Lepiej, aby bohaterowie ginęli w bitwie

Lepiej, aby bohaterowie ginęli w bitwie
fot. Krzysztof Gwizdała Po spotkaniu z Danutą Maślicką, która w swojej książce opisała doświadczenia z okresu stanu wojennego, dochodzi się do dwóch smutnych wniosków. Ludzie, którzy walczyli w latach osiemdziesiątych o wolną Polskę to dziś nieważni bohaterowie, a dwudziestolatkom znów trzeba tłumaczyć znaczenie słowa solidarność.
istotne.pl danuta maślicka, znikopis

Danuta Maślicka, była działaczka „Solidarności”, internowana w 1984 roku za rozpowszechnianie ulotek antypaństwowych, spisała swoje wspomnienia z lat osiemdziesiątych. Impulsem do napisania książki okazała się informacja, że prokurator S., który ją aresztował, cierpi na chorobę Alzheimera. Z pragnienia pozostawienia śladu w pamięci o sobie, bliskich i czasach, które minęły, Danuta Maślicka napisała „Znikopis”.

„To wcale nie wymagało wielkiego charakteru/ nasza odmowa niezgoda i upór” – fragmentem wiersza Herberta Danuta Maślicka komentuje swoje działania w stanie wojennym„To wcale nie wymagało wielkiego charakteru/ nasza odmowa niezgoda i upór” – fragmentem wiersza Herberta Danuta Maślicka komentuje swoje działania w stanie wojennymfot. Krzysztof Gwizdała

Dziś nie tylko prokurator S. cierpi na zanik pamięci. Polska pamięć historyczna nie jest w najlepszej kondycji. Wszyscy pamiętają odległe czasy bitwy pod Grunwaldem, kiedy pokonaliśmy Krzyżaków, a nikt nie chce pamiętać tych, którzy odważyli się przeciwstawić Drogiemu Socjalizmowi* zaledwie kilkadziesiąt lat temu.

Młoda, dwudziestoletnia Kamila, która przepisywała książkę Maślickiej, z wielką fascynacją czytała zapiski z czasów, o których nic zupełnie nie wiedziała. Bez żadnego skrępowania powiedziała na spotkaniu, że nie uczono jej o tym w szkole. Dostała brawa od zgromadzonych na sali świadków i bohaterów tych czasów.

Dziś dwudziestolatkom znów trzeba tłumaczyć znaczenie słowa solidarność. Na zdjęciu Jan Kisiliczyk, poseł Sejmu I kadencji z listy Unii Demokratycznej.Dziś dwudziestolatkom znów trzeba tłumaczyć znaczenie słowa solidarność. Na zdjęciu Jan Kisiliczyk, poseł Sejmu I kadencji z listy Unii Demokratycznej.fot. Krzysztof Gwizdała

Po raz pierwszy poczułam się głupio

Danuta Maślicka była internowana przez dwa miesiące. Kiedy przewożono ją z wrocławskiego więzienia na Kleczkowskiej do aresztu w Lubaniu, zadała sobie pytanie, czy to wszystko, co robiła, miało sens. Czy to, co spotkało ją i wielu innych, przyniesie jakieś owoce i czy będzie zapamiętane? Wtedy, jak pisze w „Znikopisie”, po raz pierwszy poczuła się głupio. Nie czuła się walczącą o wolność bohaterką. Nie wierzyła nawet, że Solidarność zwycięży. Ona walczyła z innych powodów. Nią powodowała wściekłość. Była wściekła na szarość, bylejakość, kolejki, upokorzenie. Bohaterami byli inni. Ksiądz Jerzy Popiełuszko, Kuroń, ginący w strajkach stoczniowcy, Wałęsa.

Internowana Maślicka przez ponad rok czekała na przywrócenie jej prawa do wykonywania zawodu nauczyciela. W końcu je otrzymała. Ale nie mogła swobodnie wybrać miejsca pracy. Wysłano ją na najdalszą wieś, pod skrzydła dyrektorki – żony ubeka.

W książce cytuje fragment wiersza Herberta: „To wcale nie wymagało wielkiego charakteru/ nasza odmowa niezgoda i upór”. Do jej domu ulotki antypaństwowe przynosiła pani Ania. Starsza, schorowana kobieta na wiecznie spuchniętych nogach, w niemodnym ubraniu. Czy tak wyglądają niezłomne heroiny?

