Skazana na bezdomność

Skazana na bezdomność
fot. www.sxc.hu 79-letnia kobieta siłą została wyrzucona z domu. Teraz mieszka w różnych miejscach. – Mam już dość tułaczki – mówi.
istotne.pl prezydent, mzgm, bezdomność

Pani Izabela ma obecnie 81 lat. Jest schorowana, ma dyskopatię, problemy ze wzrokiem. W sierpniu 2008 r., jak sama mówi, bez wyroku sądowego wygnano ją z domu. – Była straszna awantura, wyrzucono mnie za drzwi – opowiada. Została na bruku. Odtąd pomieszkuje w różnych miejscach. Czasem parę dni, czasem kilka miesięcy. Dzieli się z tymi, którzy ją przygarnęli, swoją niską rentą, pomaga w pracach domowych, uczy języka niemieckiego.

Po sierpniowym incydencie poradzono jej, aby zgłosiła sprawę do prokuratury. – Ale ja wiedziałam, że tego nie zrobię. To jest moja córka – mówi pani Izabela. – Nie chciałam jej szargać opinii.

Miało być przecież zupełnie inaczej. Pani Izabela od lat 80. ubiegłego wieku mieszkała wraz z dwójką dzieci (córką i synem) w pokoiku na poddaszu. Mieszkanie przypadło jej po śmierci matki. Minęło kilkanaście lat, córka wyszła za mąż i wyprowadziła się. Obiecała, że weźmie panią Izabelę do siebie. Nawet tymczasowo ją zameldowała. – Mówiła mi, że będę mogła tam mieszkać do końca życia – wspomina kobieta. – Powiedziała mi też, żebym się wymeldowała z mieszkania na poddaszu, bo i tak tam nie wrócę.

Jak podkreśla pani Izabela, konflikt wybuchł nagle. – Nigdy też nie sprzeczałam się ani z córką, ani z zięciem. Oddałam jej wszystkie oszczędności, płaciłam za mieszkanie, zawsze miałam parę złotych na boku – mówi.

Po tym, jak straciła dach nad głową, dawała ogłoszenia do prasy, żeby ktoś ją przygarnął (ma nadzieję, że ktoś się do niej zgłosi po opublikowaniu tego materiału). Złożyła również wniosek do Miejskiego Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej o przyznanie lokalu. Został odrzucony. Powód? Pismo nie spełniało wymogów formalnych. – Powinnam podawać metraż mieszkania, w którym obecnie przebywam, i jego adres – tłumaczy kobieta. – Ale ludzie, u których mieszkam, nie życzą sobie, abym podawała takie informacje. Nikt mnie przecież nie przyjmie na stałe.

Po odrzuceniu wniosku napisała do prezydenta Bolesławca. W dokumencie można przeczytać: „[...] dalsze koczowanie jest już ponad moje siły. […] Z treści otrzymanego z MZGM pisma wynika, że spełniam kryteria dochodowe, natomiast nie spełniam warunków zamieszkiwania kwalifikujących wnioskodawcę do ich poprawy, bo jestem osobą bezdomną i nigdzie nie zamieszkuję. Dla mnie takie stanowisko MZGM jest całkowicie niezrozumiałe w aspekcie mojej sytuacji życiowej i mieszkaniowej. Wszak nie ze swojej winy nie mam aktualnie gdzie mieszkać. […] Jestem bardzo schorowaną osobą, potrzebuję przede wszystkim spokoju i wypoczynku. W dzień muszę się często kłaść na własnym łóżku, a takiego nie mam gdzie wstawić ani postawić”.

– Ta sprawa była przedmiotem obrad Komisji Infrastruktury, Gospodarki Przestrzennej i Budownictwa Rady Miasta, wówczas proponowano kilka rozwiązań tej sytuacji – mówi Jarosław Karbowski, szef MZGM-u. – Była mowa m.in. o tym, że pani Izabela mogłaby zamieszkać w Domu Pomocy Społecznej w Zgorzelcu. Część członków komisji skłaniała się jednak ku temu, aby tą panią zajęła się jej rodzina. Żadna z tych propozycji nie znalazła uznania w oczach pani Izabeli.

Karbowski rozmawiał z córką staruszki. Usłyszał, że nie zamierza ona przyjąć matki pod swój dach, ale gotowa jest uiszczać 1/3 opłaty za wynajem mieszkania (resztę musiałaby dopłacać pani Izabela i jej syn). Córka bezdomnej powiedziała też szefowi MZGM-u, że wynajęła matce lokal, tyle że pani Izabela nie chciała tam zamieszkać. – Straciłam do niej zaufanie – przyznaje staruszka. – Tyle w życiu przeszłam i nie ma dla mnie mieszkania, każe mi się iść do domu starców – dodaje z żalem.

Kobieta opowiada, że którejś zimy na jednym z bolesławieckich przystanków spotkała bezdomnego mężczyznę. Zdjął przy niej buty. Miał amputowane stopy. – Powiedział, że sobie je odmroził, bo jest bezdomny. Że nie może dostać mieszkania, bo ma rodzinę, która powinna się nim zaopiekować. Tyle że jego synowie wyjechali za granicę – opowiada kobieta. – Zapytałam go: Jak chce pan przetrwać zimę? Odpowiedział: Mam butlę gazową, kilka kołder, będzie, co ma być. Odrzekłam, że ja bym tak nie chciała, że wolałabym zamarznąć.


Jeśli ktoś chciałby pomóc pani Izabeli, prosimy o kontakt z redakcją.

(informacja ii)