Myśliwi zabili domowego psa

Myśliwi zabili domowego psa
fot. Czytelniczka Członkowie jednego z bolesławieckich kół łowieckich zastrzelili psa w Bolesławicach. Sprawą zajmuje się prokuratura rejonowa.
istotne.pl prokuratura, pies, myśliwy

Do zdarzenia doszło w październiku ub.r. w Bolesławicach. Pani Jadwiga wraz z rodziną wracała z popołudniowego spaceru. Było jeszcze jasno. Gabi, rasowy owczarek niemiecki, biegała po polu bez kagańca. – Była bardzo łagodnym psem, miała rewelacyjne geny – opowiada kobieta. – Od szczeniaka wychowywała się z dziećmi. Sąsiedzi i znajomi śmiali się, że była dla nas jak córka.

Pech chciał, że w pobliskim lesie miało miejsce polowanie. Na pole wybiegła spłoszona sarna. Gabi, wiedziona instynktem, zaczęła ją gonić. – Nigdy wcześniej czegoś takiego nie robiła – podkreśla pani Jadwiga.

fot. Czytelniczka

Po chwili rodzina usłyszała dwa strzały, a potem kolejne dwa. Pies padł martwy. – Myśliwi strzelali w stronę pól, nie w stronę lasu. O tej porze spacerują tam ludzie, mogły się tam bawić dzieci. Co, gdyby któryś ze strzelających był pijany? Mogłoby przecież dojść do tragedii – mówi mieszkanka Bolesławic.

Kobieta twierdzi, że jeden z myśliwych błyskawicznie odjechał z miejsca zdarzenia. Mężowi pani Jadwigi udało się porozmawiać jedynie z drugim ze strzelających. – Czy to pan zabił naszego psa? – zapytał. W odpowiedzi usłyszał: – Nie, ja tylko dobiłem.

– Ten pan nie chciał nam powiedzieć, kto zastrzelił Gabi – relacjonuje pani Jadwiga. Małżeństwu wyjaśniono tylko, że suczka została potraktowana jak pies kłusujący. – Tyle że ustawa o ochronie zwierząt mówi o tym, że myśliwy ma prawo zastrzelić psa, gdy zwierzę wykazuje oznaki zdziczenia – podkreśla kobieta. – Gabi była zadbana. Fakt, nie miała kagańca. Ale była szalenie łagodnym psem. Poza tym biegała w szczerym polu. Wilczury przecież muszą mieć możliwość wybiegania się.

fot. Czytelniczka

– Przez tydzień byłam w rozsypce – żali się mieszkanka Bolesławic. Swoim synkom powiedziała, że Gabi zaginęła (dopiero niedawno wyjawiła im prawdę). Jeden z chłopców zniósł to bardzo źle. Kazał pani Jadwidze szukać Gabi w lesie, zrywał się w nocy. Któregoś dnia zapytał z wyrzutem: – Mamo, czemu się uśmiechasz? Czyżbyś zapomniała o Gabi?

Rodzina pani Jadwigi chce na wiosnę przygarnąć kolejnego pieska. – Tyle że teraz będę się bała z nim wyjść – wyznaje kobieta. – Chciałabym, żeby myśliwi naprawdę dobrze się zastanowili, zanim po raz kolejny sięgną po broń.

Skontaktowaliśmy się z jednym ze strzelających (tym, który miał dobić Gabi). Nie chciał rozmawiać o szczegółach sprawy. Podkreślił jedynie, że żaden z myśliwych nie uciekał z miejsca zdarzenia, a właściciele czworonoga powinni byli trzymać go na smyczy. Dodał też, że skonsultował się z prawnikiem. Ten zaś zapytał, czy koło łowieckie zawiadomiło prokuraturę o akcie kłusownictwa. – Współczuję tym państwu jako osoba prywatna – podkreślił mężczyzna. – Dwa razy w życiu słyszałem, jak psy rozszarpują sarnę. Ale naprawdę nie chciałem zastrzelić tego zwierzęcia. Oddaliśmy najpierw strzały ostrzegawcze. Pies na nie, niestety, nie zareagował.

fot. Czytelniczka

Mężczyzna zaznaczył, że to nie jest tak, że myśliwi są mordercami, że nie mają sumienia. – Strzelanie do zwierząt nie sprawia mi frajdy, wolę je obserwować, dokarmiać – powiedział. – Robienie z myśliwych barbarzyńców jest nie na miejscu.

Postępowanie w tej sprawie prowadzi bolesławiecka Prokuratura Rejonowa. Czy komuś zostaną postawione zarzuty – okaże się na początku lutego. Do tematu wrócimy.

(informacja GA)