Leniwe obietnice radnego Chodyry

Leniwe obietnice radnego Chodyry
fot. Gerard Augustyn Radny Dominik Chodyra obiecał przeznaczyć swoje diety na stypendia dla zdolnej młodzieży. Ale od półtora roku nie zgłaszają się chętni. Udało się mu więc wydać niecałe 11 z 52 tys. zł czteroletniego wynagrodzenia.
istotne.pl wybory, dominik, chodyra

Kandydujący na prezydenta Dominik Chodyra (radny Prawa i Sprawiedliwości) na początku swojej kadencji w Radzie Miasta zobowiązał się do przekazywania swojej diety radnego na stypendia dla młodzieży. Była to jedyna akcja radnego godna zanotowania, bo podczas czterech lat pracy jako radny Dominik Chodyra był nieobecny na około połowie sesji i posiedzeń komisji, do których się zapisał. Pisaliśmy o jego 53-procentowej absencji w materiale „Najbardziej leniwi radni”.

Program stypendialny Chodyry został uruchomiony w 2007 roku. Realizacją zajęło się Stowarzyszenie „Klub Aloha”, do którego zresztą należy sam radny. Wnioski stypendialne przestały napływać w lutym 2009 roku i przez trzy edycje do roku 2010 nikt się dobrowolnie nie zgłosił z wnioskiem. Z powodu braku wniosków w trzech kolejnych edycjach, komisja stypendialna zadecydowała o przeznaczeniu 3 500 zł na dofinansowanie działań instytucji pomocy społecznej (m.in. Caritas, MOPS). W sumie stypendium otrzymało 26 uczniów na łączną kwotę 10 900 złotych. Z diet radnego po odjęciu 2 200 zł (pieniądze przeznaczonej na pokrycie kosztów kampanii i wydatki organizacyjne) pozostało ok. 35 tys. zł. Nie wiadomo dlaczego przez cztery lata nie udało się tych pieniędzy rozdysponować ani Dominikowi Chodyrze, ani stowarzyszeniu „Klub Aloha”.

Publicznie Dominik Chodyra skarżył się w wywiadzie wyborczym, że jego inicjatywa nie była dostatecznie rozreklamowana w mediach. Sam poinformował wszystkie gimnazja o możliwości zgłaszania wniosków, ale od prawie półtora roku nikt wniosku nie wysłał.

W regulaminie przyznawania stypendiów czytamy, że celem programu stypendialnego miało być rozwijanie indywidualnych uzdolnień i talentów u młodzieży w wieku gimnazjalnym, wywodzącej się z rodzin ubogich i bezrobotnych. Cel piękny i szczytny. W sam raz do przypomnienia w kampanii wyborczej. Ale między napisaniem programu, przekazaniem diet, a rozwijaniem talentów i pomaganiem młodzieży jest bardzo długa droga. I trzeba się mocno napracować.

(informacja ii)