Paryskie metro i panika

Paryskie metro i panika
fot. Krzysztof Gwizdała Historia wyciąga na światło dzienne podstępne działania pilotów wycieczek zagranicznych, starających się jak najbardziej narazić życie i zdrowie swoich turystów.
istotne.pl paryż, sezonu, idiota

Linie paryskiego metra mają prawie 200 km długości, ponad 360 stacji i przemieszcza się nimi 4,5 miliona pasażerów dziennie. Podziemna kolej w takiej metropolii jak Paryż to prawdziwe błogosławieństwo komunikacyjne.

Czy bezpieczne? Należy zadać pytanie, jaka komunikacja jest dziś w stu procentach bezpieczna? Od czasu zamachu na WTC w metrze pojawiło się jeszcze więcej informacji przestrzegających przed pakunkami i torbami pozostawionymi bez opieki wraz z prośbą, by natychmiast zgłosić taki porzucony bagaż obsłudze. Poza tym należałoby spytać te cztery i pół miliona jeżdżące codziennie metrem, co myślą o swoim bezpieczeństwie pod ziemią.

Zważywszy na wszelkie okoliczności oraz możliwość zamachów terrorystycznych można uznać, że ta forma podróżowania jest narażeniem zdrowia, a nawet życia. Dlatego, tak patrząc na sprawę, kobieta trzymająca się uporczywie barierki metra w stylu art nouveau i patrząca z paniką w oczach na pilotkę, nie powinna nikogo zaskoczyć. A jednak, zaskoczyła przede wszystkim współmałżonka, którego delikatne słowa nie trafiały do spanikowanej żony. Kobieta zaciskała ręce na barierce i odmawiała współpracy.

Grupa zablokowała wejście do metra. Część stała na schodach tamując ruch, część była już przy automatach i barierkach prowadzących na peron, część stała na chodniku i obserwowała zmagania pilotki i małżonka ze spanikowaną turystką.
— Proszę pani, jazda metrem jest całkowicie bezpieczna — przekonywała kobietę przewodniczka w rytm mężowskiego kiwania głową. — Proszę mi uwierzyć.
— Nie wierzę pani! — przeciwstawiła się turystka nie odrywając rąk od barierki.
— Dlaczego? — zapytała pilotka.
— Mówi tak pani, by mnie tam zaciągnąć — odpowiedziała kobieta.

Niepodważalność tego faktu na moment zbiła z tropu przewodniczkę, a mąż odmawiającej wejścia do metra przestał kiwać głową, jak maskotka w samochodzie, co część grupy obserwująca negocjacje przyjęła z niepokojem.

— Tak, chciałabym, aby pani z nami weszła do metra — odpowiedziała pilotka. Jej wiedza o negocjacjach brała się głównie z filmu „Negocjator” i pamiętała, że nie należy się sprzeciwiać osobie, z którą się negocjuje.
— Kochanie — mąż spanikowanej przyszedł z pomocą — wszyscy z tobą pojedziemy.
— Nie! — brzmiała odpowiedź.
— Pierwszy raz też bałam się wejść do metra — skłamała pilotka, zgodnie z naukami filmowego negocjatora, utożsamiając się ze spanikowaną terrorystką, co odniosło skutek.
— Naprawdę? — zainteresowała się po raz pierwszy kobieta.
— Tak. To taki irracjonalny strach, ale pomogło mi przestudiowanie planu metra — pilotka podsunęła mapkę metra kobiecie pod nos, bez większej wiary w skutek blefu.
— Nic z tego nie rozumiem — kobieta zerknęła na plan i pokręciła przecząco głową.

Pilotka spojrzała znacząco na męża, ten zrozumiał. Wziął od niej plan metra i zaczął przeglądać go z zainteresowaniem.
— To łatwe, prawda? — pilotka zagadnęła małżonka.
— O… — zawahał się, ale zauważywszy pioruny w oczach przewodniczki dodał szybko — bardzo łatwe.
Jego mina wyrażała jednak całkowity brak zrozumienia i nie było na niej nawet cienia świadomości tego, co trzyma w rękach. Szczęśliwie aktor był z niego doskonały. Popatrzył raz jeszcze na plan i pokiwał przekonująco głową.
— Tak, to bardzo proste! — powtórzył z imponującym przekonaniem.

Pilotka kątem oka obserwowała ręce turystki, które wolno zaczęły rozluźniać uścisk. Spojrzała znacząco na mężczyznę i oboje bez zbędnego pośpiechu, delikatnie ujęli dłonie turystki, potem wzięli ją pod ręce i spokojnie sprowadzili po schodach. Małżonek niósł przed żoną plan metra jak sztandar. Mrok podziemi wolno ich wchłonął.

Kiedy opowiadałam tę historię koledze-pilotowi, on zrewanżował mi się opowieścią bardziej przerażającą. Jego turystka, która – jak się okazało – wyjechawszy na wycieczkę przestała brać leki przepisane przez psychiatrę, w środku nocy, podczas jazdy autokaru, rzuciła się ze swetrem w ręku na kierowcę. Na szczęście udało się ją obezwładnić. Jak twierdziła, chciała unieruchomić kierowcę i powstrzymać przed zabiciem wszystkich pasażerów. Do kraju wróciła przywiązana do siedzenia tym samym swetrem, którym zaatakowała szofera.

Grażyna Hanaf