Dlaczego, dlaczego, dlaczego…

Dlaczego, dlaczego, dlaczego…
fot. Krzysztof Gwizdała Jarosław Molenda w swoim felietonie pisze o prezydenckiej kampanii wyborczej i zastanawia się, dlaczego jest bezideowa, a różni ludzie wmawiają innym, co jest lepsze, a co gorsze.
istotne.pl prezydent, wybory

Tytułowe „dlaczego” zaprząta mi tak głowę, że postanowiłem podzielić się odczuciami z trwającej kampanii prezydenckiej.

Dlaczego, mimo zmasowanej akcji propagandowej typu: „Będę głosował na Komorowskiego”, „Dlaczego mówię NIE Jarosławowi Kaczyńskiemu”, „Znani bolesławianie popierają Komorowskiego”, aby przywołać tu tylko naszą lokalną rzeczywistość, zagrożenie wyboru Kaczyńskiego na najwyższy urząd stale rośnie?

Trudno mi się oprzeć tezie, że Polak krnąbrny jest i im więcej próbuje mu się do głowy wtłoczyć, tym bardziej gotów jest postąpić na opak. Zamiast przekonywać, że ktoś jest lepszy od kogoś bo…, słyszę jedynie, że ktoś jest be! A ten niby be głupi wcale nie jest. Potulny jak baranek zaciera tylko ręce i patrzy, jak mu stale rośnie!

Dlaczego ta kampania jest bezideowa? Jedyny kandydat, o którym mógłbym powiedzieć, że wiem, czego się mogę spodziewać, to niemający szans Janusz Korwin-Mikke. Cała reszta albo wstydzi się swoich poglądów (Komorowski w sprawie komercjalizacji/prywatyzacji szpitali), albo nie potrafi lub świadomie nie chce ich przedstawić (Kaczyński – idea IV RP). Wszyscy przecież wiemy, że „Polska jest najważniejsza”, a „Zgoda buduje”. Z tego kompletnie nic nie wynika.

Dlaczego ludzie kojarzeni na przykład z lewicą nagle nawołują do głosowania na Komorowskiego? Dla mnie kompletna paranoja, świadcząca jedynie o tym, jak łatwo można dać się zmanipulować. Rozumiem obywateli bombardowanych z telewizora zagrożeniem (jakim?) w obliczu wyboru Kaczyńskiego. Przeżyliśmy jednego, przeżyjemy pewnie i drugiego. Ale ludzi polityki, którzy przynajmniej z założenia powinni być przywiązani do wartości, ni w ząb nie rozumiem. Podobnie jak nie rozumiem, jak można zmieniać partie polityczne (a co za tym idzie – poglądy) w zależności od bieżącej sytuacji (sondaży przedwyborczych) i w imię osobistych korzyści. Toż to czysta schizofrenia polityczna. Jeszcze bardziej jednak dziwi mnie, że my takich ludzi ciągle wybieramy na swoich przedstawicieli (od władz samorządowych po Sejm).

Dlaczego wmawia mi się, że głos oddany np. na Napieralskiego czy Jurka, to głos stracony? Próbuje się zmusić mnie do porzucenia swoich wartości i przekonań w imię obrony Polski przed… demokracją! Żyjemy, przynajmniej teoretycznie, w wolnym kraju i wcale nie dzikim, jak twierdzi jeden z kolegów Komorowskiego, gdzie każdy ma prawo wyboru. W przeciwieństwie do wielu źle czułbym się, gdybym poddał się tej presji.

Dlaczego ktoś ciągle mi mówi, co jest dobre, a co złe? Dobre dla Polski jest to, tragiczne tamto! Nigdy nie będziemy wiedzieć, co by było, gdyby np. Napoleon pokonał Rosję. Czy to byłoby dobre dla Polski, czy złe? Zazwyczaj jest tak, że dla jednego coś jest dobre, dla innego wprost przeciwnie. Dla jednych 10-letnia prezydentura Kwaśniewskiego to samo zło, dla innych najlepszy okres w dziejach demokratycznej Polski. Znam jednych i drugich.

Dlaczego próbuje mi się wmówić, że lepszym jest ten, kto chce wydobywać gaz łupkowy metodą odkrywkową, od tego, co twierdzi, że nikt mu nie wmówi, że białe jest białe, a czarne jest czarne? Jakie ma znaczenie dla państwa, czy przyszły najjaśniejszy hoduje koty, czy poluje na dziki, czy jest żonaty, czy jest kawalerem, czy ma 5 dzieci, czy wcale, czy jest duży, czy mały?

Ja wiem, w jakiej Polsce chcę żyć. Wiem, na kogo oddam swój głos zarówno w niedzielę, jak i być może 4 lipca. Ale wiem też, że są tacy, którzy zagłosują na Jarosława Kaczyńskiego. Cóż, oni też wiedzą, jakiej chcą Polski, i mają do tego prawo. Ja ich nie pytam „dlaczego?”.

Jarosław Molenda