Anonimowa kampania nienawiści

Anonimowa kampania nienawiści
fot. Krzysztof Gwizdała To pierwsza kampania w historii naszego samorządu tak brutalnie prowadzona na forach internetowych. Jest agresywna, choć w realu każdy sztab i każdy kandydat deklaruje politykę miłości.
istotne.pl wybory, kampania

Wśród kandydatów na prezydenta jedynie Dariusz Kwaśniewski podjął dyskusję z internautami pod swoim nazwiskiem. Wspiera go również nazwiskiem Cezariusz Rudyk, a ostatnio też Arkadiusz Krzemiński. Kandydata PSL Grzegorz Kunecki od czasu do czasu skomentuje jakiś artykuł, informację lub złoży komuś życzenia. Próbował się też włączyć w dyskusję na forum Dominik Chodyra, ale nikt jej z nim nie podjął. Najaktywniejszy na forach jest sztab Bogusława Nowaka. Wypowiada się pod nickiem Paco (na awatarze pies Nowaka Paco) oraz Palikot (na awatarze kot). Jak zapewnił Paco, po naleganiach internautów, pod nickiem kryją się sztabowcy: Danuta Maślicka, Tomasz Gołba, Wojciech Kostulski, Bernard Łętowski, Bogusław Nowak, a w prace ścisłego sztabu włączyli się również niektórzy kandydaci na radnych. Nie wiemy jednak, który z wpisów Paco należy do kogo. Ogólnie jednak zwolennicy wszystkich komitetów piszą anonimowo, chwaląc swoich, a krytykując lub napadając na kontrkandydatów.

Często napaści są niewybredne lub zwyczajnie chamskie o nacechowaniu osobistym. Bolesławiec to nieduże miasto. Nietrudno tu o poznanie życia prywatnego kandydujących w wyborach i o uchylenie rąbka tajemnicy. „Jego żonie to nawet tuby głośnomówiącej nie trzeba, żeby zwróciła na siebie uwagę wśród parafian” – pisze o jednym z radnych (wymieniając go z nazwiska) anonimowy internauta. Inną radną określa też dosadnie: […] jej pazerność jest tak wielka, że choćby miała się czołgać, to nie odpuści”.

Inny z internautów proponuje wysłać jednego kandydata na odwyk: „Proponuję wysłać go na leczenie odwykowe, z uwzględnieniem głuchoty i ślepoty pijackiej”. Możemy przeczytać też o kandydacie na prezydenta: „Jesteś Pan faktycznie sprawnym i skutecznym samorządowcem – dla siebie (jedna kadencja i już, „skromny” domeczek na [tu nazwa ulicy – przyp. red.]” lub o innym: „to napaleniec, radykał, arogant i nerwus”.

W realu nie znajdziemy jednak ani jednej partii, czy bezpartyjnego komitetu, który by nie zapewniał o wstręcie do agresywnej kampanii. Miłość nas więc otacza, a nasi kandydaci i ich sztaby chcą jedynie budowania, scalania, jednoczenia, partnerstwa, a wszystko to dla mieszkańców. Są tak wypełnieni miłością do ludzi, że nawet kropla nienawiści się w nich nie zmieści. W Internecie, anonimowo, nerwy puszczają. Ale przecież to tylko jakieś tyldy, z którymi sztaby wyborcze nie chcą mieć nic wspólnego i nic wspólnego nie mają.

Musimy im chyba uwierzyć na słowo, że to zwykli obywatele, którzy w swych domach (po pracy, odebraniu dzieci ze szkół i przedszkoli, zrobieniu zakupów, porządków i oderwani od ulubionych programów w telewizji) rzucają się na klawiaturę komputerów, by anonimowo napaść na oponentów ukochanego kandydata. I robią to, bo im zależy na własnym, lepszym jutrze.

Ci sami zwyczajni obywatele piszą też pochwały na temat kandydatów. Choć generalnie pod innymi informacjami procent pochwał jest znikomy, to zwykły obywatel w wybory się zmienia. Jak sprawa dotyczy kandydata, obywatel ma zwykle potrzebę wyrazić mu ciepłe poparcie. Co rusz jakaś anonimowa obywatelka z obywatelem wpisuje kandydatom słowa otuchy, zachęty i chwali ich charakter. A co najciekawsze, zna dokładnie ich dokonania i program, choć ta wiedza nie jest powszechna i by znaleźć informacje o kandydatach i ich działaniach, trzeba poświeć dużo energii (choćby na przeczytanie strony internetowej czy bloga).

W tym roku, po raz pierwszy, fora internetowe zostały w znacznej mierze zaanektowane przez sztaby wyborcze, prowadzące na nich niewybredną agitację i walkę. W jej trakcie ujawniają się ogromne emocje oraz niekontrolowana i związana z nimi agresja. A co najważniejsze, brak dystansu. Do siebie, swojego programu, działalności samorządowej czy politycznej. Kiedy krytykuje się pomysł, program lub działania, jest to odbierane osobiście, jako uderzenie w konkretną osobę.

Internetowa kampania na forach wydaje się być wentylem bezpieczeństwa i upustem agresji, jaka rodzi się w politycznej walce. Udawanie, że wszystkich się kocha i wszystkim życzy się dobrze (zwłaszcza jeśli chodzi o żywotny interes, jakim jest wygrana w wyborach), mogłoby się źle skończyć, gdyby nie anonimowość w Internecie. Tam można odreagować nadmiar okazywanej miłości do konkurenta. Na forach wylewana jest wściekłość, pokazująca jak bardzo sztaby są zaangażowane i zdeterminowane, by jednak wygrać. Dzięki temu w realu udaje się zachować pozór, że wcale im tak desperacko na zwycięstwie nie zależy. I że to tylko wybory, a przecież są rzeczy ważniejsze. Chociaż nie ma w tej chwili ważniejszej rzeczy od tego, kto i w jaki sposób będzie zarządzał miastem i powiatem przez kolejne cztery lata. Związane z tym emocje są jak najbardziej na miejscu. Tylko lepiej nauczyć się o nich mówić i nad nimi panować, niż ukrywać agresję pod anonimowym nickiem, a pod nazwiskiem firmować serdeczność. Przy czym wściekłość jest autentyczna, a serdeczność wydaje się być w tej walce nieszczera.

Grażyna Hanaf