O minionych świętach myśli kilka…

O minionych świętach myśli kilka…
fot. Krzysztof Gwizdała Prezentujemy felieton Roberta Rosińskiego – z wykształcenia historyka sztuki, od 27 lat uczącego historii w Szkole Podstawowej w Iwinach. Robert Rosiński pasjonuje się dobrą muzyką (rock lat siedemdziesiątych) i literaturą. Od 2002 roku jest radnym Rady Powiatu Bolesławieckiego.
istotne.pl święta, robert rosiński

Na początek złożę wyznanie dość szokujące dla niektórych rodaków: niespecjalnie lubię święta. No, to już mam za sobą. Uff. Teraz będzie mi już łatwiej. Ktoś spyta – dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Moja wrodzona, głęboko już niestety zakorzeniona, przekora. Gdy mam ochotę świętować – świętuję. Kiedy potrzebuję wyciszenia – wyciszam się. Kiedy chcę pościć – poszczę. Niekoniecznie kręci mnie robienie tego, co wszyscy inni i jeszcze do tego w tym samym czasie. I tyle na ten temat.

Ale nie o tym chciałem. Chciałem, na przekór temu, co napisałem wyżej, przyznać, że zdarzają się jednak (nawet mnie!) podczas świąt – piękne, niezapomniane chwile. Taką chwilę – nawet dłuższą – było widowisko (jak je nazwać?!), które zobaczyłem i usłyszałem w Wielki Czwartek w Kościele Wniebowzięcia NMP w Bolesławcu. Nazywało się to „Droga Krzyżowa”, a polegało na tym, że znany aktor Jan Nowicki czytał teksty do kolejnych stacji Drogi Krzyżowej, autorstwa samego ks. Jana Twardowskiego, a po każdym takim czytaniu następowała impresja muzyczna, w wykonaniu czterech muzyków rodem z Krakowa. Muzyków, od razu wyjaśnię, o wyraźnych korzeniach jazzowych. A przewodził im autor całego projektu, znany (w sumie już chyba nie tak wielu) krakowski muzyk jazzowy – Marek Stryszowski (pamiętacie „Laboratorium”?).

O samej muzyce nie będę się rozpisywał – jak zwykle to rzecz gustu. Mnie się podobała. Pasowała do tekstów ks. Twardowskiego, było w niej wiele i ze smutku towarzyszącego ostatniej drodze Chrystusa, i z atmosfery tamtych miejsc – Jerozolimy i samego Orientu…

Dla mnie jednak w tym spektaklu o wiele ważniejsze była Słowa! Siedziałem tam w kościele – i jak rzadko kiedy – słuchałem tego, co czyta Jan Nowicki. A słowa, które padały, były i ważne, i proste jednocześnie. A chwilami przejmujące.

Kilka przykładów? Proszę bardzo:

„Nie trzeba się wstydzić słabości. Naszą ludzką siłą może być świadomość naszej słabości.” (Stacja III – Pierwszy upadek)

„Aby pomagać nie wystarczy tylko dobroć. Potrzeba jeszcze odwagi (…) Dobroć bez odwagi jest bezwładna…” (Stacja VI – Weronika)

„Samotność nie zaczyna się wtedy, kiedy ludzie od nas odchodzą, ale wtedy, kiedy my odchodzimy od ludzi. Tylko nasza miłość może przezwyciężyć samotność.” (Stacja VII – Drugi upadek)

I tak przez ponad 90 minut. Słowo i Muzyka, pięknie ze sobą połączone, stworzyły Misterium. Prawdziwe Misterium Męki Pańskiej. Ale nie tylko…

Tego byliśmy świadkami – w Wielki Czwartek w Kościele Wniebowzięcia NMP w Bolesławcu. Niech żałują ci, którzy nie przyszli!

Gratuluję księdzu dziekanowi Andrzejowi Jarosiewiczowi tego, że udostępnił spektaklowi pięknych wnętrz odnowionego Sanktuarium, i Janowi Cołokidziemu, szefowi „Ziemi Bolesławieckiej”, że sprowadził artystów z Krakowa do nas. Było warto!

Robert Rosiński