Bo basen był za mały

Bo basen był za mały
fot. Krzysztof Gwizdała Nowi kandydaci na prezydenta muszą przekonać wyborców, że będą lepsi od sprawującego od ośmiu lat władzę gospodarza. Robią to nieprofesjonalnie, opierając się na przyjacielskich radach i koncentrując się głównie na krytyce inwestycji w mieście.
istotne.pl wybory, polityka

Kandydatów mamy sześciu. A właściwie mamy prezydenta i pięciu kandydatów, którzy muszą go pokonać. Dariusz „Tiger” Michalczewski powiedział kiedyś przed walką mistrzowską o swoim przeciwniku: – Ja już jestem mistrzem, to on się musi postarać, by odebrać mi tytuł.

Pięciu kandydatów właśnie tej sztuki musi dokonać. Jak to robią? Albo potępiają w czambuł wszystko, co ma znak firmowy Piotra Romana, albo stosują krytykę à la pochwalną, zaczynającą się od słów: Piotr Roman to dobry prezydent, ale…

Krytyka totalna powoduje, że zaczyna się czuć sympatię do ofiary ataków. Krytyka à la pochwalna przekonuje, że Piotr Roman naprawdę jest dobrym prezydentem. Używając terminologii szachowej, wylansowanej przez jednego z kandydatów, można uznać, że sytuacja przeciwników jest patowa. A Piotr Roman do tej pory spokojnie czeka na ostateczną rozgrywkę, kiedy do urn spłyną kartki, nie tracąc nic ze swego autorytetu.

Łże-inwestycje

Do inwestycji przeprowadzonych w mieście za kadencji Piotra Romana kandydaci mają stosunek różny. Ogólnie starają się przekonać wyborców, że nie wszystko złoto, co się świeci, zwłaszcza jeśli ten blask przypisuje sobie Piotr Roman.

Według kandydatów, są inwestycje bardzo złe albo takie, które mają jedynie wiele mankamentów. Do najgorszych należy fontanna. Zdecydowanie ten niewinny wodotrysk, który gromadzi wokół dzieciaki z rodzicami, ma najgorsze notowania. Wiele osób nie lubi fontanny tylko dlatego, że kojarzy im się z Piotrem Romanem, i ignoruje to, że kiedy fontanna została włączona, była największą atrakcją Rynku. Dla niej przychodzili mieszkańcy w upalne dni. Spełniła więc swoją funkcję, Rynek dzięki niej zaczął żyć. Kostce w Rynku też się oberwało. Głównie za to, że kobiety niszczą na niej obcasy. Rewitalizacja miasta ma złe notowania, bo miasto jest rozkopane, kostki granitowej zbyt dużo i w ogóle wszystko jest za drogie. Basen, czy jak kto woli – aquapark, ma ciut lepsze opinie. Ogólnie wspaniale, że powstaje, ale za późno i jest za mały i bez dużego parkingu i za bardzo w środku miasta. Międzynarodowe Centrum Ceramiki jest zbyt mało międzynarodowe i o mały włos mogła w nim powstać samorządowa restauracja, która miała zniszczyć przedsiębiorców w mieście (głównie z branży restauratorskiej). Najlepiej odbierany jest Dom Spokojnej Starości. Chociaż mógłby być ciut większy i ciut bliżej miasta.

Poplecznicy jednego z kandydatów nazywają prezydenta Bobem Budowniczym. Większej pozytywnej reklamy nie można już chyba zrobić kontrkandydatowi. Bob to sympatyczna postać z bajki, starająca się pracować jak najlepiej, mająca zawsze dobre pomysły, a do tego przyjacielska. Dzieci za nią przepadają. Jednak bolesławiecki Bob, kiwają palcem kandydaci, zrobił nam złe inwestycje w mieście, które dzieciom mają się wcale nie podobać.

Dług zły

Miasto jest zadłużone. Zadłużenie jest tragicznie duże. Ponad 70 milionów złotych. Piotr Roman do tego dopuścił. Tyle z tłumaczeń kandydatów można zrozumieć. Potem celowość zaciągnięcia długu i jego realne zagrożenie dla miasta (jeśli takie istnieje) gdzieś się rozmywa. Na blogu jednego z kandydatów pod hasłem „Po pierwsze długi” czytamy: „Wspomniany […] wątek zadłużenia miasta i poglądów wiceprezydenta Ogrodnika na sprawy zadłużenia (twierdzi on […], że mimo 71 milionów prognozowanego przez Regionalną Izbę Obrachunkową zadłużenia miasta na koniec roku bolesławianie mogą spać spokojnie) to przykład sposobu patrzenia na Bolesławiec obecnych władz”. Potem kandydat zajął się analizą osobowości Ogrodnika, niczego więcej na temat długu nie wyjaśniając.

