Stowarzyszenie (bez)partyjnych polityków

Stowarzyszenie (bez)partyjnych polityków
fot. Krzysztof Gwizdała Obecny prezydent Bolesławca używa chwytów, których ludzie nie kupią. Buduje stan zagrożenia, choć opozycja wcale nie zbiera na niego haków. O tym m.in. pisze w pierwszym felietonie Dariusz Kwaśniewski.
istotne.pl dariusz kwaśniewski, felieton

W telewizji lokalnej ukazał się ostatnio wywiad z obecnym prezydentem Bolesławca. Wywiad, w którym pojawiły się ważne dla nas – mieszkańców – sprawy. I dobrze. Bo rozmowa, wymiana myśli jest wartością samą w sobie. Gorzej, że kilka z tych spraw przedstawiono w sposób nieprecyzyjny oraz mocno upolityczniony czy nawet upartyjniony. To ciekawe, bowiem paradoksalnie jednym z ważniejszych przekazów wywiadu jest przywołane przez obecnego prezydenta hasło: „Stop partiom politycznym w samorządzie”.

Obligacje, inwestycje i niedobra opozycja

Czego dowiedzieliśmy się od prezydenta? Otóż, opozycja nie chciała obligacji i była przeciwko wielu inwestycjom w mieście m.in. przeciwko budowie basenu i Domu Pomocy Społecznej. A przecież obligacje to forma zdobycia przez miasto pieniędzy, które umożliwią pozyskanie kolejnych – tym razem unijnych – pieniędzy. To klasyczny już przykład prezydenckiej erystyki: trochę prawdy i nieprawda wymieszane ze sobą. A jaki ma być cel tego zabiegu? Przekonanie mieszkańców, że opozycja jest „be”! Ważniejszy od faktów jest przecież… efekt polityczny. Było i jest jednak inaczej. Oto prawda, choć w wielkim skrócie. Radni Klubu Platformy Obywatelskiej nie kwestionowali emisji obligacji w ogóle – jako formy pozyskania pieniędzy. Niepokoiły nas zapisy uchwały, która pozwalała na zaciągnięcie obligacji. Nie przywołując w całości akademickich sporów interpretacyjnych, przypomnę jedynie, że uchwałę sformułowano niedobrze. Zapisano w niej (cytuję z pamięci), że obligacje zaciąga się – UWAGA! – na pokrycie deficytu budżetowego w roku 2009. A przecież „deficyt” (różnica pomiędzy dochodami a wydatkami) jest kategorią jednoroczną. Skoro więc deficyt pokryto kwotą ok. 10 milionów zł, to dlaczego w CELU JEGO POKRYCIA wyemitowano obligacje na 28 milionów? Obawa była uzasadniona, ponieważ wykorzystanie obligacji niezgodnie z celem emisji grozi samorządowi karą w wysokości… pięciu milionów zł. I tego się obawialiśmy. Prezydent zresztą w pewnym momencie też, ponieważ miejscy urzędnicy byli w tej sprawie na konsultacjach w Regionalnej Izbie Obrachunkowej. Ponoć jest OK. I bardzo nas to cieszy, bo dobro Bolesławca jest najważniejsze. Również dla opozycji. A że pozostałe 18 milionów nazywał obecny prezydent nadwyżką budżetową (choć nią nie są) – wybaczamy. Zrzucamy to na poczet przepracowania. Choć złośliwi mówią, że to kolejny chwyt polityczno-propagandowy.

Czy byliśmy przeciwni budowie basenu? Ależ skąd! Prezydent obiecał go przeszło siedem lat temu. I prawie zdąży go wybudować. Szkoda tylko, że w tak fatalnym miejscu. Nie jesteśmy więc PRZECIWKO BUDOWIE BASENU tylko jego LOKALIZACJI. Bo prawda jest taka, że podziemny parking (który podrożył znacznie tę inwestycję) jest za mały i że będziemy „zasuwać” na basen z ręcznikiem w ręku z miejsca, w którym uda się nam zaparkować (nie musi być blisko, niestety).

Czy jesteśmy przeciwni budowie Domu Pomocy Społecznej? Nie, pytamy tylko dlaczego właśnie w roku 2010? Skoro budowa tego obiektu sfinansowana będzie w całości z miejskich (czytaj: naszych) pieniędzy, może nie trzeba było czekać z nią tyle lat. Może trzeba było wybudować go dwa, trzy lub pięć lat temu? Ale rok 2010 jest wyjątkowy. Prezydent mówi o tym tak: „To jest rok wyjątkowy pod względem inwestycyjnym, chociaż z punktu widzenia ostatnich lat, to każdy rok był wyjątkowy, bo każdy rok przynosił dość duże inwestycje”. Ale wiemy, że nie tylko o wielkość inwestycji tu chodzi. W roku 2010 w stosunku do roku 2009 wartość udziału miasta w realizowanych inwestycjach wzrasta… dziesięciokrotnie. Na czym polega więc wyjątkowość bieżącego roku? Łatwe pytanie – prosta odpowiedź: rok wyborów samorządowych. Kto więc bierze górę w działaniach prezydenta: samorządowiec czy polityk?

