości rodziców okazuje się jednym z trudniejszych zadań, jakie stoją przed państwem i wspierającymi go w tym zakresie stowarzyszeniami i organizacjami. Podczas niedawnego posiedzenia sejmu, posłowie głosowali nad poprawkami do ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Nowelizowana ustawa ma opinię zapisu kontrowersyjnego i burzącego rodzinny mir.

Nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie zakłada bowiem zmianę w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym. Chodzi o zakaz stosowania kar cielesnych, zadawania cierpień psychicznych i innych form poniżania dziecka. Byłaby to pierwsza regulacja prawna w Polsce odnosząca się wprost do zakazu krzywdzenia dzieci (Aneta Mościcka/lex.pl).

Czy zwróciłbyś uwagę rodzicom, którzy obrażają dziecko?
tak
51.85
nie
30.05
nie wiem
18.10

Nagle okazało się, że bicie dzieci podzieliło Polaków na dwa wrogie obozy. Powstały grupy zwolenników bicia (akcja „Kocham, nie wychowuję”) jak i zdecydowanych przeciwników („Bicie jest głupie”, NieBije.pl oraz „Kocham, nie biję”). Sprawa bicia dzieci budzi tak wielkie emocje, że stała się sprawą polityczną. Polityk teraz może wybrać, czy ma być poparty przez elektorat, który chce dzieci bić, czy przez elektorat, który bić swoich dzieci nie zamierza wcale.

A problemem jest bardziej złożony. Nie ma osoby, która chciałaby świadomie krzywdzić dziecko. Trudnością jest zmiana świadomości społecznej na temat sposobu wychowania potomstwa oraz tego, jak budować rodzicielski autorytet nowymi, nieznanymi metodami wychowawczymi.

Prawo ojca

Wychowywanie twardą ręką, zwłaszcza synów, to przywilej i obowiązek głowy domu – ojca. Biblia mówi: „Nie kocha syna, kto rózgi żałuje, kto kocha go – w porę go karci.” (Ks. Przysłów 13,24. wg Biblii Tysiąclecia). Najczęstszy argument za wychowywaniem twardą ręką brzmi: „Ja byłem bity i wyrosłem przecież na porządnego człowieka”. Trudno z takim argumentem walczyć, bo takiej osobie trzeba byłoby tak naprawdę powiedzieć, że była bita, nie jest porządna, bo jest skora do agresji, i ma niską samoocenę. Pytanie, jakie należałoby zadać takim ludziom, powinno brzmieć: „Czy bez bicia nie można wyrosnąć na porządnego człowieka”?

Niestety 85% rodziców w Polsce uznaje za dopuszczalne uderzenie dziecka ręką w pupę. Zaś ponad połowa (54%) dopuszcza możliwość kilkakrotnego uderzenia dziecka pasem (Badanie OBOP za Antyakcja BijmyDzieci.pl).

Prawo ojca – dziś mówimy rodziców – do karania fizycznego dzieci jest głęboko zakorzenione w naszej świadomości. Uważane jest za coś naturalnego. Często słyszy się, że dzieci potrzebują ojca, w kontekście że potrzebują, by ktoś je ukarał. Inaczej będą rozpuszczone i nieposłuszne.

Zakaz stosowania wszelkich kar fizycznych w stosunku do własnych dzieci budzi strach, że państwo zabiera jedyną szansę na wychowania dziecka w posłuchu i według reguł, które rodzic szanuje. Boimy się, że nie zapanujemy nad własnym potomstwem w świecie, który też wymyka się nam spod kontroli. Bicie wydaje się sprawdzoną metodą zapanowania nad dzieckiem i własną rodziną oraz jedyną drogą do zachowania autorytetu. Nic bardziej mylnego. Bicie podważa autorytet rodzica i w konsekwencji go niszczy. Powoduje, że dziecko nie zwróci się o pomoc do ojca, czy matki, a wybierze akceptujących go rówieśników. „Niewinny klaps” nie ma żadnej mocy edukacyjnej. Jest tylko wyładowaniem własnej frustracji i pokazaniem niemocy rodzica.

Dzieci potrzebują autorytetu, a nie twardej, bijącej ręki. Potrzebują wyznaczania granic, zakazów oraz kar. Nie potrzebują upokarzania, poniżania, psychicznego znęcania się. Inne metody wychowawcze wcale nie są nieefektywne lub trudniejsze. Są tylko inne. I na tym polega najtrudniejsza zmiana. Zmiana podejścia do starych praw i wprowadzenia nowego prawa wychowania dzieci bez agresji.