Na blogu innego kandydata sprawa jest ujęta równie krótko. Kandydat podaje kwotę zadłużenia: 71 milionów złotych i dodaje „Bieżąca sytuacja finansowa miasta opisana została syntetycznie w tabeli na stronie nr 11 w/w zarządzenia [chodzi o uchwałę Rady Miasta i zarządzenie prezydenta – przyp. autorka], więc nie będę jej streszczał”. Dopiero we wpisie pod tytułem „Mądrze… albo mniej mądrze, czyli UE i 70 baniek w plecy” autor wyjaśnia, że inwestycje są złe. Dlatego i dług jest zły. Wszystko robione było po to, by prezydent zabłysnął przed wyborami i wygrał po raz trzeci. Pieniądze wydano więc na reelekcję, kosztem jakości i rzetelności.

Czy takie tłumaczenie przekona wyborców, którzy już zaczynają korzystać z części inwestycji? W Międzynarodowym Centrum Ceramiki pracownie pękają w szwach. Na warsztaty filmowe, ze świetnie wyposażoną pracownią, zgłosiło się osiemdziesięciu chętnych. Otwarcie basenu będzie na pewno wielką sensacją, tak jak zamontowanie w samorządowym kinie projektora 3D. Za chwilę rodziny zaczną spacerować po piękniejących w oczach plantach. I jeśli jakiś kandydat im powie, że właśnie na to się zadłużyliśmy, większość z nich odpowie, że to dobrze.

Przyjacielskie sztaby wyborcze

Piotr Roman buduje swój elektorat poprzez inwestowanie w miasto. Można się spierać: lepsze czy gorsze. Nic innego nie będzie robił jego ewentualny następca. Ale ma być przecież lepiej, jak deklaruje jego pięciu kontrkandydatów. Pytanie brzmi: lepiej dla kogo? Oczywiście dla mieszkańców. A czy jakikolwiek komitet zbadał nastroje i oczekiwania mieszkańców? Józef Król (kandydat SLD) twierdził w jednym z wywiadów, że przepytał ok. 200 osób. Nie znamy tych ankiet i nie wiemy, o co dokładnie pytał, nie można też takiej ankiety znaleźć na jego oficjalnej stronie.

Kandydaci z niechęcią mówią o profesjonalizacji swoich sztabów. Wybrzydzają na spin doktorów i doradców z zewnątrz. Otaczają się jedynie przyjaciółmi, których podstawową kompetencją jest chyba miłość do kandydata. Nie ma badań, nie ma sond, nie ma żadnych profesjonalnych metod do badania opinii publicznej. Nie wiemy, ile osób zagłosowałoby na Piotra Romana. Nikt nie pyta bolesławian, co im się podobało podczas kadencji prezydenta, a co nie. Z jakich inwestycji korzystają, a co uważają za buble. Czy chcą prezydenta fachowca, samorządowca, przedsiębiorcę czy artystę. Jedynym źródłem informacji wydają się bowiem przyjacielskie rady i od serca mówione opinie. A sprowadza się to do powielania stereotypów i wiary w anonimowe wpisy na forach (publikowane już teraz najczęściej przez sztabowców) oraz spełnianie zachcianek kolegów i przyjaciółek.

Do tego dochodzi jeszcze zdeklarowanie się kandydatów za pięć dwunasta. Jedynie kandydat PO Dariusz Kwaśniewski oficjalnie ogłosił w lutym tego roku, że startuje w wyborach. Reszta powyskakiwała z kandydaturami jak diabeł z pudełka na około trzy miesiące przed wyborami. Dlaczego, skoro ich główny kontrkandydat Piotr Roman robi sobie kampanię od czterech lat, odkąd wygrał ostatnie wybory?

Dotrzeć do wyborcy w uczciwy sposób

Kandydaci powybierali sztampowe hasełka, takie jak „Po pierwsze mieszkańcy”, „Razem można więcej”, „Bolesławiec dla młodych i pokoleń”, „Warto pracować dla ludzi” lub enigmatyczne „Wierzymy w swobodny rozwój” czy „Mim o wszystko”. Gorzej z prezentacją programów, idei, wizji miasta. Umiejętności komunikacji z wyborcą nie nauczy ich przyjaciel, tylko specjalista. Choćby taki, który powie, że ludzki mózg przyswaja tylko to, co nowe i użyteczne, a odrzuca w natłoku informacji to, co stare i bezużyteczne. A kryteria, według jakich dokonuje selekcji, są całkowicie subiektywne. To podstawowa wiedza, która powinna być dostępna choćby nauczycielom, by efektywniej uczyć. Wyborcy nie są głupi czy leniwi. Mają zbyt wiele na głowie, by wczytywać się w zawiłości programów, które wyglądają na pierwszy rzut oka jak spisane od siebie.

Wyborcy zapamiętają w najprostszej formie to, co im kandydat podsunie. I tu zaczyna się uczciwość kandydata. Albo się dokształci, jak komunikować się z ludźmi i jak do nich dotrzeć, by najcelniej wyjaśnić, o co chodzi. Albo zaproponuje stek stereotypów, populistycznych hasełek lub banalnych prawd. Może któryś ze sztabów przeznaczy pieniądze na zbadanie opinii publicznej w profesjonalny sposób. Wyniki mogą się okazać bardzo przydatne i ogromnie ciekawe dla nas wszystkich.

(informacja Grażyna Hanaf)