Byli małą grupą zmagających się z potężnym systemem, jak pisze o swoich przyjaciołach Maślicka. Grali w brydża, czytali Mrożka, roznosili ulotki, raz przechowali u siebie Kuronia. Chodzili na msze za Ojczyznę, śpiewali patriotyczne pieśni, na cmentarzu w Bolesławcu umieścili krzyż przypominający pierwszego listopada o pomordowanych w Katyniu. Byli obserwowani przez Służby Bezpieczeństwa i nie czuli się przez to bezpieczniej.

Zapisałbym się do „Solidarności”, gdybym miał pewność, że zwycięży

Jesienią 1981 roku, po spotkaniu regionalnej „Solidarności” we Wrocławiu, Maślicka z przyjaciółmi utworzyli w Bolesławcu oddział Związku Zawodowego „Solidarność”. Zaangażowanie nauczycieli było różne. Ludzie, pisze autorka „Znikopisu”, nie kwapili się do przyjmowania nowych obowiązków, podejmowania wyzwań, do walki. Byli udręczeni biedą, kolejkami, kartkami i ciągle niepewną sytuacją w kraju. Kolega ekonomista chciał mieć pewność zwycięstwa, by się zapisać do związków, koleżanka historyk stwierdziła, że jej kaktus na ręku wyrośnie, jeżeli te idiotyczne postulaty Solidarności zostaną przyjęte.

Na spotkaniu pojawiło się duże grono osób zainteresowanych publikacją książkiNa spotkaniu pojawiło się duże grono osób zainteresowanych publikacją książkifot. Krzysztof Gwizdała
Na spotkanie z Dautą Maślicką przyszli jej przyjaciele i świadkowie opisywanych zdarzeńNa spotkanie z Dautą Maślicką przyszli jej przyjaciele i świadkowie opisywanych zdarzeńfot. Krzysztof Gwizdała

Potem był stan wojenny. Brak wszystkiego. Maślicka wspomina sobotnie polowanie na żywność, psa Dino, który podarł jej kartkowe rajstopy, apele szkolne wychwalające stan wojenny, rozmowy kontrolowane, kolejki i rozlepianie ulotek. Codzienność. Ani nadziei, ani wiary w zwycięstwo.

Żywy bohater

Dobry bohater to martwy bohater. Wtedy można o nim pisać pieśni, chwalić go i wielbić. Żywy, a nie daj Boże po sąsiedzku, jest mało heroiczny. Popełnia błędy, czasami klnie i niestety musi chodzić do toalety. Jest tak niebohaterski, że sam w swą wielkość nie wierzy.

Bohaterowie nie są potrzebni po bitwie. Przypominają tchórzom i zdrajcom, że mimo wszystko można było wytrwać. Stanąć po drugiej stronie. Wymazuje się więc ich z pamięci. Przemilcza lub deprecjonuje ich osiągnięcia. Można ich też oskarżyć, że nie byli przygotowani do zmiany władzy i do jej przejęcia, że lepiej się nie postarali i teraz jest gorzej niż za Gierka.

Maślicka pisze, że dziś nikt jej w siedzibie Solidarności nie potrzebuje, więc tam nie chodzi. Napisała „Znikopis” czując bardziej intuicyjnie, że coś złego się dzieje z pamięcią ludzi o najnowszej historii Polski.

Myli się autorka uważając, że nie jest potrzebna. Każdy świadek tamtych czasów, małe grupy przyjaciół walczących z reżimem nadal są nam potrzebne. Aby dawać świadectwo. Ludzka solidarność to wciąż ważna idea. I nadal trzeba o nią walczyć.

Jeśli bohaterowie tamtych czasów uważają, że wtedy było łatwiej, bo białe było białe, a czarne czarne, zaś wróg był jasno określony, to bardzo się mylą. Wtedy było tak samo trudno jak dziś, przekonać ludzi do solidarności.

Czas najwyższy odłożyć na bok nostalgię za dawnymi czasami i przestać oglądać się wstecz. Bycie żywym bohaterem zobowiązuje do działania. Czy to poprzez spisywanie wspomnień, czy poprzez inną aktywność. Wywalczenie wolności było tylko pierwszą wygraną bitwą. Dziś trwa równie ważna walka. O jakość wolności.

Jeśli bohater nie poległ w bitwie musi iść i walczyć dalej.

* Określenie Drogi Socjalizm pochodzi z „Donosów” Sławomira Mrożka. „Donosy” to osobny dział twórczości pisarza. Powstały one jako reakcja na wprowadzenie stanu wojennego i trzy z nich zostały zacytowane w książce Danuty Maślickiej.

(informacja redakcja ii)