Maroko — niezwykły złodziej

Maroko — niezwykły złodziej
fot. Krzysztof Gwizdała O tajemniczym złodzieju i cudownej zamianie turystki w Sherlocka Holmesa
istotne.pl grażyna hanaf, maroko

Turystka Bożenka wezwała rezydentkę i oświadczyła, że w jej pokoju doszło do kradzieży. Ktoś się włamał do zamkniętej na kłódeczkę walizeczki. Rezydentka zawiadomiła recepcjonistę Hassana, który niezwykle przejął się tą zniewagą okazaną jego gościowi hotelowemu. Wziął ze sobą blankiet protokołu, by spisać zeznania ofiary kradzieży.

— O której opuściła pani pokój — zapytał, co rezydentka skwapliwie przetłumaczyła turystce.
— Dziś o godzinie dziesiątej — odpowiedziała Bożenka mocno podekscytowana podwójną rolą świadka i ofiary.
— O której pani wróciła do pokoju i zauważyła kradzież? — poważnym tonem zadał następne pytanie Hassan.
— O piętnastej — bez wahania odparła Bożenka.

Hassan, spisując zeznania, mówił na głos: „Zajście miało miejsce między 10:00 a 15:00 dnia dzisiejszego”.
— Co pani skradziono? — podniósł pytający wzrok na turystkę, jednocześnie sam będąc niezwykle ciekawy.
Bożenka nabrała haust powietrza w usta, wypięła pierś i odpowiedziała bez wahania: — Zginęły nożyczki.
Ręka Hassana nad protokołem drgnęła lekko i zamarła, tak samo jak kąciki ust rezydentki w paroksyzmie hamowanego śmiechu.
— Nożyczki — powtórzył Hassan, a z tonu, jakim to powiedział, można było wywnioskować, że sprawę uznał za zamkniętą.
— Nożyczki — powtórzyły obie. Bożenka uprzejmie a rezydentka z niedowierzaniem.
— Spisujemy protokół o zaginionych nożyczkach? — nad głową turystki Hassan zwrócił się z zapytaniem w języku obcym do rezydentki.
— O ukradzionych, nie zaginionych — poprawiła go rezydentka.
Hassan odchrząknął i zwrócił się znów do klientki:
— Czy zginęło coś jeszcze? — zapytał uprzejmie.
— Nie — odpowiedziała Bożenka i widząc konsternację swych rozmówców postanowiła rozwinąć temat. A w miarę jego rozwijania dwie pary oczu, Hassana i rezydentki, robiły się coraz większe z niewyobrażalnego zdziwienia.

Według turystki Bożenki sprawca dostał się do jej pokoju na pierwszym piętrze przez otwarte okno. Do tego celu użył drabiny. Dlatego, że był to początek opisu okoliczności włamania, Hassan miał siłę, by zaoponować. Wyjaśnił jak trudnym zadaniem jest przystawienie drabiny do ściany hotelu w biały dzień, gdy nie tylko obsługa, ochrona ale i setki turystów znajdują się w miejscu zajścia. Bożenka przeanalizowała szybko ten niepasujący techniczny szczegół i stwierdziła, że dwóch dorosłych mężczyzn około metr osiemdziesiąt mogło wspiąć się po murze, wchodząc jeden drugiemu na plecy. Hassan zamilkł pod siłą tego argumentu.

Kiedy już sposób dostania się sprawcy do pokoju został opisany przez turystkę, co jednocześnie było koronnym dowodem, że włamanie miało miejsce, Hassan podjął ostatnią próbę zachowania zdrowych zmysłów:
— Ale dlaczego ukradli pani nożyczki?
— Nożyczkami chciał się włamać do zamkniętej na kłódkę walizeczki — turystka westchnęła i odpowiedziała mu łagodnie, jak traktuje się nierozgarnięte dziecko.
— Ale dlaczego nie ukradł całej walizki? — pytał Hassan bardziej już z ciekawości niż potrzeby prowadzenie śledztwa.
I tu Bożenka — turystyczny Arthur Conan Doyle — włączyła jeszcze jedną postać do kryminału.
— Nic nie ukradł, bo przepłoszyła go sprzątaczka — odparowała. — A że najprawdopodobniej złamał nożyczki podczas próby włamania do walizeczki, przestraszony chwycił je i zbiegł, by nie pozostawić dowodów — zakończyła tryumfalnie Bożenka.

Na tym śledztwo się zakończyło. Protokół zamknięto. Nożyczek nigdy nie odnaleziono. Więcej prób włamania nie było. Hassan sam patrolował teren pod oknami pierwszego piętra. A morałem w tej opowieści jest to, że każdy ma takiego złodzieja, jaką ma wyobraźnię.

Grażyna Hanaf