Ł jak łobłuda

Ł jak łobłuda
fot. Krzysztof Gwizdała Po opublikowanym na naszej stronie artykule „Kicz puszczamy przodem”, jeden z uczestników zeszłorocznego konkursu zasugerował na swoim blogu, że organizator traktuje po chamsku autorów zdjęć.
istotne.pl gliniada, via sudetica, łętowski

Bernard Łętowski, zajmujący się fotografią ślubną, pisze, że jego zdjęcia znalazły się w zeszłym roku w finałowej trzydziestce. Zostały wydrukowane i zaprezentowane na pokonkursowym wernisażu. Na imprezie laureat był nieobecny. Dziś, po prawie roku od wernisażu, na swoim blogu pisze, że zaskoczyło go odkrycie swojego konkursowego zdjęcia na komendzie policji z podpisem: viasudetica. Liczył bowiem na to, że jego praca będzie podpisana albo jego nazwiskiem, albo będzie tam przynajmniej nazwa firmy żony, w której pracuje jako fotograf uroczystości ślubnych.

Uważam to rozczarowanie brakiem podpisu na zdjęciu za całkowicie uzasadnione. W końcu biorąc udział w jakimkolwiek konkursie i dostając się do finału, liczy się na jakąś nagrodę. W przypadku osoby żyjącej z robienia zdjęć, podpisanie zdjęcia jest dla niej jak najbardziej realną korzyścią – reklamą firmy. Zdjęcia z Gliniady, eksponowane po wernisażu w lokalnych restauracjach, oglądać mogą przecież przyszli klienci.

Chociaż autor bloga deklaruje, że cała sprawa nie jest dla niego szczególnie ważna i to tylko refleksja w internetowym memuarze, można w niej wyczuć nutkę emocji, która spowodowała nieproporcjonalną wpadkę. Łętowski wprowadził czytelników w błąd. Na zdjęciu bowiem nie widnieje podpis viasudetica, jest tam tylko adres strony internetowej: www.gliniada.org.

Historia opisana przez Łętowskiego rzuca jednak światło na problem niskiej jakości tegorocznych prac i wyjaśnia, dlaczego większość zdjęć to fotki osób na co dzień nie mających z fotografią wiele wspólnego. Gline-one, autor zdjęcia „Lądowanie w Normandii”, był tak zaskoczony dobrą oceną swojej pracy, że sam określił ją jako słabą i wysłaną na konkurs dla zabawy.

Obłudą jest stwierdzenie, że osoby uczestniczące w konkursie i konkurs organizujące nie liczą na żadne profity.

Gliniada ma ogromny potencjał reklamowy, jak w wywiadzie dla nas powiedział Henry Kazimierczak, szef Polsko-Amerykańskiej Izby Gospodarczej w Chicago: „Budując takie imprezy jak Gliniada, buduje się atrakcyjność regionu, co przekłada się na wymierne korzyści ekonomiczne.[…] Można na nią w przyszłości liczyć, bo duże firmy mogą korzystać z medialnego potencjału i dostępu do klienta”.

Przedsiębiorcy organizując Gliniadę i działania wokół niej liczą na profity, dbając o bycie widocznym podczas wszelkich działań Glinoludów. Via Sudetica jako stowarzyszanie dba o interesy swoich członków, a sama Gliniada była w tym roku platformą do reklamowania się przedsiębiorców. Swoje korowody przygotowali m.in. Opałkowa Chata i Błękitny Burak. Łętowski chcący widzieć na swoim zdjęciu własne nazwisko lub firmę, w której pracuje, miał jak najbardziej uzasadnione pretensje.

Tylko że o autora zdjęcia Łętowskiego stowarzyszenie nie zadbało. Dla innych fotografów nie koniecznie musi się liczyć reklama firmy. Ale mogą uznać za atrakcyjną możliwość zaistnienia w piśmie fotograficznym, czy poznania środowiska fotografów. To może przyciągnąć uzdolnionych ludzi bardziej niż kwota 500 złotych, jako nagroda główna (w zeszłym roku). Lub sama obietnica nagród atrakcyjnych, czego by ta nazwa nie kryła(w tym roku).

Dla profesjonalnych fotografów ten konkurs jest zupełnie nieatrakcyjny. Oni robią zdjęcia Glinoludom i sprzedają je agencjom lub wykonują usługi dla ludności i reklamują je bez pomocy konkursu. Dla utalentowanych amatorów, miłośników czy hobbystów ten konkurs nie otwiera dróg do świata fotografii profesjonalnej, gdzie mogliby być zauważeni. Konkurs jest bowiem lokalny.

Pozostali zatem ci, dla których „atrakcyjne nagrody” i lokalny wymiar konkursu jest nadal atrakcyjny. Z pełnym szacunkiem dla osób, które nadesłały zdjęcia na konkurs, podkreślam, że większość prac w tym roku została zrobiona przez niedzielnych fotografów.

Ambitny konkurs, który miał podkreślać artystyczne walory parady Glinoludów, zamienił się w internetowy konkurs: wyślij zdjęcie – dostaniesz atrakcyjną nagrodę. Na poziom konkursu wpłynęły więc nieudolne działania Stowarzyszenia Via Sudetica, a nie ci, którzy tylko ocenili zjawisko.

Grażyna Hanaf