Kasa na sierściuchy

Kasa na sierściuchy
fot. Waldi Radni odrzucili uchwałę z programem przeciwdziałania bezdomności zwierząt. Uznali, że jego koszt za bardzo obciąży budżet miejski. Nie martwi ich jednak to, że prezydent z tego samego budżetu wydaje na transport jednego psa do schroniska sumę równą tygodniowym wakacjom w Egipcie! Jak tak naprawdę wygląda sprawa opieki nad bezdomnymi zwierzętami w Bolesławcu?
istotne.pl stowarzyszenie, pies, bezdomność, kot, pomocy, zwierzętom

Ustawa o ochronie zwierząt nakłada na gminę miejską obowiązek opieki nad bezdomnymi kotami i psami Wszystkie bezdomne zwierzęta w mieście, zgodnie z obowiązującym prawem, są własnością gminy. Prezydent nie może działać poza prawem, robi więc minimum – zleca głównie wyłapywanie bezpańskich psów i wysyłanie ich do schronisk. W zeszłym roku – jak informuje nas radna Irena Dul – za 18 psów przekazanych do schroniska (od stycznia do września) gmina zapłaciła prawie 29 tys. zł, a za ich przetrzymanie przed transportem ponad 40 tys. zł. Jak łatwo policzyć, prezydent wysyłał jednego psa za cenę prawie 1600 złotych.

Co jednak z bezpańskimi kotami? Prezydent kotami już się tak nie przejmuje, mimo że powinien.

fot. Waldi

Leczeniem i dokarmianiem kotów zajmują się zwykli bolesławianie. Kilka miesięcy temu założyli Stowarzyszenie Pomocy Zwierzętom. W maju złożyli pismo (do Wydziału Komunalnego), w którym znalazły się propozycje ochrony kotów. Poprosili prezydenta o przygotowanie odpowiedniej uchwały, regulującej kwestię i kotów, i psów. Poprosili też o pieniądze – 90 tys. zł na leczenie i sterylizację kotów oraz na działania edukacyjne podnoszące wiedzę mieszkańców o obowiązkach związanych z hodowaniem i utrzymywaniem psów i kotów.

Czekali prawie pół roku, by projekt uchwały trafił pod obrady Rady Miasta. Urzędnicy prezydenta tak jednak zaprojektowali uchwałę, że roczny koszt opieki nad bezdomnymi psami i kotami wyniósłby 690 tys. złotych. Do wnioskowanych 90 tys. dodali bowiem karmę dla kotów za 80 tys. zł, wyłapywanie i przechowywanie psów za 120 tys. zł oraz finansowanie rozbudowy schroniska w Dłużynie koło Zgorzelca, gdzie trafiałyby nasze psy, za 400 tys. zł. Irena Dul, która głosowała za uchwałą, mówi wprost:
– W moim przekonaniu projekt uchwały został przygotowany w sprytny sposób, tak aby po przeczytaniu komentarza (z kosztorysem) mieć wątpliwości co do wydatków. Uchwała sama w sobie nie określała żadnych kwot – dodaje radna Dul.

Anna Ryżewska, prezes Stowarzyszenia Pomocy Zwierzętom, zgadza się z tą opinią:
– Wydaje się, że schronisko w Dłużynie miało tylko sztucznie podwyższyć koszty wprowadzenia programu. Grażyna Strzyżewska (naczelnik Wydziału Komunalnego) powiedziała rok wcześniej, że nie ma pieniędzy na Dłużynę.

Mimo że już rok wcześniej Strzyżewska wiedziała, że pieniędzy na schronisko w Dłużynie nie będzie, to w kosztorysie wpisała 400 tysięcy jako szacunkowe koszty partycypacji w tej inwestycji. Tym samym podnosząc całkowity wydatek z budżetu miasta na pomoc bezdomnym zwierzętom do 690 tysięcy złotych.

fot. Waldi

Radni po zapoznaniu się z kosztorysem podnieśli larum i odrzucili projekt, nie doczytawszy chyba, że do rozbudowy schroniska miasto wcale nie musi się dokładać. Stowarzyszenie zadowoliłoby się każdą kwotą, która mogłaby ich wspomóc w opiece nad bezdomnymi kotami. Przez niefrasobliwość radnych nie mamy więc żadnego planu ochrony bezdomnych zwierząt. Koty zdane są na łaskę mieszkańców a psy za cenę wycieczki do Egiptu (1,5 tys. zł od jednego zwierzęcia) wożone będą po kraju do schroniska, które je przyjmie.

Ważną kwestią, związaną z podejściem miasta do opieki nad zwierzętami, jest też lekceważenie Stowarzyszenia Pomocy Zwierzętom przez część radnych, prezydenta i urzędników z nim związanych. Razi brak partnerskiego podejścia do mieszkańców, którzy nakładem własnych sił i środków dbają o zwierzęta należące do miasta.

– Prawdziwa troska o bezdomne psy nie zaistniałaby bez członków Stowarzyszenia – mówi Anna Ryżewska. W Stowarzyszeniu działają opiekunowie społeczni (kocie mamy i ojcowie). Ludzie, którzy dzień po dniu bez względu na pogodę i okoliczności karmią i leczą koty. Z domowego budżetu finansują miseczki, kocyki, posłanka, odrobaczają, kupują witaminy i inne niezbędne medykamenty. Zastępują też schroniska, bo ludzie potrafią podrzucić im kocięta zauważywszy, że w danym miejscu ktoś regularnie je odwiedza.

– Władze Bolesławca udają, że ich problem nie dotyczy, a miłośnicy zwierząt i tak sobie poradzą – mówi Ryżewska. – Niestety nie poradzimy sobie, bo zwierząt jest coraz więcej i bez sterylizacji się nie obejdzie. W Bolesławcu społeczna opieka nad bezdomnymi kotami jest sprawowana za miasto – oburza się prezes SPZ.

Bezdomnymi kotami opiekują się sami bolesławianieBezdomnymi kotami opiekują się sami bolesławianiefot. Anna Ryżewska

Od stycznia tego roku, a prawdopodobnie od połowy grudnia 2009, nie wyłapuje się psów, bo brakuje odpowiednich regulacji z firmą, która do tej pory przetrzymywała zwierzęta. Pod koniec stycznia na działkach, w altanach, czy piwnicach bloków zaczną kocic się niewysterylizowane kotki. W miejskim ekosystemie to ludzie są niezbędni, by bezdomne zwierzę przeżyło. Rozumieją to bolesławianie, więc ze swojego domowego budżetu dają pieniądze na „sierściuchy”. Ale czy będą tacy dobrzy dla radnych i prezydenta, kiedy już dotrą jesienią do urn?

Za uchwałą głosowały dwie radne: Ewa Ołenicz-Bernacka i Irena Dul. Trzynastu radnych było przeciw, trzech wstrzymało się od głosu.