Felieton bardzo wyborczy

Felieton bardzo wyborczy
fot. Krzysztof Gwizdała Rodacy – idźcie na wybory i wybierzcie jak najlepiej! Bo nikt dotąd lepszego sposobu na sprawowanie władzy nie wymyślił – pisze Robert Rosiński.
istotne.pl wybory, felieton, robert rosiński

Demokracja jest trudnym systemem sprawowania władzy. Demokracja jest ciągle jeszcze bardzo niedoskonałym systemem sprawowania władzy. Demokracja jest jak małżeństwo według słów Winstona Churchilla. „Małżeństwo – napisał kiedyś ten znakomity brytyjski mąż stanu – to bardzo niedobry pomysł, tyle że nikt nie wymyślił dotąd lepszego”.

I tak też jest z demokracją. Przypomnę najprostszą definicję demokracji: demokracja (gr. władza ludu) – ustrój polityczny, w którym źródło władzy stanowi wola większości obywateli. A więc po prostu – władza sprawowana przez większość…

Wszyscy wiemy, jak na co dzień wygląda władza sprawowana przez większość. Jakaś część obywateli uprawniona do głosowania (ciągle jeszcze niezbyt imponująca) w wyznaczonym dniu idzie do wyznaczonego miejsca, gdzie dokonuje tak zwanego aktu wyborczego. Potem ogłasza się wyniki wyborów. Szczęśliwi wybrańcy – albo, jak kto woli, wybrani szczęśliwcy – oddelegowani na ściśle określony czas do pełnienia ściśle określonej funkcji przez wspomnianą większość zaczynają sprawować rządy. Potem dzieje się najczęściej tak, że ci, którzy wybrali swoich przedstawicieli do sprawowania rządów za nich lub raczej w ich imieniu – zaczynają narzekać, a w końcu zupełnie przestają im się podobać ci, których przecież niedawno sami wybrali. To akurat można jeszcze jakoś zaakceptować i zrozumieć, bo często dzieje się tak, że ci, którzy tak pięknie i mądrze prezentowali się przed wyborami, potem tak pięknie i mądrze już się nie prezentują. Ale chodzi tu o rzecz inną. Chodzi o to, że w tę powszechną krytykę, której poddawani są demokratycznie wybrani przedstawiciele narodu, włączają się bardzo aktywnie ci, którzy tego wyboru wcale nie dokonali – krótko mówiąc – ci, którzy na wybory nie poszli. A to już nie jest w porządku.

Od kilkunastu lat, odkąd mamy i u nas, w Polsce, to cudo zwane „demokracją”, staram się tłumaczyć ludziom jedną prostą zasadę: „Głosowałeś – masz pełne prawo do krytyki. Nie głosowałeś – siedź cicho, nie masz prawa do marudzenia i narzekania”. Ktoś mi odpowie na to: przecież decyzja o tym, że się nie poszło głosować, też jest pewną formą głosowania – tyle że na „nie”. No to ja na to odpowiem paroma liczbami. Z mojego okręgu wyborczego, w którym startuję do Rady Powiatu (okręg ten obejmuje „zaledwie” trzy gminy jednego powiatu!) startuje w tegorocznym wyborach samorządowych „tylko” 77 kandydatów. Dla tych trzech gmin przewidzianych jest mandatów sześć, co daje średnią… prawie 13 chętnych na jeden mandat radnego! Nie wiem, jak sprawa wygląda w innych okręgach, jak wygląda sytuacja w wyborach do rad miasta czy gminy, pewnie jest podobnie.

I niech mi teraz ktoś powie, że nie ma z kogo wybierać! 77 kandydatów z 7 bodajże komitetów wyborczych, „do wyboru do koloru”: kandydaci najrozmaitszych barw i odcieni, młodzieńcy i staruszkowie, piękne panie i troszkę mniej piękni panowie. Wszyscy zaopatrzeni we wspaniałe programy, wszyscy uśmiechnięci, wszyscy gotowi do ofiarnej pracy. Już bez kpiny, mówiąc zupełnie serio: nie wierzę, żeby spośród 77 ludzi, którzy przez ponad miesiąc (niektórzy dłużej) biegają jak szaleni, „wieszają się”, gdzie tylko mogą i jak tylko mogą, najróżniejszymi sposobami starają się przekonać do siebie wyborców… otóż nie wierzę, że spośród tych przykładowych 77 ludzi obywatel nie jest w stanie wybrać jednego (słownie: jednego!) człowieka, który w jego imieniu będzie sprawował „rządy”, na przykład w powiecie bolesławieckim.

Po co o tym wszystkim piszę? Z jednej prostej przyczyny. Chcę przekonać tych jeszcze nieprzekonanych, żeby 21 listopada poszli na wybory! Mało tego. Chcę ich namówić, żeby przed 21 listopada zechcieli dowiedzieć się, na kogo mogą głosować w swoim okręgu (listy wywieszone są na wszystkich słupach we wszystkich miejscowościach), a także – co równie ważne – jak będą głosować (a nie jest to wcale takie proste, niestety).

No i do tego jeszcze, gdzie mogą głosować, bo tego też niejeden wyborca jeszcze nie wie. I tu też odsyłam do słupów albo – jak kto woli – na właściwą stronę internetową.

Apeluję szczególnie do ludzi młodych – tych właśnie spędzających dużo czasu przed komputerem, „siedzących” w Internecie – i tam też często wyrażających swoje bardzo krytyczne opinie o obecnie rządzących na różnych szczeblach. Skończyłeś 18 lat, jesteś gdzieś zameldowany – to w najbliższą niedzielę oderwij się na chwilę od komputera, wyjdź do świata realnego i – realnie wybierz.

Uwaga! Praktyczna informacja dla ludzi studiujących zaocznie, dla których ta niedziela, 21 listopada, będzie kolejnym dniem studiów, a więc będzie oznaczała wyjazd z miejsca zamieszkania. Tym razem lokale wyborcze będą czynne do godziny 22:00! (a nie, tak jak dotąd, do 20:00) A więc zdąży się jeszcze wrócić do domu z zajęć i zagłosować.

Skończę bardzo pompatycznie: Rodacy – idźcie na wybory i wybierzcie jak najlepiej! Bo, jak wspomniałem na początku, nikt dotąd lepszego sposobu na sprawowanie władzy nie wymyślił. Zagłosujcie, a potem… zobaczymy. Czy będzie lepiej i mądrzej, czy znowu skończy się na frustracji i narzekaniu...

Robert Rosiński