Dyskretny urok demokracji

Dyskretny urok demokracji
fot. Krzysztof Gwizdała Stereotyp „polityk równa się ten u koryta” dyskretnie wypierany jest przez świadomość własnego wpływu społeczeństwa na to, kto będzie wybrany. Mechanizmy demokracji powoli zmieniają nasze podejście do władzy.
istotne.pl wybory, polityka

Opinie o politykach i polityce są jak najgorsze. Stereotypowym synonimem starającego się o mandat radnego (senatora, posła, prezydenta) jest określenie: pcha się do koryta. W rozmowach na forach internetowych pojawiają się cyklicznie określenia: „układ”, „dogadali się (oni – politycy), by ugrać jak najwięcej dla siebie”. Ludzie, którzy zaczynają rządzić, od razu stawiani są po drugiej stronie barykady. Stają się automatycznie onymi, którzy będą robić, co im się żywnie podoba, wbrew naszej woli. Nie ważne, czy tak jest naprawdę. Kandydująca osoba przestaje być człowiekiem. Staję się władzą. Ciągle, mimo 20 lat zmian i demokracji, uważamy, że będziemy bezradni, kiedy polityk zarządzi kolejną ustawę, czy zrealizuje pomysł mijający się z naszą rzeczywistością i realnymi potrzebami.

Mimo tego stereotypu władzy, fora internetowe, najbardziej demokratyczne miejsce na świecie, tętnią dyskusjami o tym, kto będzie najlepszy dla miasta. Wśród wielu postów znajduję takie, które mnie przekonują, że coraz częściej myślimy o Bolesławcu, jako o naszym mieście, a nie poletku polityków, którzy jedynie śnią o potędze. Mamy też coraz większą świadomość, co należy poprawić, co nie pasuje, co przeszkadza żyć. Dyskusja z wyborcami staje się merytoryczna. Nie można im powiedzieć byle czego, obiecać gruszek na wierzbie, wierząc, że się nie zorientują w zawiłościach prawnych czy ustawowych. Uczenie się społeczeństwa jest efektem konieczności zdobywanie wiedzy na własny użytek (by prowadzić firmę, załatwić dotację, wziąć kredyt). I jest to jeden z mechanizmów demokracji, który działa, dyskretnie zmieniając nasze podejście do władzy.

Wyborcy stawiają kandydatom poprzeczkę wysoko. A to świadczy, że jednak wierzą w swój wpływ na to, jak będzie zarządzane miasto. I właśnie na nim, a nie na jednostkowych interesach, im zależy. Coraz częściej zza betonowego myślenia „polityk równa się koryto”, wychyla się jeszcze nie do końca uświadamiana myśl: polityk – ja go wybieram.

Liczę na to, że wraz ze świadomością naszego realnego udziały w rządzeniu, wzrośnie też odpowiedzialność za to, kogo wybierzemy. Chciałabym, by mieszkańcy zdali sobie sprawę, że to oni są najważniejsi.

Mam też nadzieję, że nie tylko wybór, ale właśnie ta odpowiedzialność za niego będzie coraz istotniejsza. Wtedy bowiem i wnikliwiej przyjrzymy się kandydatom, i wybierzemy zgodnie z naszymi potrzebami. A kiedy będziemy za tę decyzje odpowiedzialni, pomożemy wybranej osobie w dobrym rządzeniu naszym miastem.

Dotychczasowy stereotyp – wyborca (oszukany), wybrany (oszukujący) – niczemu nie służył, oprócz budzeniu frustracji, poczuciu bierności i rodzącej się agresji. Wybrany radny czy prezydent będą mogli budować łatwiej i lepiej, otrzymując pomoc świadomego i odpowiedzialnego wyborcy. Wierzę cały czas w to, że taka jest nasza przyszłość w kolejnych wyborach.

Grażyna Hanaf