Bicie przy okazji – prawdziwa twarz przemocy wobec dzieci

Na podstawie procedury Niebieskiej Karty (procedura interwencji w sprawach przemocy domowej) w 2009 roku w powiecie bolesławieckim zanotowano 763 pokrzywdzone osoby, w tym 533 kobiety, 74 mężczyzn, 102 dzieci do 13 roku życia i 54 dzieci od 14 do 18 roku życia (dane Policji w Bolesławcu). Nie zanotowano bezpośredniej przemocy fizycznej wobec dzieci. Dziecko jest najczęściej obserwatorem. Widzi jak ojciec lub konkubent bije matkę.

Gdzie uzyskać pomoc lub zgłosić przemoc domową?

„Niebieska linia”
Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie
tel.801 1200 02


Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie
Boleslawiec, ul. Zwycięstwa 9
tel.75 73530 48
udzielanie informacji o możliwości uzyskania pomocy


Polski Czerwony Krzyż
Boleslawiec, Al. Tysiąclecia 30
tel.75 73803 47 (czynny całą dobę)
porady prawne i psychologiczne


Towarzystwo Przyjaciół Dzieci
Bolesławiec, ul. B. Chrobrego 2a
tel.75 73247 47


Stowarzyszenie Przeciw Przemocy „Razem”
Bolesławiec, Widok 1B
tel.75 73258 98


Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej
Bolesławiec, ul. Cicha 7
tel.75 64578 23


Gmina Gromadka
Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej
ul. Szkolna 18
tel.75 73823 42


Gmina i miasto Nowogrodziec
Miejsko Gminy Ośrodek Pomocy Społecznej i Punkt dla Ofiar Przemocy
ul. Lubańska 42a
tel.75 73163 79


Gmina Osiecznica
Gminny Ośrodek pomocy Społecznej
ul. Lubańska 43
tel.75 73125 11


Punkt Porad Psychologicznych
Zespół szkół w Osiecznicy
ul. Lubańska 35 (pokój pedagoga)


Gmina Warta Bolesławiecka
Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej
Warta Bolesławiecka 40 c
tel.75 73893 38

Główną formą przemocy jest zaniedbywanie dzieci przez rodziców. Rodzice najczęściej są pod wpływem alkoholu lub narkotyków i nie potrafią zapewnić dziecku podstawowej opieki. Takie dzieci przenosi się do rodzin zastępczych lub ośrodków opiekuńczych. Funkcje rodzin zastępczych pełnią członkowie najbliższej rodziny, często dziadkowie, którzy również nadużywają alkoholu i popełniają te same błędy wychowawcze w stosunku do wnuków, co do własnych dzieci-rodziców.

Zaniedbywane dzieci mają swoje nawyki przetrwania. Ubierają się na zapas, bo nie wiedzą, jak długo zostaną poza domem lub nie będą mogły do niego wejść. Również najadają się na zapas. Kiedy w ośrodkach socjalnych uczestniczą w pogadankach o przemocy i pytane są o jej definicje, wymieniają przedmioty, którymi są bite: pas, kabel, pręt, sznur. Pracownice socjalne mówią, że bicie idzie zawsze w parze z zaniedbaniem, jest przy okazji. Brak umiejętności zajęcia się dzieckiem skutkuje uderzeniem. Najczęściej jest wyładowaniem na dziecku frustracji rodzica.

Równie często dochodzi do przemocy psychicznej. Są to krzyk i groźby: „Utopię cię w stawie”, „Zakopię trzy metry w ziemi”, „Rozwalę ci łeb o ścianę”. To obietnice, które słyszą dzieci od swoich rodziców. Przemoc w rodzinie w stosunku do dziecka jest też często wspólną tajemnicą ofiar. Bywa tak, że bijący ojciec jest jedynym żywicielem. Dziecko jest zobowiązywane przez matkę do milczenia, bo „kiedy policja zabierze tatusia, nie będzie pieniążków na życie”.

Bite dzieci nie mają poczucia własnej wartości. Same uważają się za gorsze. Są przekonane, że zasługują na takie traktowanie. Więcej, uważają, że złe relacje z rodzicem to normalne zachowanie. Powielają je więc w dorosłym życiu, uważając wręcz, że ten kto nie bije, nie kocha. I tak przemoc przekazywana jest z pokolenia na pokolenie.

Kocham, nie reaguję

Pomimo że przemoc w rodzinie, nagłaśniana przez media, jest tematem gorącym, społeczeństwo nie reaguje na akty przemocy wobec dzieci. Kierownik dzielnicowych KPP w Bolesławcu, Andrzej Pyszka mówi, że nie było przypadku w ciągu 4 lat, by sąsiad zgłosił się na policję z informacją, że był świadkiem przemocy i może na ten temat zeznawać. Nadal w społeczeństwie obowiązuje zasada, że sprawy rodziny należą do rodziny. Na policję dzwoni ofiara: mąż, żona lub konkubenci.

