Oszustka podająca się za mężczyznę skazana

Oszustka podająca się za mężczyznę skazana
fot. GH Małgorzata W. spod Krotoszyna cztery lata okłamywała bolesławiankę, że jest mężczyzną, wyłudzając ponad 400 tys. złotych. Dorota Jaróg nie była jedyną, która nie rozpoznała w Małgorzacie kobiety.
istotne.pl oszustwo, dorota, jaróg, miłość

Bolesławianka Dorota Jaróg przez cztery lata wysłała pawie pół miliona kobiecie podającej się za mężczyznę. Małgorzata W., oszustka z Raciborowa koło Krotoszyna, rozkochała ją w sobie i korzystała z tych pieniędzy. Do dnia, w którym poszkodowana nie miała już zdolności kredytowej. Tonąc w długach, zaczęła odmawiać pożyczek. Kiedy znajomy Małgorzaty W. (prawdopodobnie namówiony przez nią) nie przekonał Doroty do przesłania kolejnej sumy, postanowił odkryć przed nią straszną prawdę. Wyznał, że ukochany, który obiecywał miłość po grób, jest kobietą, wykorzystującą ją bez skrupułów (patrz materiał „Miłość na kredyt”).

Dorota Jaróg zgłosiła oszustwo na policję latem ubiegłego roku. W środę, 8 grudnia jeleniogórski sędzia Marek Buczek wydał wyrok. Zdaniem sędziego oszustwo było wyrafinowane i zaplanowane. Skazaną oceniono jako osobę ze skłonnościami do emocjonalnej manipulacji, zaspakajającą swoje potrzeby bez uwzględniania uczuć innych osób. Małgorzata W. została skazana na 2 lata i 2 miesiące pozbawia wolności. Bolesławiecka prokuratura jest zadowolona z wyroku. Na razie nie jest on prawomocny, obrona zapowiedziała apelację.

Kiedy Dorota Jaróg zainteresowała oszustwem prasę i o sprawie zaczęło być głośno, do gazety „Rzecz Krotoszyńska” zgłosiła się Katarzyna S. Była ona wymieniona w jednym z artykułów jako bliska przyjaciółka Małgorzaty W. Katarzynie oszustka przedstawiła się jako Oskar Bartosz Samujłowicz, a oszukiwana (nawet podczas bezpośrednich spotkań) nie odkryła w niej kobiety.

Portret emocjonalnej szantażystki

Dorota Jaróg „ukochanego”, któremu wysłała prawie pół miliona złotych, mogła zobaczyć po raz pierwszy na sali rozpraw latem tego roku. Proces trwał od lutego i na trzech pierwszych posiedzeniach Małgorzata W. nie pojawiła się. Przyjechała na czwartą z kolei rozprawę, możliwe, że przestraszona przez dziennikarkę, która przeprowadzała z nią wywiad. Podczas rozmowy wyjaśniła jej, że ukrywanie się i nieobecność na rozprawach jedynie jej zaszkodzi. Oskarżona starała się ukryć w szpitalu psychiatrycznym, potem miała kontuzje i urazy niepozwalające jej dotrzeć na rozprawy. Wyjaśniała też swoją nieobecność brakiem środków na dojazd do Jeleniej Góry. Nigdy nie podjęła stałej pracy zarobkowej i jest na utrzymaniu rodziców.

Na rozprawę w lipcu spóźniła się. Sędzia rozpoczął bez niej i wszyscy wstrzymali oddech, kiedy weszła na salę. Dorota Jaróg nie była w stanie na nią spojrzeć. Czuła nienawiść. Małgorzata W. wyglądała jak chłopak i tak była ubrana. Nylonowa prosta koszula, jasne jeansy i sportowe buty. Strój prosty, nie podkreślający kobiecych walorów. Fryzura krótka, męska. Kolczyki w uchu i w okolicy ust nie zmieniały wrażenia, że można Małgorzatę pomylić z młodym chłopakiem.

Małgorzata W. podczas jedynej rozprawy na którą przybyła, nie złożyła zeznań i odmówiła odpowiedzi na pytania. Była milcząca, wycofana, jakby cała sytuacja nie dotyczyła jej osobiście. Chociaż ona też na żywo zobaczyła Dorotę po raz pierwszy, to z kamienną twarzą wysłuchała jej zeznań. Czasami, kiedy poszkodowana opisywała szczególnie zawile historie i wprost mówiła o oszustwie, Małgorzata sprawiała wrażenie osoby, która chce lepiej usłyszeć interesujące ją zdanie. Nie można było też odkryć, czy zrobiło na niej wrażenie wyznanie Doroty, która przed sądem powiedziała, że głęboko i szczerze zakochała się w Szymonie – mężczyźnie, za jakiego podawała się Małgorzata. Nie przyznając się do zarzucanych jej czynów, potwierdziła jedynie to, co powiedziała przesłuchiwana przez policję. To Dorota Jaróg chciała, by przedstawiła się jej rodzinie, jako mężczyzna.

