Historia podróży PKS-em Lubań

Historia podróży PKS-em Lubań
fot. Marcin Zabawa O sprawie powiadomiła nas Czytelniczka. Napisała, że kierowca autobusu nie poinformował podróżnych o awarii pojazdu. –  PKS stracił co najmniej jednego pasażera – stwierdza kobieta.
istotne.pl autobus, awaria, pks, lubań

O nagłośnienie sprawy poprosiła nasza Czytelniczka. W mailu do redakcji napisała:

Chciałabym opisać krótką historię podróży PKS-em Lubań. Ogromnie bulwersuje mnie w Polsce obchodzenie się z klientami PKS-ów i PKP. Dość często korzystam z tych środków komunikacji, ale nic mnie tak nie wyprowadziło z równowagi, jak ostatnie wydarzenia. Dlatego stwierdziłam, że trzeba coraz częściej alarmować o podobnych sytuacjach, aby „szanowne kierownictwo” tychże „korporacji” poszło po rozum do głowy i zaczęło zatrudniać osoby kompetentne!

27 grudnia ub.r. musiałam dostać się do Wrocławia, tak aby zdążyć na bezpośredni pociąg do Kielc, który odjeżdżał o 8 rano z Wrocławia Głównego. Postanowiłam dojechać do Wrocławia PKS-em o 5:40. Na dworzec główny w Bolesławcu punktualnie podjechał autobus z napisem „PKS Lubań”.

Zasiadłam na swoim miejscu. Autobus odjechał zgodnie z rozkładem. Zdziwiło mnie jednak to, że w Tomaszowie Bolesławieckim kierowca zjechał na pobocze. Byłam przekonana, że stamtąd również zabiera pasażerów. Tymczasem kierowca wysiadł bez słowa!!! Minęło 5, 10, 15 minut, po czym dwie pasażerki udały się na papierosa i wyciągnęły informacje od kierowcy, że autobus się popsuł.

Wysiadłam, aby porozmawiać z kierowcą, który „podobno” nie mógł się skontaktować z PKS-em w Lubaniu. Doskonale wiedziałam, że kolejny autobus do Wrocławia odjeżdżał z Bolesławca o 5:55. Poinformowałam o tym kierowcę, na co on odpowiedział, że nic nie wie na ten temat! W tym czasie mój chłopak zadzwonił już na PKS Bolesławiec, który jeszcze nic nie wiedział o awarii „naszego” autobusu. Od opuszczenia autobusu przez kierowcę minęło co najmniej 20 minut! W tym czasie nikt nie został jeszcze poinformowany o awarii!

Mniemam, że gdyby kierowca powiadomił PKS Bolesławiec, spółka mogłaby zatrzymać następny autobus, tak aby nas zabrał do Wrocławia. Zaznaczam, że co najmniej 2 pasażerki miały zabukowane loty z Wrocławia jeszcze przed 12:00!!!

Kierowca wrócił do autobusu i mogliśmy jedynie zawrócić do Bolesławca. Zażądałam zwrotu kosztów biletu. Na co kierowca odpowiedział mi, że on nie może mi dać pieniędzy i że mogę się zgłosić na PKS w Lubaniu. Nie wytrzymałam i jeszcze raz poprosiłam o pieniądze, pouczając go, że nie do pomyślenia jest fakt, iż wysiadł z autobusu, nie informując nas o awarii. Poprosiłam o jego imię i nazwisko oraz oświadczenie, że autobus nie pojechał do Wrocławia. W tym momencie kierowca oddał mi jednak pieniądze.

Szanowni Państwo, rozumiem, że autobus może się popsuć, ale moment, gdy kierowca wysiada i nie informuje pasażerów o zaistniałej sytuacji, jak również nie informuje najbliższej stacji PKS, jest nie do pomyślenia! Nie wiem, jak się sytuacja dalej potoczyła, gdyż wróciłam do domu, skąd rodzice zawieźli mnie do Legnicy na pociąg do Krakowa, a stamtąd dostałam się do Kielc – kilka godzin później.

Moje pytanie do osób zarządzających personelem PKS-u: kiedy wreszcie pasażerowie będą traktowani poważnie?! Kiedy zaczniecie szkolić personel, jak powinien się zachować i traktować klientów?! Zaznaczam, że PKS stracił co najmniej jednego pasażera. Radzę się nad tym zastanowić.

PKS odpiera zarzuty

– Kierowca poinformował pasażerów o awarii, musiał przecież poinformować – twierdzi kierowniczka działu przewozów PKS Lubań (nie chciała się przedstawić). – Dwie osoby zażądały zwrotu pieniędzy. Kierowca oddał je z własnej kiesy, chociaż nie powinien. Po tym zdarzeniu zwróciła się do nas jeszcze jedna osoba, mieszkanka Lubania. Jej również zwróciliśmy pieniądze za bilet. Załatwiliśmy tę sprawę tak, jak należało.

– Kierowca był zdenerwowany. Trudno, żeby się uśmiechał do pasażerów. Do awarii doszło nie z naszej winy. Tego dnia warunki atmosferyczne były fatalne. Autobus zamarzł – tłumaczy szefowa działu przewozów. – W imieniu firmy przepraszamy podróżnych.

Na podstawienie sprawnego autobusu pasażerowie czekali ok. 2,5 godziny. Ilu naszym Czytelnikom przydarzyła się podobna przygoda? Zapraszamy do dyskusji.

Przekaż istotną informację

Przygodę z PKS-em opisał jeden z Czytelników. Jeżeli również posiadasz ważne informacje, wyślij SMS, zadzwoń lub napisz maila. Gwarantujemy anonimowość.

(informacja Czytelniczka/ii)