Sąsiadami może kierować obawa, że ofiara wycofa oskarżenia i to na świadku skupią się konsekwencje. To ofiary muszą znaleźć w sobie minimum siły, by walczyć o swoje dobro. Często po awanturze, kiedy kat obiecuje poprawę, albo wywiera inną presję, często ekonomiczną (jedyny żywiciel), oskarżenie jest wycofywane.

Pracownicy Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Bolesławcu mówią, że osobami, które mogą najwięcej zauważyć, najbardziej pomóc dziecku, są nauczyciele. Wychowawcy klas i nauczyciele wf-u. Nauczyciel wychowania fizycznego może obejrzeć dziecko ubrane w krótkie spodenki i koszulkę. Dlatego najłatwiej mu zauważyć siniaki czy ślady po biciu. Wychowawca może dziecko obserwować w grupie i zauważyć niepokojące zachowania.

Niestety problem ze szkołami polega na tym, że to ciągle łut szczęścia, czy dziecko, wobec którego stosowana jest przemoc, trafi na ludzkiego i wrażliwego nauczyciela, czy nie. Nie ma na razie żadnego efektywnego mechanizmu, by nauczyciele uznawali za priorytet reagowanie na przemoc w rodzinie. Postępowanie szkół jest zatem skrajne. Albo wzorowo pomagają dziecku, albo unikają przez sześć lat problemu, aż dziecko wyjdzie z podstawówki. Problem przejmuje wtedy inna placówka. Gimnazjum. Wtedy jednak na pomoc jest najczęściej za późno. Wśród nauczycieli, jak w społeczeństwie, też pokutuje przekonanie, że nie ingeruje się w sprawy rodziny, nawet kosztem cierpienia dziecka.

Tylko na reklamowym spocie „Kocham, reaguję” Ania Przybylska jest w stanie zwrócić uwagę wielkiemu jak szafa tacie-dresiarzowi, który krzyczy na synka w parku. W rzeczywistości nikt nie odważy się zwrócić uwagi rodzicom, którzy wyzywają swoje dzieci.

– Jesteś idiotką, że tak robisz? – pyta córkę kobieta w kolejce do kas w supermarkecie. Nikt nie reaguje.

– Ty debilu, stój! – drze się tato za synem na parkingu przed sklepem. Taki sam brak reakcji.

Dlaczego nie podchodzimy do tych rodziców, jak dzielna Przybylska, i nie dajemy im bury? Bo jesteśmy nauczeni, że nie można ingerować w to, jak ktoś wychowuje dziecko. I nie chcemy brać na siebie czyichś kłopotów, mając pod dostatkiem własnych. I to przekonanie będzie najtrudniejsze do zmiany.

Jak można uderzyć takiego ślicznego bobaska?

Na reklamowych spotach kochający rodzice przytulają piękne maluchy, które są szczęśliwe, bo nie są bite, a kochane. Wtedy w każdym z nas pojawia się pytanie trochę infantylne: jak można uderzyć takiego ślicznego bobaska? Można. Można go nawet skatować na śmierć. Dojrzałe pytanie brzmi: co zrobić, by państwo mogło, a społeczeństwo chciało temu przeciwdziałać? Nie ma mądrych, a trzeba podjąć konkretne działania. Według statystyk problem z przemocą ma połowa rodzin w Polsce. Można się kłócić z liczbami, ale nie da się zaprzeczyć rzeczywistości. Bicie dzieci jest uznawane przez społeczeństwo za pozytywną metodę wychowawczą. Walczymy o prawo dawania „niewinnego klapsa” jak o niepodległość. Jednocześnie nie mamy wypracowanych mechanizmów, które pozwalałyby przeciwstawić się przemocy. Ani w naszych domach, ani w domach najbliższej rodziny czy u sąsiadów. Tak naprawę najlepiej zacząć od siebie. To zmiana sposobu myślenia.

Każdy powinien zadecydować sam, co o tym myśli. Ta sprawa dotyczy naszych dzieci. Mamy wpływ na niewiele rzeczy. Nie wiemy, co zrobi nasze dziecko ze swoim życiem. Nie mamy wpływu na to, jak zostanie w świecie przyjęte, co złego, czy dobrego zrobią mu inni. Możemy tylko lub aż nie uderzyć go, gdy zacznie mieć swoje własne zdanie, gdy zacznie budować swój charakter i badać granice swych możliwości. Jako rodzice możemy nauczyć go szacunku do samego siebie.

(informacja Grażyna Hanaf)

Zobacz także

Kocham, nie biję