Ciekawą kwestią jest też rewitalizacja miasta. Fontanna „fajna rzecz”, ale gdyby udało się prezydentowi dogadać ze wspólnotami wcześniej, to remonty elewacji bolesławieckich kamieniczek można by także dofinansować ze środków unijnych. A tak – będziemy za to płacić „swoimi” pieniędzmi. Miasto wytrzyma planowane 70-milionowe zadłużenie. Ale mogłoby tych milionów, które będziemy spłacać długie lata, być trochę mniej.

„Dworzec wschodni” – temat rzeka. Czy prawdą jest, że radni opozycji przymuszali prezydenta do kupna tego placu (dworca) za 7 milionów zł? Nie. Radni namawiali i namawiają włodarzy miasta do… pozyskania terenów dworca. I wcale nie musi się to odbyć za tak duże pieniądze. Inna rzecz, że gdyby prezydentowi udało się sprzedać inny miejski plac za kwotę, za którą udało się go sprzedać tym, którzy go od miasta kupili, moglibyśmy sobie pozwolić na… wiele. Nieprawdaż?

„Stop partiom politycznym w samorządzie”!

Wątek „polityczno-partyjny” jest równie ciekawy. Tezy płomienne, ale trudne do obrony. Dowiadujemy się, że „radni, którzy są członkami klubów partyjnych nie podejmują decyzji samodzielnie”. Ciekawe, skąd prezydent o tym wie? Nie uczestniczy przecież w spotkaniach radnych opozycji, na których ci wypracowują swe stanowiska dotyczące głosowanych uchwał. A czy nie jest przypadkiem tak, że bardziej ubezwłasnowolnieni w głosowaniach i swych decyzjach są ci radni koalicji, dla których prezydent – bezpośrednio lub pośrednio – jest pracodawcą? Wszak jest w mieście „szefem wszystkich szefów”. Prezydent oświadcza stanowczo: „Dla mnie liczy się bardziej zdanie mieszkańców […] niż dyspozycja jakiejkolwiek partii politycznej.” Jakże mnie to cieszy! Nareszcie jest temat, w którym zgadzamy się z prezydentem w stu procentach! Jednak nie wszystko nas dzieli…

W wywiadzie pojawia się też wątek zabawny i tajemniczy jednocześnie. Radny, który mówi na ucho prezydentowi, że budżet jest bardzo dobry, ale musi być przeciw, bo dyscyplina partyjna (który to ?). Kandydaci na radnych i prezydenta przywożeni w teczkach z Warszawy i Wrocławia. Może się odezwą i opowiedzą o trudach tej podróży? Dodam, że ja np. nie jestem z teczki. Kandydatem na prezydenta naszego miasta zostałem w wyniku wyboru członków Platformy Obywatelskiej – mieszkańców Bolesławca. Może chodzi prezydentowi o inne partie? Czyżby o bliski mu nie tak dawno PiS, którego był członkiem? I z którym mocno sympatyzuje (wszedł przecież do komitetu wyborczego kandydata tej partii w wyborach Prezydenta RP – Jarosława Kaczyńskiego)? Szkoda, że nie uchylił rąbka tajemnicy.

Pojawił się też w wywiadzie wątek, który mnie osobiście niepokoi. Ponoć „z ust niektórych ludzi opozycji” (pytam publicznie, bo to ważne: kto jest właścicielem tych ust?) obecny prezydent dowiedział się, że czeka nas „kampania hakowa”, że „będą szykowane prowokacje”, że „będzie to niezwykle brutalna kampania”. Budowanie nastroju zagrożenia nie służy nadchodzącej kampanii. Ta musi być czasem dyskusji o przyszłości Bolesławca. Deklarowałem publicznie, że „walka nie musi być krwawa” i tę deklarację podtrzymuję. Wiem, że obecny prezydent – kandydat na prezydenta również tego chce. Mam nadzieję, że potrafimy rywalizować godnie. Niech decydują argumenty, do których uda się przekonać większość mieszkańców. Próba budowania rzekomej opozycji: „złe partie” i „dobre niepartie” (choć często tak „upartyjnione”) jest próbą skierowania kampanii na boczne – niemerytoryczne – tory. Damy sobie i z tym radę. Ale uważam, że promowana idea wyższości stowarzyszeń (bez)partyjnych polityków nad partiami to chwyt, którego „lud Bolesławca” nie kupi. Bo nie jest ciemny.

Dariusz Kwaśniewski