Obrona na lesbijkę

Małgorzata W. nie udzielała wywiadów prasie chętnie. Ale i tak z dziennikarzami była rozmowniejsza niż z Wysokim Sądem. Januszowi Jarosowi, dziennikarzowi „Głosu Wielkopolskiego” opowiedziała, że obie z Dorotą wyznały sobie, już na początku znajomości, lesbijką miłość. Miał to być dla 21-letniej wtedy Małgorzaty pierwszy uczuciowy związek ze starszą od niej prawie10 lat kobietą. Wysyłanie pieniędzy zaproponowała, według oszustki, sama Dorota, by ten związek utrzymywać. I to Dorota miała nalegać, by Małgorzata udawała mężczyznę przed jej rodziną.

Adwokatka i Małgorzata W. przed salą rozprawAdwokatka i Małgorzata W. przed salą rozprawfot. Grażyna Hanaf

Małgorzata W. miała się w tym związku bardzo męczyć, bo Dorota wciąż do niej wydzwaniała i oferowała coraz to większe sumy pieniędzy. To miało doprowadzić oszustkę do rozstroju nerwowego. Nie wiedziała sama, czy jest kobietą, czy mężczyzną. Rozpiła się i musiała leczyć. Pieniądze przyjmowała prawie z przymusu. W końcu zakochała się w innej dziewczynie, z którą zaczęła się spotykać. Dorota miała pójść na policję z zazdrości.

Kropla prawdy w morzu kłamstw

Okazało się, że Małgorzata tylko w jednym nie minęła się z prawdą. Rzeczywiście w Raciborowie widywano ją często z dziewczyną. Siostra Małgorzaty, Ewa, przekazała prasie informacje o problemach z identyfikacją płciową siostry. Małgorzata, według siostry, mówiła czasami, że wolałaby by być mężczyzną. Siostra zasugerowała nawet, że dziewczyna, z którą Małgorzata spotyka się od kilku miesięcy, może być nie tylko jej partnerką, ale i osobą, z którą siostra podzieliła się wyłudzonymi pieniędzmi.

Posądzona o to Katarzyna S. wysłała list z wyjaśnieniami. Ukazał się on w „Rzeczy Krotoszyńskiej”. Katarzyna przyznała się w nim do spotkań z Małgorzatą, a właściwie z Oskarem Bartoszem Samujłowiczem, za jakiego Małgorzata się podała. Oskar twierdził, że mieszka w Krotoszynie. I tak jak Dorotę okłamywał Katarzynę, opowiadając łzawe historie o chorym ojcu i nieżyjącej matce. Katarzyna oświadczyła, że nigdy nie zorientowała się, że Oskar nie jest mężczyzną. Opisała go jako osobę o męskiej sylwetce, bez biustu i z lekkim wąsikiem. Chłopak, jak stwierdziła, kilka razy odwiedził ją w domu i wciąż wysyła jej smsy, podpisując się męskim imieniem.

Kiedy dziennikarze „Rzeczy Krotoszyńskiej” skontaktowali się z Małgorzatą i zapytali ją o tę znajomość, zaprzeczyła, że udawała mężczyznę. Potwierdziła jednak, że Katarzyna jest jej znajomą. Przyznała się także do przyjmowania pieniędzy od Doroty Jaróg, jednak oświadczyła, że wydawała je sama.

Gdzie jest pół miliona?

To jednak nie tajemnica płci Małgorzaty W. jest najciekawsza, a to, jak i z kim wydała prawie pół miliona przesyłane jej w ratach przez boleslawiankę. Małgorzata W. w wywiadzie dla „Głosu Wielkopolskiego” powiedziała, że to nie mogło być aż tyle pieniędzy i gdyby wiedziała, że to z pożyczek, to za „Chiny Ludowe” by ich nie przyjęła.

Z relacji dziennikarzy, którzy rozmawiali z mieszkańcami Raciborowa, biedna i wielodzietna rodzina Małgorzaty W. miała w ostatnich latach okres prosperity. Wyremontowali mieszkanie w czworakach, gdzie mieszkają. Dobudowali łazienkę, wymienili meble na nowe. I podobno zamienili małego Fiata na Nissana. Zaczęli też zapraszać znajomych na częste grillowanie. A pod ich dom podjeżdżać zaczął bus kurierski z zamawianymi paczkami.

Dorota JarógDorota Jarógfot. Grażyna Hanaf

Dorota Jaróg wygrała sprawę w procesie karnym, ale nie ma najmniejszych szans na odzyskanie swoich pieniędzy. To ona podpisała wszystkie umowy z bankami. Ona musi spłacić zaciągnięte kredyty. Małgorzata W., która za oszustwo z premedytacją pójdzie do więzienia, nie naprawi szkody, jaką wyrządziła.

(informacja Grażyna Hanaf)